Skip to main content

Lunation – Bratobójcza wojna w kosmosie

Zmarł miłościwie panujący nam Imperator. Zgodnie z prawem imperialny, jeżeli żyje więcej niż jeden następca tronu, musi odbyć się Wojna Lunarna, która rozstrzygnie kto będzie nowym władcą. Ta będzie trwać 29 dni, 12 godzin, 44 minuty i 3 sekundy – czyli pełen cykl księżycowy dawno zapomnianej planety zwanej Ziemia. Dla mnie brzmi bardzo ciekawie ten opis, a jest to wstęp fabularny gry Lunation. Okazuje się, że w następców tronu wcielają się gracze…|

29 dni, 12 godzin, 44 minuty i 3 sekundy

Pudełko jest kompletnie białe, jedynie tytuł i jakieś dziwne cyfry pod spodem – które są odzwierciedleniem cyklu księżycowego naszego globu. Nie powiem, zabieg ten niezwykle mi się spodobał, lubię tę tajemniczość, bo praktycznie nie ma okładki, więc nie bardzo wiadomo czego można się spodziewać. A w środku mamy sporo kart, dość dużo żetonów oraz różnorodne znaczniki. Wszystko utrzymane w futurystycznym, kosmicznym klimacie. Szata graficzna systemów i planet może nie porywa – od bezkresna pustka w przestrzeni komicznej, ale już postacie wypadają dużo lepiej. Planszetka jest bardzo ciekawa, jest skrótem zasad i przypomnieniem, a jednocześnie można na nich trzymać swoje floty. Znaczniki mają kosmiczny wygląd, już licznik rund jest nietypowy – jakiś heksagon na którym zaznacza się upływ gry, zamiast prostej tekturki. Jestem pod ogromnym wrażeniem, choć niektóre znaczniki miały coś podklejone widząc jakieś napisy.

W kosmosie będziemy przez siedem rund, każda runda składa się z kilku faz. Na początku rundy odświeżamy karty postaci i planet. Od trzeciej rundy po przywróceniu prawidłowej pozycji kartom wchodzą wydarzenia, które raczej mają negatywny wydźwięk. Przychodzi czas, w którym możemy wykonać różne akcje. Głównie będziemy przemieszczać nasze jednostki: przemieszczać się pomiędzy planetami w systemie, dokonać skoku do systemu albo wykonać skok na orbitę planety innego systemu. W przypadku pierwszych dwóch akcji nie mamy większego ryzyka, ale wykonując próbę skoku bezpośrednio na orbitę planety innego systemu możemy stracić jedną z flot uczestniczących w ruchu. Wykonując przemieszczenie się naszych statków może może dojść do walki. Ta jest rozpatrywana w najprostszy sposób – rzucamy tyloma kośćmi, ile naszych flot bierze udział w starciu, jednorazowo możemy wykorzystać z zdolności naszej postaci, która bierze udział w bitwie, a także zagrać karty akcji. Niezależnie od liczby bonusów, zawsze i tak gracz maksymalnie rzuca 7 kośćmi. Następny etap to handel zasobami, te istnieją w tej grze pod trzema postaciami: energia, surowce i karty akcji. Handlować się możemy z graczami i wtedy to my ustalamy kurs wymiany. Po handlu pobieramy zasoby z zajmowanych planet, a następnie wykonujemy rozwój. W tym etapie możemy zakupić nowe postacie, jednostki czy karty akcji, a także możemy opłacić “jeńca”, aby walczył po naszej stronie. Ostatnią fazą jaką przeprowadzamy to dominacja, czyli otrzymujemy punkty zwycięstwa za największą liczbę flot, za najwięcej posiadanych postaci, za spełnienie celu (tylko jeden na rundę) oraz za przetrzymywaną postać wroga: 1 PZ jeżeli odrzucimy go albo 2 jeżeli oddamy właścicielowi. Za sprawą korupcji możemy też nabyć punkty zwycięstwa używając 7 energii ALBO 7 surowców (możemy użyć wielokrotności). Cały taki cykl powtarza się siedmiokrotnie, kto po ostatniej turze posiada najwięcej punktów zwycięstwa wygrywa.

Wojna lunarna już się zaczęła

Przede wszystkim podoba mi się koncept fabularny tej karcianki. Taka Gra o Tron, ale w kosmosie. Wydaje się bezsensowne w tym świecie posiadanie więcej niż jednego dziecka, ale z drugiej strony należy i tak zabezpieczyć linię sukcesji. Poza tym nie powiedziano, że rodzeństwo ginie, po prostu następca wygrał wojnę. Z jednej strony kosmos i futuryzm, z drugiej tradycja i średniowiecze ;). Naprawdę ciekawa forma i koncepcja.

Jeżeli chodzi zaś o rozgrywkę, to z początku miałem mały problem. Surowce i zasoby się mylą, podobnie moc i energia. Przebieg tury był dość logiczny, ale w pewnym momencie gracze zastanawiali się co mogą zrobić, a czego nie. Szczególnie to było widoczne w czasie handlu, nie każdy zrozumiał (może kwestia mojego wyjaśnienia zasad) jak się ten etap odbywa, więc najczęściej nikt nic nie wystawiał i nikt nie kupował. Na szczęście po partii czy dwóch wszystko stało się jasne i zrozumiałe dla każdego uczestnika zabawy, więc nie jest to szczególnie drażliwy wątek.

Kiedy już każdy czuł się pewnie można było odczuć ten zdradziecki, można rzecz, że niespodziewany klimat. I tutaj znów nawiązanie do popularnej serii fantasy, nieważne czy mamy na myśli wersję książkową, serialową czy planszową – wbijanie noża w plecy. Ta planeta da mi całkiem niezłe profity? A to skok. Ktoś sam siedzi w układzie? To ryzykujemy i skaczemy całą flotą albo wystawiamy tam swoje statki. O, fajną postać ma przeciwnik, chyba będę z nim walczył. W czasie rozgrywek odbyło się naprawdę dużo wrednych, często wręcz niespodziewanych ruchów.

A to powoduje, że kombinowanie w tej grze przekłada się wiele dróg do wygranej. Nie ma znaczenia czy oszczędnie będziemy wydawać pieniądze, aby w ostatnim momencie wydać nadmiar na dokupienie punktów zwycięstwa, a może ekspansja na inne systemy przez rozbudowę floty, czy taktyczne użycie zdolności postaci. W czasie testów widziałem bardziej lub mniej standardowe zagrania i nie ma jednoznacznego przepisu na zwycięstwo. A tak naprawdę układanie głębszej taktyki dzieje się już w czasie przygotowania do rozgrywki. Planety mają swoje działanie, a umiejętne draftowanie i tworzenie systemu pozwoli nam na uzyskanie ciekawych korzyści.

Przyznam się, że nie miałem okazji wypróbować gry w rozgrywce dwuosobowej, a pozostałe opcje uznaję za dobre w każdym wariancie. Zatem, co prawda na podstawie domysłów niźli na doświadczeniu, można uznać, że zabawa jest skalowalna. Również nie po to pisałem tyle o kombinowaniu i taktykach, aby nie stwierdzić, że rozgrywka jest regrywalna. Poza nieprzewidywalnością dociągu kart i setupu ciężko tutaj o elementy losowe.

No dobra, może z tym ostatnim to przesadziłem, bo jest troszkę więcej tego, jak chociażby wspomniane wydarzenia. Również przesadziłem z negatywnym wydźwiękiem, choć te rzadko dają korzyści. Na szczęście wyrównują szansę dla wszystkich: jeżeli dają profit każdemu graczowi, jeżeli robią szkodę, to nikt nie zostanie wykluczony. No i mogą mocno spowolnić albo przyśpieszyć nasze plany. Nasza taktyka opiera się o działania systemu, a wydarzenie blokuje bonusy z nich? No przekichane, trzeba pomyśleć jak przeżyć tę rundę i nie utracić przewagi. A inni tutaj widzą szansę dogonienia lidera. Zatem losowość, owszem, jest, ale ona jest szansą na wykorzystanie obecnej sytuacji niźli ujmą.

Tak naprawdę jedyną rzeczą do jakiej mogę się przyczepić, to powierzchnia jaką zajmuje ta gra. Słyszałem, że w prototypie było gorzej, ale na czterech graczy wyjątkowo dużo miejsca potrzeba, aby móc przystąpić do zabawy. Systemy swoje zajmują na stole, a dodatkowo, planszetki, floty, karty i inne elementy też trzeba rozstawić. Nie jest to wyjątkowo uciążliwy problem, ale jeżeli ktoś ma niewielki stolik, to musi mieć to na uwadze.

Nowy Imperator

Lunation jest niezwykle ciekawą pozycją, to pewnym sensie mini-4X zrobione na kartach, które ma interesującą fabułę i stylistykę. Wiele dróg do wygranej, szereg zastosowanych mechanizmów oraz duch zdrady powoduje, że ten tytuł przykuwa nas do stołu na dłużej. Podoba mi się ten klimat z rodem wspominanej Gry o Tron, a jednocześnie tradycja i twarde prawo spotyka się z nowoczesnością i technologią kosmiczną. Jestem szczerze zadowolony i bardzo polecam sprawdzić tę grę.

Plusy:

  • interesująca, minimalistyczna i jasna stylistyka oraz dobrze wykonane komponenty
  • wciągająca tematyka oraz upiorny klimat zdrady
  • dużo mechanik pozwalających na kombinowanie i szukanie dróg do wygranej
  • interesująca, w pewien sposób zarządzalna losowość
  • dobra regrywalność i skalowalność

Minusy:

  • z początku może sprawiać problemy
  • nieraz rozmiar stołu może okazać się za mały

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.