Skip to main content

Patchwork: Automa – Szycie na automacie

Być może wiecie, że jestem wielbicielem grania planszówek solo. Co prawda ostatnio porzuciłem tę pasję na rzecz grania na konsoli (mniej rozkładania, a więcej czasu pochłania :P), ale to nie znaczy, że do stołu nie usiądę, szczególnie jeżeli pozycja zapowiada się dobrze. Moją uwagę też przykuwają warianty czy rozszerzenia dodające możliwość rozgrywki jednoosobowej. Nie mogłem przejść obojętnie wobec takiej transformacji Patchworka – jednej z lepszych gier dwuosobowych, którą dodatek przekształci w solowe wyzwanie.

Sam to zrobię!

Cały dodatek to talia 24 kart wirtualnego gracza, zwanego dalej Automą. Za oprawę graficzną jest odpowiedzialny Klemens Franz, ale poza robocikiem w typowym dla jego stylu, nic by mnie na to nie naprowadziło. Wiele razy narzekałem na tego ilustratora, więc nie będę rozpisywał się co z jego kreską jest nie tak. W każdym razie awers kart ma informacje symboliczne (tzw. kroki eliminacji, o tym później) i pasuje fajnie do stylistyki z podstawki. No, ale pewno możesz się mnie pytać gdzie jest instrukcja? A w Internecie. Jak to w Internecie? A no tak to. Spis zasad możesz pobrać ze strony Lacerty lub z innego źródła on-line, w każdym razie z tyłu opakowania jest kod QR, który prowadzi do tego pliku.

Żeby przystąpić do rozgrywki najpierw rozkładamy podstawkę jak zwykle – z tym wyjątkiem, że nasz wirtualny przeciwnik nie potrzebuje planszę kołdry oraz guzików. Wybieramy jedną z talii Automy (zwykła i taktyczna, czyli prostszy i trudniejszy przeciwnik), dwie karty z nich odkładamy na odrzuty (mogą wrócić do gry!) oraz ustalamy poziom trudności (mamy pięciostopniową skalę). Zasady po stronie fizycznego gracza nie zmieniają się, jedynie co wykonuje Automa jest nowością. Kiedy przychodzi tura wirtualnego rywala, to ciągniemy wierzchnią kartę i dostajemy informację ile guzików może wydać. Należy pamiętać, że na zakup Automa nie wydaje fizycznych guzików! Przeciwnik nie ma dostatecznie dużo wirtualnej waluty? Pasuje (mija nasz znacznik, itp.). Ma tylko jedną opcję? Bierze skrawek i przesuwa się zgodnie z zasadami. Automa będzie mogła wybrać kilka skrawków? Mamy kroki eliminacji, które pozwolą zidentyfikować skrawek. A jakie są to kroki? 1. Skrawek, który nie spowoduje wyprzedzenia na torze czasu, 2. Z największą liczbą guzików, 3. O największa powierzchni, 4. Najdalej od pionka naturalnego. Oczywiście kolejność kroków może się różnić, ale zawsze będzie tak, że na którymś etapie wybierzemy jedną z dostępnych opcji. Jeżeli talia się wyczerpie, to tasujemy karty (za pierwszym razem też te dwie odrzucone). Po zakończeniu zabawy liczymy punkty normalnie, zaś Automa zyskuje je zależnie od poziomu trudności – w każdym jest na pewno 7 za zdobycie kafla 7×7 (przekroczenie pewnego pola, zależnie od wybranej trudności. Oczywiście jeżeli gracz fizyczny go zdobył, to automat go nie dostaje). Mamy więcej punktów niż wirtualny przeciwnik? Wygraliśmy. Remis? Rozstrzygamy jak zwykle. W innym wypadku przegrywamy.

Samotna kołderka

Przede wszystkim muszę powiedzieć, że spodziewałem się raczej miałkiej rozgrywki. Nie jestem fanem wirtualnego gracza, to ogranicza się do sztucznych ruchów z góry określone pewne akcje. I zwykle nie jest to logiczne działanie lub te są dość przewidywalne i można później jakoś ten ruch odkryć, zblokować albo przekalkulować. Natomiast tura Automy powoduje, że możemy utracić upatrzony skrawek, zupełnie jak podczas zabawy dwuosobowej. Czynności, które trzeba wykonać podczas tury gracza wirtualnego wydają się naturalnym odwzorowaniem działania przeciwnika: nie mam kasy, to nic nie robię, stać mnie tylko na jedno to nie mam z czym dyskutować, a jak kilka to biorę korzystniejszy dla mnie. I te kroki eliminacji cudownie odwzorowują myślenie większości znanych mi graczy.

Równie ciekawie wypada talia taktyczna. Przeciwnik jest nieco sprytniejszy, ale mamy informację na rewersie, ile dostanie guzików na wydanie. Zatem możemy przewidzieć jaki skrawki będą dostępne, a tym samym zabawa staje się zbliżona do rozgrywki z rzeczywistym rywalem. Kombinujemy co chcemy zgarnąć dając tym samym niewielkie pole do manewru Automie.

Zatem kwestia wyboru talii jest już ciekawostką samą w sobie. Standardowa jest losowa i nie wiemy czego się spodziewać, zaś taktyczna pozwala nam przewidzieć, co możemy dać Automacie. I nie można powiedzieć, że jedna opcja jest lepsza niż druga. To zależy od naszego stylu gry. Jeżeli patrzymy tylko na własne zasoby i nie zwracamy uwagi na zasoby posiadane przez naszego rywala, to logicznym wyborem będzie standardowa talia. Jeżeli chcemy nauczyć się przyglądać działaniom przeciwnika lub już to robimy, to lepsza dla naszego sposobu rozgrywania tej planszówki będzie talia taktyczna.

Jako, że często wygrywałem z ludźmi mając od -1 do -3 punktów, zatem interesujący jest warunek zwycięstwa na najniższym poziomie. Automa nie może zdobyć więcej niż 7 punktów, więc jeżeli zdobyliśmy jako pierwsi żeton 7×7 to musimy mieć co najmniej jeden punkt, aby wygrać – co czysto teoretycznie nie jest niemożliwe. Niemniej zdobycie tego żetonu zwykle daje nam zwycięstwo na najniższym poziomie. Jeżeli, tak jak ja, nie jesteście wprawieni w Patchworku, to ten poziom jest dobrą rozgrzewką. No i trzeba przyznać, że ten dodatek jest świetnym ćwiczeniem dla takich lamusów jak ja :P.

No właśnie, bo poza tym, że staramy się pokonać wirtualnego przeciwnika, który ma wkurzające i logiczne ruchy, to jeszcze zrobić to z dobrym wynikiem. Liczenie punktów nieraz mnie zmuszało do przemyślenia strategii, sposobu grania, zobaczenia co zrobiłem źle, sprawdzenia co Automa zabrała… Nie poradniki i różnie filmiki nauczyły mnie grać lepiej w Patchworka, a właśnie ten dodatek. Później nawet jeden znajomych zdziwił się, że wygrałem i to całkiem dobrą różnicą. Kiedy powiedziałem mu, że ćwiczyłem z wariantem solo, to nie chciał mi uwierzyć. Pokazałem mu jak to działa i pożyczył. I co? Przyznał mi rację, że ten dodatek jest dobrym treningiem umiejętności w tej grze.

Według I-Szopa najtaniej gra chodzi za 10 zł, a nie wiedziałem drożej niż 15 zł. Jesteśmy fanami Patchworka, a brakuje kilka złotych do darmowej dostawy? No to wiecie co już wrzucić do koszyka! Ta niska cena jest argumentem, który raczej przekona tych, co kręcą nosem. Nawet jeżeli nie lubimy wariantów jednoosobowych, to warto mieć w kolekcji na wszelki wypadek. A nuż przekonamy się dol tej formy zabawy, a jak nie to możemy potraktować jako szkolenie w tej planszówce.

Jedynie do czego mogę się przyczepić i uznać za skazę zabawy, to duża liczba sytuacji, w której możemy popełnić nieświadomie pomyłkę. Otóż nie zawsze pamiętałem o turze Automy, brałem nie ten kafel (najczęściej droższy niż wirtualny gracz mógł sobie pozwolić, ale zdarzało się też, że stwierdziłem, że nic nie może kupić), czy też źle policzyłem punkty. Ruch naszego automatycznego przeciwnika odbywa się w konkretny i nietypowy sposób, który z początku może być nieintuicyjny, ale w miarę rozgrywania kolejnych partii i sprawdzeniu co zrobiliśmy źle wyćwiczymy działanie tej tury.

Jak sobie wyszyjesz, tak sobie pościelisz

Patchwork: Automa jest ciekawym dodatkiem, który zmienia pojedynek w jednoosobową zabawę. Można te rozszerzenie potraktować jako szkolenie dla osób, które nie radzą sobie podczas rozgrywki w tą planszówkę lub forma wyzwania, jeżeli znamy dobrze prawa panujące tą grą. Niezależnie od naszego podejścia do wariantów jednoosobowych, uważam że warto wypróbować ten rodzaj gry, zwłaszcza że samo rozszerzenie niewiele kosztuje.

Plusy:

  • ciekawa forma zabawy
  • można taktować grę dwójnasób: rozwijanie umiejętności w grze lub wyzwanie, gdy ta nie ma już dla nas tajemnic
  • interesujące talie, które w zależności od podejścia zabawy są równie dobre
  • niewielka cena za oferowaną zabawę

Minusy:

  • z początku działanie dodatku jest niezbyt intuicyjne

Dziękuję Wydawnictwu Lacerta za przekazanie egzemplarza do recenzji

Wydawnictwo Lacerta
Wydawnictwo Lacerta

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.