Skip to main content

Kroniki zbrodni: Noir – Mroczne alejki Los Angeles

Kiedy dwie gry z podobną tematyką i stylem rozgrywki dostają dodatek, który łączy tyle elementów, to wydaje się, że nie ma mowy o przypadku. Zabawa w rozszerzonej rzeczywistości, akcja osadzona w tym samym mieście, a na dodatek mechaniki łamania protokołów swojej pracy. Tak, Detektyw: Zbrodnie L.A. oraz omawiany Kroniki zbrodni: Noir mają ze sobą sporo wspólnego, ale jak zarzekają się twórcy jest to całkowity przypadek. Najwyraźniej prawdziwe jest powiedzenie, że genialne umysły myślą podobnie lub rzeczywiście rozwinięcie gry detektywistycznej naturalnie idzie w tę stronę. W każdym razie w tym tekście przyjrzę się mrokowi zadymionego miasta aniołów w wersji Noir.

Miasto aniołów?

Skorumpowany (ewidentnie dostaje łapówkę) przepuszcza smutnego detektywa, w oddali fotograf bada miejsce zbrodni – widać ewidentnie trupa, no cóż… To będzie pewno typowa sprawa, ktoś szedł skrótem, jakiś złodziejaszek chciał skroić gościa, ale ten się nie dał i złoczyńca w afekcie zabił. Ciemna zadymiona i zamglona alejka została genialne uchwycona, styl graficzny pasuje do ukazania klimatu Ameryki lat 50. ubiegłego wieku. Pod względem oprawy to dla mnie małe dzieło sztuki budujące wspaniale atmosferę noir – zrezygnowano z komiksowo-kreskówkowej formy (notabene pasującej do czasów współczesnych), odrealnionych i dziwnie wyglądających postaci, a wykonano ciekawe portrety wyglądające jak malowidła. W środku nie znajdziemy zbyt dużo elementów – przynajmniej relatywnie do ceny gry. Podobnie jak w przypadku podstawki płacimy za oferowane możliwości przez aplikację. Jedynie drażnie mnie fakt, że lokacje nie są podpisane, ale na dluższą metę to nie przeszkadza, gdzieś na boku trzeba zapisać, że ta litera to taka dzielnica i tyle.

Natomiast w kwestii zasad niewiele się zmieniło w porównaniu do bazowej wersji. Dostajemy jakąś sprawę i ze strzępka informacji badamy tropy, przesłuchujemy świadka, przeszukujemy scenę przestępstwa itp. Wszystko odbywa się zwykle przez skanowanie kodu QR odpowiedniej karty, a aplikacja odpowiednio reaguje na nasze działanie dając cenne uwagi (nawet jeżeli dostaniemy informację, że ten przedmiot jest nieważny lub nasz konsultant nic nie jest w stanie powiedzieć na ten temat, to nadal cenna uwaga). Pewno prędzej czy później będziemy badali miejsce zbrodni, wtedy oglądamy je w wirtualnej rzeczywistości (albo za pomocą okularów albo tradycyjnie w urządzeniu cyfrowym), a po nim z talii dowodów znajdujemy odpowiednie kategorie pasujące do przedmiotów, które widzieliśmy. Łącząc fakty i odpowiednio przesłuchując świadków dążymy do rozwiązania sprawy i po upływie określonego czasu zdajemy raport naszemu przełożonemu. Ten jest oceniany na podstawie udzielonych odpowiedzi, a w podsumowaniu podany zostaje prawidłowy przebieg tej sprawy. Co do zmian takich jak stylistyka, nowi konsultanci (nie będziemy przecież w latach 50. potrzebować usług hakera, a jako prywatny detektyw pewno nie mamy możliwości, aby laborant zrobił jakąś analizę).

Panie władzo, może skromny datek?

Nie wspomniałem o nowych kartach będące akcjami, jakie możemy wykonać jako prywatny detektyw: przekupstwo, śledzenie, włamanie oraz przemocy. I to jest rozwiązanie, które naprawdę świetnie się sprawdza, według mnie o wiele lepiej niż w “konkurencyjnym” produkcie, gdzie łamanie protokołu występowała zbyt rzadko (przynajmniej w naszym przypadku). Nieustępliwego policjanta często przekona do mówienia niewielka suma pieniędzy, podejrzanego typka możemy obserwować, zamknięte drzwi można wyważyć, a mało gadatliwego oprycha pięścią zmusić do gadania. Na szczęście nie jest tak, że skoro mogę to zrobić, to zawsze będę to pozytywny rezultat, często będą to dość nieprzyjemne konsekwencje, które utrudniają wypełnienie scenariusza. W każdym razie podoba mi się ten dysonans, bo przecież jako detektyw powinniśmy działać po stronie prawa, ale łamanie go często jest skuteczniejsze w dążeniu do celu. Testuje naszą moralność i możemy sprawdzić możliwości, które raczej na co dzień nie wykonujemy. Możemy troszkę odchylić igłę naszego kompasu moralnego i pobawić się w tego złego, gdzie na przeszkody reagujemy złością i sposobem, gdzie nie ograniczają nas nudne reguły, gdzie liczy się sprawa, a nie metoda. Naprawdę świetna zabawa, dostarcza to dużo wrażeń.

Z początku myślałem, że te cztery scenariusze to zabawa na jeden wieczór i potem pożegnam się z mrocznym Los Angeles. Na szczęście tak nie jest – owszem, cena gry uwzględnia rozwój aplikacji, ale na szczęście tutaj nie ma dodatkowych scenariuszy, za które trzeba zapłacić. Przygoda obejmuje (w teorii) cztery spotkania i za to zapłaciłem. Z jednej strony szkoda, bo z chęcią zatrzymałbym się na dłużej w Mieście Aniołów, z drugiej chętniej będę zagłębiał się w scenariuszach i przechodząc kolejny raz będę sprawdzał możliwości, które poprzednim razem wydawały mi się ryzykowne.

O ile poprzednia gra miała dość proste sprawy, które raczej da się przejść za pierwszym razem, tutaj na moje poziom został podwyższony. Później sobie uświadomiłem, że lepiej robić notatki, bo mogłem zapomnieć jakiegoś faktu albo łatwiej mi wyszukać jakiejś wzmianki zapisanej na papierze. Też odważniej korzystałem z dostępnych opcji “innych” metod perswazji, okazały się lepszą lub wręcz jedyną drogą do uzyskania odpowiednich wskazówek. Różni się przecież praca londyńskiego funkcjonariusza, który przepytuje ludzi, sprawdza dowody, bada miejsce zbrodni aż w końcu dostaniemy odpowiedzi na pytania od prywatnego detektywa, który nie mając dostępu do narzędzi policyjnych musi przede wszystkim kojarzyć fakty, łączyć je i w ten sposób ustalić przebieg zdarzeń.

Oczywiście jako, że jest to dodatek wprowadzający nowe rozwiązania, to ciężko mówić o rewolucji w porównaniu do podstawki, zatem wszystkie zalety i bolączki nadal dotyczą się rozszerzenia. Nadal mamy nietypowy sposób interakcji między aplikacją a elementami planszówki – ktoś dobrze określił, że gra się w aplikacji, a elementy “analogowe” są jedynie “na doczepkę”. Również to pozycja przeznaczona przede wszystkim do zabawy samemu, przekazywanie innym graczom urządzenia z odpaloną aplikacją może być uciążliwe, pójście w stronę niedające żadnego rozwiązania lepiej się znosi, jeżeli było naszą winą niż poprzedzona wielką i niepotrzebną dyskusją. Z drugiej strony dodatkowa osoba, to nowe pomysły, sprawdzenie tropów o których nie pomyśleliśmy, czy światło na naszą pustkę w głowie.

Pięścią i sprytem

Kroniki Zbrodni: Noir to bardzo dobre rozszerzenie dodające ciekawe rozwiązania do zabawy, obfitujący świetnym klimatem oraz niebanalnymi zwrotami akcji. Jeżeli za mało Ci przygód w tej mechanice, a chcesz wkroczyć do brudnego świata Los Angeles w latach 50. ubiegłego wieku, to jest to pozycja obowiązkowa. Nie ma tutaj za dużo zmian, więc jeżeli podstawka nie przekonała cię do tej formy zabawy, to dodatek nic w tej materii nie zmieni.

Plusy:

  • interesująca szata graficzna
  • świetne oddany klimat noir
  • nowe akcje dodające pikanterii w podejmowaniu decyzji
  • wyższy poziom trudności spraw

Minusy:

  • szkoda, że tylko 4 scenariusze

Dziękuję wydawnictwu FoxGames za przekazanie egzemplarza do recenzji

Wydawnictwo FoxGames

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.