Skip to main content

Wsiąść do pociągu: Londyn – Podróż w smogu

Seria Wsiąść do pociągu nazywana jest przeze mnie FIFĄ gier planszowych. Chyba nie ma roku, w którym nie wyszedł jakiś tytuł z tej serii. Po zminiaturyzowanej wersji traktującej o Nowym Jorku (swoją drogą, to niezła opcja, jedna z częściej granych z tego cyklu przeze mnie), czas na inne miasto, tym razem w Wielkiej Brytanii. Zapraszamy do Londynu!

Autobusem po mieście

Tradycyjnie okładka pokazuje wesołych ludzi w otoczeniu charakterystycznych elementów dla miejsca, o którym traktuje dana część. No i tutaj mamy hipisa, stylowo ubraną parę, słynne czarne taksówki, dwupiętrowe autobusy, a czarne chmury nie wiem czy to symbol znanej wszystkim angielskiej pogody czy smogu ;). Tę część trzeba byłoby nazwać “Wsiąść do autobusu”, bo tutaj mamy wagoniki w kształcie właśnie tych znanych autobusów – zupełnie jak w Nowym Jorku (często nazywanym “Wsiąść do taksówki”), gdzie były taksówki. Troszkę zdziwiłem się, bo w porównaniu do poprzedniej mini-części (tak, będę często porównywał :D), nie ma notesiku, który ułatwiał sprawę. Szata graficzna jest bardzo kolorowa i interesująca, na moje nieco się wyróżnia na tle innych tytułów z serii. Jak zwykle są różne wagony, tak karty przedstawiają różne pojazdy: wspomniane taksówki, autobusy, dostawcy mleka, żółta łódź podwodna, czy starodawny angielski automobil. Wypraska pozwala elegancko zapakować tę grę, a kompaktowy rozmiar bez problemu ją przetransportować.

Pewno się domyślacie, że trzon gry pozostaje bez zmian, a został prowadzony drobny niuans mechanice. Oczywiście, ze względu na fakt, że któryś z Czytelników, być może się nie zetknął wcześniej z tą linią wydawniczą, to opiszę pokrótce mechanikę. W swojej turze mamy do wyboru dwie akcje: utworzenie połączenia, dobrać karty lub dobrać bilety. Pierwsze polega na odrzuceniu kart z ręki tego samego koloru i ustawieniu swoich wagoników na linii o wielkości równej liczbie odrzuconych kart w tym kolorze. Dobranie kart to po prostu zabranie dwóch z nich: możemy dobierać w ciemno lub jawnie (dowolna kombinacja). W celu uzupełnienia swoich biletów dobieramy dwie karty tego typu i zachowujemy co najmniej jeden, Na nich są dwa miejsca, które musimy połączyć nieprzerwaną linią autobusów w swoim kolorze, wtedy otrzymujemy wskazaną liczbę punktów, w przeciwnym wypadku tyle punktów tracimy. No i czas na dodatkową zasadę danej wersji! Jeżeli połączymy wszystkie miejsca konkretnej dzielnicy (oznaczone kolorami), to dostaniemy dodatkowo punkty, ile ona jest warta (1-5). Jeżeli komuś na koniec rundy zostały co najmniej dwa autobusiki, to rozpoczyna się koniec gry – każdy wykonuje jeszcze po jednej akcji. Zliczamy punkty: za połączenia (część osób liczy to na bieżąco), zrealizowane bilety (odejmujemy punkty za niezrealizowane) oraz dzielnice. Gracz z najlepszym wynikiem wygrywa.

Wsiąść do autobusu, nie do byle jakiego

Co mnie zdziwiło poznając instrukcję, to dostosowali nazewnictwo do tematu rozgrywki. Zamiast kart wagonów mamy Karty Lokomocji, zamiast Lokomotywy mamy Autobus, itp. No to dlaczego mamy Wsiąść do Pociągu, skoro nie ma żadnego pociągu? Jeszcze jakby to było o sieci metra, to bym nie zdziwił się, czemu zachowano oryginalny tytuł. Rozumiem, że rozpoznawalność serii jest ważna, natomiast angielska nazwa Ticket to ride nie sugeruje środka transportu, więc – o ile kwestie licencyjne tego nie zabraniają – zastanowiłbym się nad zmianą nazwy na bardziej adekwatną. No, ale to wspomniałem, że może być kwestia prawna.

Strasznie podoba mi się dynamizm tej pozycji: wybór jednej z dostępnych opcji najczęściej jest oczywisty, więc nie ma zastojów i jakiegoś długiego rozkminania. Partia trwa bardzo krótko, jakieś 15-20 minut, więc co to za problem grać kilka partii z rzędu?

Jako, że 95% gry jest podobna do tradycyjnej wersji, a to też kolejna zmniejszona gra z serii, to można narzekać nieco na wtórność zabawy. No cóż, skoro sięgają po znaną i lubianą mechanikę, to po co zmieniać coś, co działa. Osoby, które nie lubią zmian, a mają sentyment do serii z chęcią usiądą do tej gry. Również jeżeli nie zna ktoś tego cyklu, to może spróbować Londyn jako startową pozycję, a potem spróbować coś innego z owej serii. Osoby zorientowane w planszówkach, którzy nie są szczególnymi miłośnikami tej linii wydawniczej, raczej będą marudzić, że już to widzieli i po rozegranej partii chyba do tego tytułu nie będą wracać. Oczywiście też można uznać, że to już “dojenie kasy”, bo po co grać w coś małego, skoro jest duża wersja – jakby pierwsze części były małe, a potem wielka nowość, powiększona wersja, to by zostało to inaczej odebrane.

Omawiana pozycja ma dużo elementów wspólnych z wcześniej wydanym Nowym Jorkiem. Okazuje się, że elementy, które działały w tamtej wersji nie zostały przeniesione do Londynu. Dziwi mnie takie podejście, ale cóż. Konkretnie o co się czepiam? Wspomniany notes: no dziwy mnie ten powrót do toru punktacji, skoro notesik dawał radę i był dla mnie lepszą formą zapisu rezultatu. OK, rozumiem, jak ktoś na bieżąco zaznacza punkty, to tego w tym notesie nie zrobi, ale spotkałem się głównie liczeniem na koniec gry. W Nowym Jorku podobały mi się te krótkie trasy, chyba tylko jedna była za 4 karty, a reszta 1-3, powodowało to ścisk i uczucie korka, a także zmuszało do szybkiego reagowania. Tutaj mamy jakby nieco większą rozpiętość, więc nie mam wrażenia, że każdy jedzie w tę samą stronę. Dodatkowo mamy pełno połączeń o wartości 4, co powoduje, że trzeba rozważniej wybierać drogę trasy, którą chcemy zrealizować. Z drugiej strony miałem wrażenie, że poza dwoma biletami, to więcej się nie zrealizuje – ludzie szybko wypstrykają się z wagoników, więc ledwo utworzyło się wymagane trasy, a tu już koniec gry. Dodatkowo na moje ten system dzielnic się nie sprawdza. Nikt specjalnie nie będzie tracił dodatkowe wagony, aby dostać kilka punktów. Dzielnice są za mało punktowane, aby je realizować inaczej niż przy okazji. W rozgrywkach testowych, to praktycznie nikt się na tym nie skupiał.

Mój przystanek, to ja wysiadam

Wsiąść do Pociągu: Londyn to ciekawa alternatywa do większych tytułów z tej serii. Dynamiczny przebieg tury przemawia na korzyść tej gry. Niemniej w porównaniu do “taksówek” wersja autobusowa wypada blado. Rozumiem, że chciano zrobić coś innego niż poprzednia część, ale okazuje się, że to była zmiana na gorsze.

Plusy:

  • eleganckie wykonanie i ciekawa szata graficzna
  • znana mechanika z poprzednich części
  • dynamiczny przebieg tury

Minusy:

  • zbyt duże podobieństwo do wcześniejszych gier z serii
  • nawiązania do oryginalnego tytułu (nie ma nic o pociągach w samej grze)
  • niepotrzebne punktowanie za dzielnice
  • brak notesu
  • zbyt duże trasy, jak na tak kompaktową grę

Dziękuję wydawnictwu rebel.pl za przekazanie egzemplarza do recenzji

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.