Skip to main content

Seikatsu – Ogród pełen perspektyw

Wiele razy podkreślałem, że uwielbiam proste gry z ciekawym podejściem do mechaniki. Najczęściej to tak zwane mini- lub mikro-gry, przeważnie karcianki. Moim zdaniem Seikatsu dosyć dobrze wpasowuje się w ten trend, ponieważ okazuje się, że nasze usytuowanie ma wpływ na końcowy rezultat rozgrywki. Takie forma zabawy może być dobrym startem do świata gier planszowych czy dobrym filerem w przerwie między cięższymi tytułami.

Życie na planszy

Od razu rzuca się w oczy minimalistyczna okładka, na której zaprezentowano ptaki i gałęzie, na które usiadły. Szczerze mówiąc, wiedząc, że słowo “seikatsu” znaczy życie, to spodziewałem nieco bardziej tętniącej wspomnianym życiem ilustracji frontowej. Niemniej takie podejście zawsze mnie intryguje, ponieważ buduje pewną atmosferę tajemniczości i nie wiadomo czego się spodziewać. Pudełko jest dość duże, ale nie jest to totalny moloch. Wiedząc co skrywa, można nieco się zdziwić: plansza (Ogród), żetony (bardzo solidne, duże i grube, wykonane z tworzywa sztucznego), worek płócienny do trzymania tychże oraz znaczniki punktacji. Opakowanie jest niewymiarowe w stosunku do zawartość, ale wypraska elegancko chowa komponenty gry, więc jeżeli ktoś woli elegancję (bo sama gra prezentuje się bardzo ładnie) nad względami praktycznymi, to będzie zadowolony.

Po przygotowaniu powinny na planszy leżeć trzy “kamienie”, a każdy gracz powinien mieć w ręku dwa. W swojej rundzie będziemy dokładać żetony na pustych polach planszy (instrukcja określa, że dowolne niezajęte lub obok żetonu, który znajduje się w Ogrodzie, ale oba przypadki sprowadzają się do tego samego). Owe elementy będą przedstawiają ptaki i będą tworzyć stada. Po dostawieniu skrzydlatego zwierzęcia dostajemy punkty: 1 za dołożony żeton oraz po jednym za każdy sąsiadujący żeton zgodny z ptakiem, który został dołożony (drzewo na którym się znajduje może być innego rodzaju). Na koniec dobieramy nowy żeton. Czasem zamiast ptaka dostaniemy pstrąga, ten na czas dostawienia jest “jokerem” i dostajemy punkt za Czynności te powtarzamy, aż do zapełnienia Ogrodu. Dodatkowo zliczamy kwiaty, które widać z perspektywy naszej pagody (im więcej jednego rodzaju, tym lepszy wynik). Osoba mająca najwięcej punktów wygrywa.

Spójrz na mój ogród

Właściwie opisane zasady zostały dla 2-3 osób, na 4 gra się drużynowo i przypomina rozgrywkę dwuosobową. Kto, co lubi, ale najlepiej się czułem grając na trzech – choć nie powiem, że to ma jakiś wpływ na skalowalność. Ogromny dynamizm powoduje, że rozgrywka się nie dłuży i kończy się niespodziewanie szybko. Zdziwiłem się, że moja pierwsza partia skończyła się w ciągu 20 minut, licząc czytanie instrukcji i wyjaśnienie zasad. Zatem pewno czas gry pewno mieścił się w 15 minutach. Po czym zagraliśmy następną partię i jeszcze jedną. Po zabawie z innymi tytułami na koniec spotkania poszła jeszcze jedna. Ta pozycja naprawdę bawi i robi to w niecodzienny sposób.

Owszem, siłą Seikatsu jest rzeczywiście dynamiczny przebieg rozgrywki i jej krótki czas, ale to nie cały jej urok. Kiedy zobaczyłem na czym polega gra, zacząłem myśleć o niej inaczej. Przy pierwszym spotkaniu z omawianym tytułem zdobywałem punkty przede wszystkim przez kładzenie żetonów. Okazało się to jednak niepełnym wykorzystaniem potencjału punktowania oferowanym przez ową pozycję. Czasem warto się zastanowić czy nie warto stracić punktu lub dwóch na rzecz końcowego rezultatu za kwiaty. Moje ruchy dziwiły współgraczy, ale moje podejście okazało się słuszne. Na szczęście już podczas następnej (trzeciej z rzędu) partii, przeciwnicy nie byli dłużni i stwierdzili, że czasem lepiej zablokować innym drogę, aby nikt nie zdobył za dużo punktów. Zatem rzeczywiście perspektywa ma znaczenie, ale dopiero później się o tym przekonujemy.

Ten wachlarz możliwości, dynamizm tytułu oraz niewielki czas rozgrywki aż krzyczą: REGRYWALNOŚĆ. Tak, to prawda, ten tytuł jest bardzo regrywalny i przez co przyciąga do siebie. Uwielbiam to, że tak proste zasady i podejście do oferowanej zabawy przeradza się w możliwością kombinowania i jakiegoś tam planowania. Owszem, recenzowana pozycja to filer, więc nie liczmy, że mamy tutaj jakieś przeogromne pole manewru. Troszkę pod tym względem przypominało mi List Miłosny, niby nic wielkiego, ale jednak mechaniczne małe zaskoczenie polegające na nietypowym podejściu do zabawy. Tutaj jest to uzależnienie sposobu gry, od tego co się aktualnie widzi. Dla przypomnienia, usytuowanie miało znaczenie również w Festiwalu Lampionów, ale nie miał widok z miejsca.

Co jednak bardziej drażni, to że jako filer gra zajmuje zbyt dużo. Spokojnie mogła być dwa razy mniejsza (choć plansza raczej już by tak nie mieściła się), ale z drugiej strony – co wspomniałem – wszystko pasuje do eleganckiego wystroju tej planszówki. Osobiście wolałbym mniejszą, poręczniejszą, bardziej kompaktową i łatwiejszą do transportu wersję. Rój czy Abalone ma swoją wersję podróżną, może i Seikatsu będzie miało?

Jeszcze taka malutka skaza, która według mnie nie pasuje do charakteru zabawy. Według instrukcji zaczyna osoba, która jest najmądrzejsza. Jak to określić? Na podstawie IQ? Zdobytego wykształcenia? Wieku? Doświadczenia życiowego? Co to znaczy najmądrzejszy? Czy reszta według tego jest głupsza? No, wydawnictwo (oczywiście mówię głównie o oryginalnym, bo Funiverse niekoniecznie mogło mieć wpływ na ten zapis w spisie zasad) dało ciała w tym względzie. Kto ostatnio zobaczył/obserwował ptaki, pielęgnował ogród, przycinał drzewa/kwiaty… tyle możliwości.

Zaroiło się od ptaków

Seikatsu to ciekawa i prosta gra logiczna o sporym potencjale. Łatwe do przyswojenia zasady spowodują, że mogą do rozgrywki usiąść młodsi i starsi, nowicjusze i wyjadacze, amatorzy i zapaleńcy czy mała rodzina albo paczka znajomych. Produkt jest bardzo uniwersalny i powinien dostarczyć dużo frajdy każdej grupie graczy, szczególnie jeżeli już ktoś się zorientuje jak wykorzystać tę perspektywę.

Plusy:

  • elegancka, minimalistyczna szata graficzna
  • solidne wykonanie
  • dobra skalowalność i regrywalność
  • dynamizm rozgrywki i niewielki czas partii
  • interesujący zabieg mechaniczny polegający na znaczeniu perspektywy
  • pozycja przeznaczona dla szerokiego targetu

Minusy:

  • zbyt duże i nieporęczne pudełko w stosunku do zawartości.

Dziękuję wydawnictwu Funiverse za przekazanie egzemplarza do recenzji

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.