Skip to main content

Klasyka Gier Planszowych: Patchwork

Patchwork zapoczątkował modę na gry z kaflami tetrisopodobnymi. Może to nie pierwszy tytuł wykorzystujący te płytki, ale najpewniej najbardziej popularny. Jestem bardzo zdziwiony, że mimo takiej sławy, to nadal nie mam recenzji tej planszówki na blogu. Myślę, że ten błąd trzeba jak najszybciej naprawić, zatem zapraszam do przeczytaniu tego tekstu!

Tańcowała igła z nitką

Okładka przedstawia fragment tej kołderki. Powiem szczerze, że kolorystyka mnie nie zachęcała, wszystko takie szarawe albo brunatne, bez wyrazu, bez nasycenia, a patrząc jak wyglądają niektóre rękodzieła robione w tej technice, to można byłoby zrobić kolorowo i interesująco. No, ale mogłem tego się spodziewać jeżeli za grafikę jest odpowiedzialny Klemens Franz, ten to lubi szarobure barwy. Następne części tej serii poprawiły się pod tym względem, pewno wiele narzekań było na ten aspekt. Tematyka jest nietypowa, słyszałem nawet opinię, że “babska”, więc nieco więcej barw nie zaszkodziłoby tej pozycji. W środku mamy te kafle w nietypowych kształtach, planszę czasu, planszetki graczy, pionki, znaczniki, łatki i guziki. Wszystko wydane w elegancki sposób.

W tej grze będziemy szyli kołdrę układając kafelki w różnych kształtach. Każdy taki kawałek materiału kosztuje pewną liczbę guzików (które są punktami zwycięstwa) oraz czasu, czyli przesunięć na torze (który zmierza do końca gry). Po opłaceniu odpowiedniego kosztu możemy wziąć jedną z trzech pierwszych płytek i ułożyć na naszej przestrzeni. Ruch wykonuje gracz, który jest drugi na torze czasu (w przypadku, gdy oba są na jednym miejscu akcję ma gracz, który jest na górze). Gdy nie mamy opcji zakupu możemy spasować, przesuwamy się tak, aby być przed pierwszym graczem na torze czasu i zbieramy tyle guzików, o ile się przemieściliśmy. Niektóre pola na torze oznaczone są guzikiem, czyli po przekroczeniu tego punktu otrzymujemy tyle guzikiem, ile łącznie dają wszystkie kafelki (najczęściej im wymyślniejsze kształty, tym więcej dają), jeszcze są pola z łatką – pierwsza osoba, która tam dotrze dostaje łatkę na jeden kwadracik do natychmiastowego wykorzystania. Gra się kończy, w momencie gdy wszyscy gracze dojdą do końca toru. Zliczamy punkty: zgromadzone guziki dają jeden punkt, każda luka we wzorze przynosi -2 punkty, a osoba, która jako pierwsza wykonała koc 7×7 dostaje dodatkowy bonus. Gracz, który ma najwięcej punktów wygrywa.

Skrawek do skraweczka

Aż nie wiem od czego zacząć! Przede wszystkim, pomimo tematu, to tak naprawdę mamy ciekawą grę ekonomiczną. Dlaczego tak? A to dlatego, że musimy sprawnie zarządzać trzema wskaźnikami: guzikami (które poza byciem walutą są też punktami zwycięstwa), czasem (lepiej przesuwać się powoli, aby mieć więcej ruchów) oraz przestrzenią kołderki (jeżeli rozrzucimy skrawki byle jak, to nie będziemy mogli upchać nowych). Nie jest prostą sprawą utrzymać to optimum, więc owa pozycja nie jest raczej przeznaczona dla niedzielnych graczy. Tym polecam raczej wersję Express lub Doodle.

Wiele osób odbija się od tego tytułu słysząc tematykę. Szycie? Nie, to nie dla mnie, szukam ambitnej gry. Jeden z moich znajomych jasno powiedział: “Chyba cię pogięło, że zagram planszówkę o szyciu kołdry?” (co ciekawe, Rokoko, gdzie szyjemy suknie na bal już mu się podobało). Widząc taki opór pozbyłem się tej pozycji, a potem były pytania czy możemy zagrać w Patchwork. Zdziwiłem się, co się zmieniło w tej materii. Poczytali parę recenzji, zobaczyli rozgrywkę albo sami zagrali i już się przekonali. No proszę, to nie można było tak od razu :)? Bądźcie lepsi ode mnie i wierćcie dziurę brzuchu waszym towarzyszom rozgrywek, jeżeli nie chcą usiąść do rozgrywki ze względu na tematykę. A z drugiej strony z moich doświadczeń wynika, że prościej namówić do zabawy kobiety, te pewno czują ten temat albo nie mają większych uprzedzeń, więc jeżeli macie osobę z płci żeńskiej, z którą często gracie, to warto zaopatrzyć się w ten produkt.

Jedna z pierwszych rozgrywek, sprawdzamy z przeciwnikiem nasze wyniki: -1:-4 dla niego. Tak, tak, ujemny rezultat, to w pierwszych partiach zdarza się nader często, nie wiem ile partii minęło zanim wyszedłem powyżej 10 punktów. Myślałem, że to ja jestem słaby, więc nie przejmowałem się tym zbytnio, ale widząc komentarze, opinie i pytania, zauważyłem, że sporo osób zaczyna od minusowych wyników. Nie ma co się zniechęcać, jeżeli bardzo wam to przeszkadza, to poczytać poradniki i spróbować optymalizacji, aby uzyskiwać co raz więcej punktów.

No właśnie, skoro tak optymalizujemy, kombinujemy i bijemy rekordy, to jak długo możemy to ciągnąć? Znajomy stwierdził, że pozbył się Patchworka po tym jak bez problemu zaczął zapełniać całą planszę. Niestety, nie dopytałem się jak długo zajęło mu osiągnięcie takiej perfekcji, ale podejrzewam, że spokojnie to było 20-30 partii. Oczywiście nie każdy potrzebuje osiągnąć konkretnie ten poziom, może to być po osiągnięciu pewnego pułapu punktów czy zupełnie inny warunek (gdy po prostu gra się znudzi). Zatem liczba partii może być zupełnie inna, ale skoro można tyle razy ogrywać ten tytuł, to znaczy, że jest regrywalny. Dziwi mnie to, bo przecież rozstawienie jest całkiem podobne, kwestia jak nam ułożą się skrawki, więc każde kolejne podejście powinno być schematyczne, powtarzalne i nie interesujące. Ale chęć wyścigu, optymalizacji, zrobienia czegoś lepiej jest tak silna, że zabawa jest za każdym razem interesująca, szczególnie kiedy gramy z różnymi osobami.

Jestem zwolennikiem twierdzenia, że ruch przeciwnika nie jest kwestią losowości. Zatem mamy rozłożone owe skrawki, których kolejność każdy zna. Nie widzę elementów, które świadczą o przypadkowości. Umiejętnie dobieranie i liczenie ruchów przez rywala, który podbiera nam łatki lub przekracza punktowanie, kiedy mu to najlepiej pasuje świadczą tylko o dobrej optymalizacji.

Pod tą kołdrą się nie wyśpisz ;)

Patchwork to gra praktycznie bez wad, jedna z lepszych gier dwuosobowych, dodatkowo zaprojektowana przez lubianego przeze mnie Uwe Rosenberga. Planszówka praktycznie jest bez wad (zapisałem jeden minus, który wynika z uprzedzeń wielu osób), a dodatkowo przyjemnie się w nią gra. Nic, tylko przy niej się świetnie bawić!

Plusy:

  • interesujące wykonanie, te tetrisowate kształty przyciągają
  • prosta do nauki, trudna do “wymasterowana”
  • praktyczny brak losowości
  • niezwykle regrywalna pozycja, która wciaga
  • wymaga ciągłej optymalizacji

Minusy:

  • wiele osób jest nie przekonanych do tematów

Dziękuję Wydawnictwu Lacerta za przekazanie egzemplarza do recenzji

Wydawnictwo Lacerta
Wydawnictwo Lacerta

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.