Skip to main content

Fluxx: Rick and Morty – Wubba lubba dub dub mi z tym

[Autorem zdjęć jest Grzegorz Laskowski]

Rick i Morty to pewien fenomen w animacjach dla dorosłych. Ledwo ta produkcja wyszła i już został ogłoszony hitem. Jest to absurdalna animacja, która na stałe wpisała się w ramy popkultury, więc znamy pewno memy z bohaterami, jakiś tekst z odcinka, czy same postacie. Zatem nic dziwnego, że z kreskówki wkraczają do planszówek. Fluxx to zwariowana karcianka, która według mnie idealnie pasuje do tej animacji.

I’M A PICKLE! I’m pickle Riiiiiick!

Okładka jest w zielonkawych barwach, przedstawia portal znany z tej filmowej produkcji, zaś na pierwszym planie widać tytułowych bohaterów. W środku znajdziemy karty, różnych akcji. Obramowanie tychże nawiązuje do aktualnej części, jak chociażby w Cthulhu były macki, tak tu mamy z jednej strony Ricka, a w drugiej Morty. Fanty (typ kart) mają małe obrazki przedstawiające znane sceny czy bohaterów z kreskówki. Karty wydawały mi się bardziej cienkie niż w poprzednich wersjach, ale nie porównywałem tego, bo mi kompletnie nie przeszkadzało.

Rozgrywka jest praktycznie identyczna, co w poprzednich częściach. Mamy trzy karty, zaś na środku startową zasadę: dobierz kartę i zagraj kartę. W ciągu gry reguły się zmieniają, bo na ręce możemy mieć nowe zasady, część z nich możemy w trakcie zabawy usunąć, itp. Do dyspozycji mamy też akcje, które pozwalają na nietypowe zagrania (np. Usunięcie zasady, ruch wbrew wystawionym regułom czy zabranie fanta). A właśnie, fanty to karty, które potrzebne są do spełnienia celu. Te zawierają określony zestaw fantów potrzebne do wygranej. Kto pierwszy to uczyni, ten zwycięsko zakończy grę. Niemniej są też Zonki, które zwykle blokują nam możliwość zwycięstwa (czasem są do tego wymagane lub niektóre akcje czy fanty pozwalają wygrać mimo posiadania zonków). Czyli szalona rozgrywka, przez większość gry nikt nic nie wie i potem dużo się zmienia.

Show me what you got!

Ta część, jak żadna inna z serii Fluxx wywoływała żywe dyskusje w trakcie zabawy. Przede wszystkim widząc jakąś postać lub zdarzenie związane z serialem, każdy sobie przypominał moment z odcinka, a mniej uważni widzowie prosili o przypomnienie kontekstu. Wymieniane były ulubione sceny, najlepsze teksty, ciekawe fragmenty, które utkwiły w naszej pamięci. Wynika to z tego, że temat jest konkretny, skierowany do fanów tej produkcji. Zwykła tematyka, zombie czy nawet Cthulhu są zbyt ogólnikowe, aby wzbudzały takie rozmowy: codzienność raczej nie wymaga komentarza, każdy poznał jakąś produkcję z żywymi trupami, ale sam temat nie jest jakoś chwytliwy, zaś o Mitach Cthulhu wielu słyszało, może nawet prozę Samotnika z Providence czytało, ale luźne nawiązania do twórczości Lovecrafta nie dały owocnych dyskusji. A po rozegraniu tej pozycji z fanami Ricka i Morty’ego? Och, więcej rozmów niż grania!

Ale to nie jest karcianka tylko dla znawców tej animacji. Zdarzało się, że testowałem tę grę wśród osób, którzy nawet nie słyszeli o tych postaciach. Chcieli poznać tę serię, a ja z racji chęci zrecenzowania tytułu, akurat wykorzystałem okazję. Nie rozumieli kontekstu, ale często ich jakieś zadania związane z fantami bawiło (Np. zmiana czasowników na słowo “squanch” czy powtarzanie co chwila “OGÓR RICK!”), sama mechanika też dla nich była pokręcona, ale humor sytuacyjny związany z jakąś akcją – nie będę przytaczał sytuacji, bo jak to zwykle bywa przy takich momentach, bawią one uczestników zdarzenia, głównie to reakcje na zabieranie fantów czy inne przetasowania na stole. Wielu graczy zadeklarowało chęć zainteresowania się tą kreskówką.

Właśnie temat Ricka i Morty’ego bardzo mocno mi pasuje do Fluxxa. Dużo zmienia się w czasie gry, mechanika i sposób rozgrywki są szalone, sytuacje nad stołem nieczęsto pokręcone, a w głowie graczy nieczęsto jest niezwykły “mindfuck”. Zupełnie jak w bazowej produkcji: odjechane przygody tytułowych bohaterów nierzadko wywołują konsternację, euforię i wybuch mózgu. Była jakaś zasada, ale już jej nie ma? No cóż życie… Ktoś przemieszał fanty? Bywa i tak. Trafił się Zonk? Nikt nie będzie współczuł. Ani zombie, ani Cthulhu, ani nawet gwiezdne serie nie oddają tak dobrze czym jest ta seria.

Jednak jest pewien myk dla osób, które znają poprzednie części z omawianego cyklu. Sporo rzeczy już widzieli, akcja dobierania kart i zagrania wszystkich, usuwanie nowych zasad, czy limit fantów były już we wcześniejszych edycjach. Powtarzalność kart jest udręką każdej serii, więc trzeba się z tym liczyć.

Mimo totalnej losowości jest nadal miejsce na kombinowanie. Przytaczałem przykłady takich zagrywek w recenzjach poprzednich edycjach tego cyklu. Chociażby zagranie dobranie 3, zagranie 5, wyłożenie fantów i na koniec usunięcie nowych zasad. To może nie są jakieś mega kombosy, ale drobne i ciekawe łańcuchy akcji dające jakieś profity.

I’m Mr. Meeseeks. Look at me!

Fluxx jest specyficzną grą, a w tematyce Ricka i Morty’ego czyni ją jakby bardziej zakręconą. To gra zmieniających się zasad, wiecznego chaosu i mnóstwa niewiadomych. Nie każdemu taki styl zabawy przypadnie do gustu, ale w kulturze Ptaków nazywane jest to kutasim ruchem.

Plusy:

  • OGÓR RICK!!!
  • pasującą tematyka do cyklu
  • zwariowana karcianka z specyficzną mechaniką
  • fanów w czasie partii bierze na wspominki
  • osoby nieznające produkcji i tak świetnie się bawią
  • drobna doza kombinowania

Minusy:

  • losowość może drażnić, gra nie jest dla każdego
  • osoby znające poprzednie części widzą sporo powtarzających się kart

Dziękuję wydawnictwu Black Monk za udostępnienie egzemplarza do recenzji

Wydawnictwo Black Monk
Black Monk

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.