Skip to main content

Brzdęk! Nie drażnij smoka – Cicho, powoli, byle po skarb

Deckbuildery są ciekawymi grami, ale najczęściej rozgrywka wygląda tak samo i nie jest szczególnie rozbudowana. Na szczęście powoli pojawiają się gry, które wykorzystują tę mechanikę w niekonwencjonalny sposób. Brzdęk! jest reprezentantem właśnie innowacyjnego podejścia do tworzenia talii, ponieważ jest to tak naprawdę… gra planszowa! Na czym polega fenomen tej gry? Ano zobaczcie!

Stary smok mocno śpi

Okładka przedstawi śmiałków z skarbami, którzy się starają przejść przez jakąś wąska przełęcz, ale tuż za nimi czai się smok, a na niższej półce skalnej rozwścieczona grupa goblinów goni wspomnianych bohaterów. Wszystko jest w stonowanych, raczej w ciemnych kolorach – w końcu akcja dzieje się w podziemiach, więc logiczny zabieg, nie? W środku znajdziemy dwustronną, elegancką planszę przestawiającą leże smoka. Pod nią mamy wypraskę, w której można posegregować elementy gry. Pudełko jest duże, kwadratowe, to chyba standardowy rozmiar opakowania do gry (nie porównywałem). Komponenty są dobrej jakości, a wśród nich mamy przede wszystkim karty, poza tym żetony, sakwa i pionki nasze postaci. Karty zostały ozdobione prostą, ale sugestywną i zwykle humorystyczną grafiką. Cóż, humor to jest tak naprawdę mocny punkt recenzowanej pozycji, bałem się, że ciężko go będzie przedłożyć na język polski, ale moim zdaniem odpowiednio został dostosowany do naszych realiów lub pasujących do języka ojczystego.

W swojej turze będziemy zagrywać karty – ważne jest, że każda z nich musi zostać aktywowana, o czym jeszcze wspomnę szerzej później. Na nich są symbole pozwalające wykonać standardowe akcje: poruszanie się (but), atak (miecz) i nabywanie nowych kart (romb). Przemieszczając się po tych korytarzach natkniemy się na ukryte skarby, które są dosyć cenne, ale te najwięcej warte są na dnie lochów. Naszym zadaniem jest wynieść tyle bogactw, ile się da: zatem nie wystarczy tylko biegać po tym labiryncie, ale trzeba z niego się też wydostać! Nie jest to łatwe zadanie, a dlaczego? A to wracamy tutaj do punktu wyjściowego tego akapitu. Niektóre karty generują hałas i będziemy kłaść kostki Brzdęku w puli. Smoczyca może i śpi, ale jest czujna na hałas. Po uzupełnieniu kart podziemi (na koniec tury) może pojawić się taka, która przedstawia pradawnego gada, wtedy wrzucamy kostki do worka i losujemy ich tyle, ile wynosi aktualny poziom zagrożenia. Jeżeli znajdzie się tam nasz kubik, to dostajemy obrażenie. Jeżeli wyszliśmy żywi, to do naszych skarbów doliczamy 20 punktów, jeżeli za bardzo zapuściliśmy się w gęstwinę lochów, a zmarło nam się, to nie dostajemy punktów w ogóle, a od pewnego poziomu, mimo śmierci nadal bierzemy udział w liczeniu wyników (ale bez bonusowej dwudziestki). Wygrywa, oczywiście, osoba z najlepszym rezultatem.

Nogi za pas!

Innowacja w dziedzinie planszówek polega na tym, że ta talia służy do poruszania się do planszy. Nie ma ataku na drugą osobę (Star Realms), nie ma współpracy ze sobą (Kamień Gromu) czy kupowanie punktów dla siebie (Dominion). Niedługo po tym jak poznałem Clanka! (oryginalne wydanie Brzdęka!) poznałem Tyrants of the Underdark, które też ma interakcję z planszą, choć ona wygląda inaczej. Gonitwa graczy do skarbów jest interesująca i podoba mi sposób w jaki zrealizowano tę mechanikę.

Budowanie talii nie jest intuicyjnym mechanizmem, ale rozgrywka jest dosyć nieskomplikowana. To średnio-zaawansowany tytuł, który może służyć do wprowadzenia znajomych w ten rodzaj gry. Pokażemy coś nowego, a potem możemy w inne deckbuildery, jak król Dominion czy system Legendary. Ta mechanika jest jedną z fajniejszych, więc wprowadzając nowych graczy w świat budowania talii pokażemy, że planszówki ewoluują i część z nich charakteryzują się nietypowym podejściem. Nie oznacza to, że omawiana produkcja jest tylko dla świeżych graczy, a gdzie tam! Wyjadacze równie chętnie usiądą do stołu, aby zmierzyć się z innymi graczami i… smokiem :P.

Można powiedzieć, że wyścig po skarby wygląda tak samo, każdy stara się zejść jak najgłębiej i zdobyć skarby. Cel może i mamy taki sam, ale każda partia wygląda nieco inaczej. Część skarbów jest losowo rozłożonych, mamy wiele ułatwień jak jajo smoka czy klucze, a na dodatek nie trzeba wyjść na powierzchnię, aby wygrać. Owszem, siłą napędową jest losowość – karty, kostki hałasu, czy droga do skarbów o tym świadczą – ale przez to mamy niepowtarzalne rozgrywki. Niemniej losowość można drażni w jednym aspekcie. Możemy minimalizować ryzyko, mieć mało hałasu (najmniej ze wszystkich graczy), a i tak zostanie wyciągnięta kosteczka w naszym kolorze. Jeżeli nieszczęście nasz się trzyma, to warto nie zapuszczać się za głęboko w lochy.

Interakcja między graczami jest niska, to jedynie gonitwa po cenniejsze bogactwa ukryte w leżu smoka. Niektóre karty pozwalają generować brzdęk u przeciwników, ale przede wszystkim będziemy zgarniać przed nosa skarby. Szkoda, że wyeliminowany gracz nie ma jakiejś roli, aby się nie nudził. Na szczęście, zwykle dzieje się to w późnym etapie gry, więc nie czeka długo, a przy okazji może skomentować sytuację na planszy, bo przecież na niej dzieje się dużo.

Smuci mnie, że po kilku partiach następne są nieco nużące. Na horyzoncie pojawią się dodatki, które pewno poprawią coś w tej materii. Osoby mające samą podstawkę mogą się nieco nudzić, ale mają do dyspozycji aplikację. Co prawda wprowadza ona więcej losowości, a w tej zabawie i tak dużo nieprzewidywalnych zdarzeń, więc nie każdy (na przykład ja :P) niechętnie będzie siadać do tego trybu. Dodatkowo aplikacja wprowadza interesującą opcję gry jednoosobowej jako fascynata rozgrywek solo, z chęcią wypróbowałem jak to tutaj wygląda. Byłem zadowolony, bowiem to tak naprawdę wykonanie konkretnych zadań, więc nie ma jakiś udziwnień w mechanice.

Już widać światło! A nie, jednak nie…

Brzdęk! Nie drażnij smoka to interesująca pozycja wśród gier planszowych i świeże spojrzenie na mechanikę budowania talii. Poruszanie się po planszy, ściganie się po skarb, ryzyko wkurzenia smoka czy bicie goblinów wprowadza klimat fantasy, a wszystko jest okraszone dobrym humorem.

Plusy:

  • eleganckie wydanie, solidna jakość i ciekawa szata graficzna
  • humorystyczne podejście do fantasy
  • nietypowe wykorzystanie deckbuildingu
  • spora, ale akceptowalna dawka losowości dająca wrażenie regrywalności
  • pozycja przeznaczona dla szerszego grona graczy
  • dobrze skonstruowany tryb solo
  • zbalansowana skalowalnosć

Minusy:

  • może po kilku partiach nużyć
  • niska interakcja między graczami

Dziękuję wydawnictwu Lucrum Games za przekazanie egzemplarza do recenzji

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.