Skip to main content

Szybkie Bańki – Kolorowe kuleczki

Gry na spostrzegawczość, które ważna jest pewna sekwencja i śledzenie zmian niekoniecznie są moją mocną stroną. Po poprzednim tekście pewno domyśliliście się, że mój mózg za szybko nie przetwarza zmieniające się schematy. Cóż, Szybkie Bańki to kolejna gra do plecaka, która pasuje do opisywanego sposobu rozgrywki. Czy, tak jak Ubongo: Gra karciana, przypadła do mojego gustu?

Zielone, czerwone, żółte…

Niepozorna okładka nie zapowiada nic nadzwyczajnego – ot dwójka dzieciaków na niebieskim tle z bańkami. Kreska jest całkiem przyjemna i elegancka, więc spodziewałem się, że zawartość też taka będzie. Okazało się, że szata graficzna jest niezwykle nieczytelna i brzydka. OK, mamy talię kart w kompaktowym wydaniu, podobnie jak poprzednie opisywane tytuły z tego cyklu (Pędzące Żółwie: Gra Karciana, Lato z komarami, Ubongo: Gra karciana), ale mocno nie podoba mi się w jaki sposób są skonstruowane te karty. Mają charakter funkcyjny, więc nie musiały być małymi dziełami sztuki, jednak są przedstawione niezbyt elegancko: fakt jaki to kolor karty mógłby być lepiej zobrazowany niż przez butelkę z płynem do baniek, np. przez obramowanie, a same bańki wyglądają niezachęcająco.

W pierwszej rundzie wybrany gracz odwraca wierzchnią kartę z wybranego stosu (jest ich 5, każdym kolorze: czerwonym, zielonym, żółtym, niebieskim i szarym). Widnieje tam jakieś zadanie, np. największa bańka, najwięcej, itp. Przechodzimy do koloru, który wskazuje ta karta, a potem skaczemy wzrokiem po kartach śledząc, jaki mamy schemat. Z tej karty patrzymy jaka jaki kolor spełnia zadanie, potem przechodzimy na kartę tego koloru, itp. Jeżeli zrobiliśmy pętlę, czyli wróciliśmy do koloru, który już był wskazujemy tę kartę. Osoba, która pierwsza to zrobi, zgarnia ją oraz wszystkie, które do niej doprowadziły i ona wybiera stos, z którego będzie obrane zadanie. Ten schemat się powtarza tak długo, aż któraś talia się nie wyczerpie. Wygrywa osoba, która przez całą rozgrywkę zbierze najwięcej kart.

Puść bańki mydlane w ruch

Chyba mam problemy z grami Martina Nedergaarda Andersena. Voodoo czy Przewrotne Motylki są przyzwoite, ale Bystre główki już nie przypadło do gustu, podobnie jak Colorfox, Bandido, Inspektor Tusz, Popcoolturowy Quiz czy Żyrafometr. Zdecydowane łatwiej wymienić tytuły tego autora, które są moim zdaniem gorsze niż, te które są dobre. Mechanika jest najczęściej wtórna, a szata graficzna na tyle specyficzna, że wolę na nią nie patrzeć.

No, ale wszelkie uprzedzenia odkładam na bok i zajmę się rzetelną recenzją. Rozgrywka przypomina Panic Lab, też musimy skakać wzrokiem i reagować na zmiany, aby wskazać pewną prawidłowość. Gracze, którzy polubiły wspomnianą pozycję, na pewno polubią tę recenzowaną. Pozwala ona na sprawdzenie swojej koncentracji, adaptowania się na zmiany oraz refleksu.

Jedno jest pewne: z moich doświadczeń dorośli niechętnie siadali ponownie do partii tego tytułu. W przeciwieństwie do dzieci, którzy graliby ciągle i ciągle. Zaskoczyło mnie to, bo jak gra tak brzydka i wtórna mechanicznie może być tak interesująca dla najmłodszych. Najwyraźniej jest to produkt kierowany do tych nieco mniejszych graczy, mylnie oceniłem ją jako grę rodzinną, stąd uznałem, że rodzice z pociechami będą się dobrze bawić. To jest ten rodzaj karcianki, że pokażemy malcom, zagramy jedną partię, a potem niech sami grają i się bawią, a my mamy chwilę spokoju.

No bo faktem jest, że kiedy ze wszystkich czterech gier do plecaka mieliśmy wybrać, którą chcemy zagrać jeszcze raz, to dzieci jednogłośnie chcieli bańki. Dorośli westchnęli ciężko, a ja zrobiłem szerokie oczy. Wycofałem się z rozgrywki i obserwowałem jak przebiega. I co? Dorośli zawsze wybierali taką talię, aby szybciej skończyła się gra, a młodsi przedłużali partię. Ciekawie oglądało się te zetknięcie światów :).

Bardzo mi przeszkadzało jak ktoś był bardziej żywiołowy i machał rękami nad stołem lub musiał stać, aby widzieć albo nie umiał inaczej analizować przebieg jak przez mamrotanie kolejnych kroków. Przez takie zagrania ciężko było o analizę i normalny przebieg rozgrywki. O ile druga czynność zaburzała moje skupienie, co nie jest trudną sztuką i jakoś z tym się godziłem, to pierwsza zasłaniała karty. Wspominałem, że przedstawienie koloru karty można zrobić inaczej – lepiej. Poza widocznym rozróżnieniem barwy można było dać symbol przyjazny dla daltonistów.

Biorąc pod uwagę wcześniejsze czynniki, to skoro dzieci grają z chęcią kilka partii pod rząd, to ciężko odmówić jej regrywalności. Niektóre zadania łatwiej załapać niż resztę, ale ogółem nie powiem, że są niezbalansowane. Losowość? Jaka? Ważna jest reakcja, a nie łut szczęścia. Skalowalne? No jest :D.

Nie aż tak szybkie

Przyznam się szczerze, dla mnie ta karcianka jest dla mnie mało ciekawa, jednak ze względu na to, że podoba się dzieciom śmiało mogę polecić jako rozgrywkę właśnie dla najmłodszych. Dla dorosłych jest raczej męcząca i niezbyt interesująca, chyba że ma się zacięcie do tego rodzaju zabawy. Zatem ja już pewno nie zagram, ale pewno dzieci moich znajomych już tak.

Plusy:

  • interesująca zabawa dla dzieci
  • dobra skalowalność i regrywalność
  • ćwiczy koncentrację i refleks

Minusy:

  • brzydka oprawa graficzna i źle zaprojektowane wykonanie
  • wtórna i nieciekawa rozgrywka

Dziękuję wydawnictwu Kraina Planszówek Egmont za przekazanie egzemplarza do recenzji

Kraina Planszówek
Egmont (Kraina Planszówek)

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.