Skip to main content

Ubongo: Gra karciana – Nieco inna układanka

Ubongo w ogóle nie trafiło w moje gusta, nie za bardzo lubię takich układanek, więc ani Katamino, ani Blokus, ani nawet Callisto nie należą do gier, które lubię. Gdyby nie to, że serię Gry do plecaka dostaje się w całości, to pewno bym zrezygnował z tej pozycji. I wiecie co? Popełniłbym błąd.

Puzzle? No tak prawie

Szata graficzna nawiązuje do pierwowzoru, również mamy czerwoną okładkę z zwierzęciem na niej (zamiast słonia tym razem mamy surykatkę). Analogicznie do innych gier z serii “Do plecaka” (Pędzące żółwie: Gra karciana, Lato z komarami) opakowanie jest kompaktowe, które łatwo przenieść. W środku poza talią kart nie ma absolutnie nic nie znajdziecie, więc też grę charakteryzuje prostota zasad. Na karcie znajduje się 6 różnych kształtów, zatem graficznie w tej pozycji nie ma cudów, ale to szybka zręcznościowa gra na czas i spostrzegawczość, więc nie byłoby kiedy podziwiać wymyślnych rysunków.

Na początku rundy wszyscy otrzymują po dziewięć kart losowo wybranych z talii aktualnej rundy. Wszyscy uczestnicy zabawy łączą ze sobą karty, tak aby dwa kształty (dokładnie dwa, niemniej i nie więcej) stykały się sobą. Jeżeli ktoś jako pierwszy ułoży 7 z 9 kart w podany sposób krzyczy “UBONGO!” – jeżeli prawidłowo stworzył układ dostaje 10 punktów. Pozostali gracze otrzymują tyle punktów, ile kart udało im się ułożyć (jeżeli któryś z graczy popełnił błąd, tworząc nieprawidłowe połączenie, nie otrzymuje w tej rundzie żadnych punktów – tyczy się też to osoby, która wywołała koniec rundy). W parzystych rundach używamy drugiej strony (czarnej) otrzymanych kart. Osoba, która po ostatnim (szóstym) rozdaniu ma najwięcej punktów, wygrywa.

No to ubongo!

Cóż, pierwowzór nie przypadł mi do gustu. Nie jestem osobą, która szybko kojarzy takie kształty i dopasowuje wzorce. Owszem, po pewnym czasie mózg się przystosuje i łapie szybciej schematy, ale po przerwie niezbyt chętnie wracam do tego typu zabawy. Stąd były moje obawy, że tytuł będzie ciężko mi się zrecenzować przez wrodzoną niechęć do układanek. Okazało się, że właśnie ta forma rozgrywki jest dla mnie dobra i spodobała mi się.

Dość ciekawie jest to, że w większości przypadków gracze mają odwrotne wrażenia Osoby, które nie lubią lub nie znają planszowego Ubongo, twierdzą, że ta pozycja jest bardzo ciekawa. Sympatycy bazowej wersji porównują ją i uznają za słabą zabawę. Te dwie pozycje są zupełne różne, więc porównywać je ze sobą jest błędem, bowiem oferują inny poziom rozgrywki.

Bardzo spodobało mi się, że wszyscy gracze otrzymują jakieś punkty, a nie tylko zwycięzca rundy. Więc jeżeli ktoś ma opisywany przeze mnie wcześniej wolniejszy start, może czuć się spokojniej, Już jakiś wynik ma, na pewno uda się zdobyć mu 3-4 punkty, a jak się rozkręci na pewno krzyknie “UBONGO!”. Nawet nie jest powiedziane, że przegra, może mu się poszczęścić na tyle, że będzie mieć rozsądny rezultat. Nawet jeżeli nie będzie to zwycięska rozgrywka, to na pewno nie będzie to godny pożałowania wynik.

Niesamowicie dobrze tutaj działa ten dynamizm zabawy. Każdy sobie rzepkę skrobie, ale oczywiście wszyscy chcą być pierwsi. Zatem ten wyścig daje dreszczyk emocji, masę frajdy i zastrzyk adrenaliny. Natomiast przez szybką zabawę czas partii nie jest długi i męczący, więc pewno z chęcią usiądziemy do rewanżu lub potraktujemy to jako przerwę między innymi rozgrywkami.

Interesujące jest, że wystarczy 7 kart z 9, aby utworzyć połączenie, więc nie wykorzystujemy całej talii, a dodatkowo przy dobrym przetasowaniu to może być łatwe zadanie. Natomiast niekoniecznie druga strona będzie już taka łaskawa. Zatem skoro mamy takie losowe ułożenie swojej ręki ciężko o powtarzalność. Owszem, zabawa jest przeznaczona dla dwóch do czterech osób, na moje gra dobrze się skaluje, zwłaszcza, że przebieg rozgrywki odbywa się się symultanicznie.

Dobre dopasowanie

Ubongo: Gra karciana jest dobrą układanką, która powinna trafić w serca miłośników tej formy zabawy. Nie jest to jednak zawsze takie oczywiste, bo osoby znające pierwowzór kręcą nosem przy rozgrywce. Jednak ja nie widzę w tej pozycji nic niegodnego, jest to szybka, mała karcianka, która trafiła w moje serce.

Plusy:

  • kompaktowe wydanie
  • dynamiczny przebieg partii
  • prosta i przyjemna szata graficzna
  • sposób punktowania
  • emocjonalna zabawa z masą frajdy
  • dobra regrywalność i skalowalność

Minusy:

  • osoby znające pierwowzór są do niej uprzedzeni

Dziękuję wydawnictwu Kraina Planszówek Egmont za przekazanie egzemplarza do recenzji

Kraina Planszówek
Egmont (Kraina Planszówek)

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.