Skip to main content

W warsztacie – Magia Czarnego Sportu

Być może niektórzy kojarzą karciankę o tej samej nazwie. All in Games ogłosiło już jakiś czasu planszową edycję Magii Czarnego Sportu, ale dopiero w tym roku ogłoszono premierę oraz ruszyły publiczne testy. Okazja do zagrania była już na Pyrkonie, niestety nie wiedziałem o tym, a zresztą nie wiem czy udałoby mi gdzieś wcisnąć ogrywanie tego tytułu. Na szczęście Kasia i Radek wygrali prototyp do ogrania, więc z pomocą znajomych (Łukasz Bosacki i Łukasz Nalewajk) zorganizowali spotkanie w ramach Fabryki Wolnego Czasu w Domu Kultury Orion.

Przede wszystkim urzekła mnie szata graficzna. Wiadomo, prototyp nie zawsze ma godną zaprezentowania oprawy, więc tym bardziej cieszy takie zaawansowanie. Jest brud, piach i motocykle, a dominujący kolor to czarny. Figurki motocyklów są niezwykle wyróżniającym się elementem, a reszta komponentów prezentowała się niesamowicie – co prawda na niektórych było widać ślady cięcia i ręcznego klejenia, ale to nie umniejsza wysokiej jakości rzeczonego prototypu. Eleganckie kostki, planszetki, a nader wszystko plansza robią dobre wrażenie.

Na początku wyścigu wybieramy zawodnika, ten ma określone statystyki – bonusy przy jeździe na wirażu oraz po prostej, startową sumę oczek na kościach. Na dole są wypisane warianty początkowych wartości kostek, te ustawiamy w dowolnej kolejności na zębatce i zaznaczamy początkową kostkę. Rozstawiamy się na starcie, to startowe ustawienie jazdy, później kolejność jest ustalana na podstawie miejsca na torze. Przed wyścigiem jeszcze wybieramy akcje, które będziemy chcieli użyć. Ciągniemy dwie karty: jedną z nich musimy zagrać, o tyle obracamy w konkretnym kierunku znacznik prędkości i poruszamy się o tyle do przodu {dochodzi do tego bonus). Jeżeli wylądujemy na takim samym polu, co przeciwnik to możemy wybrać czy jedziemy o jedno pole do przodu albo puścić go przodem i zaatakować. Atak polega na tym, że zarówno obrońca i atakujący wybierają jeden z żetonów. Ustawienie A i D powoduje, że atakujący wyprzedza obrońcę, A i A to zwiększenie wartości na wybranej kości dla obu, a D i D to obaj gracze jadą o jedno pole do przodu. Pierwsza osoba przekraczająca linię mety dostaje 3 punkty, druga 2, trzecia 1 a ostatnia 0. Możemy gracz jedno okrążenie, wyścig składający się z czterech lub cały mecz.

Ze świecą szukać dobrej gry sportowej, ale chyba wśród nich prym wiodą wyścigi. No, też ciężko powiedzieć, że to jest jakieś takie wielkie cudo, bo najczęściej są wymieniane dwa tytuły: Bolidy i Wielka Pętla. Tym bardziej zrobienie dobrej gry o żużlu, według mnie niezbyt popularnym sporcie (choć ja jestem bydgoszczaninem, więc za sprawą rodziny Gollobów ta dyscyplina ma się dobrze) to nie lada wyzwanie. Osobiście uważam, że All in Games wyszło z tego zadania obronną ręką.

Dużo się może zmienić i oddano tego ducha szybkiej, dynamicznej i dość krótkiej rywalizacji. Pamiętam, że jak było jako malec na stadionie, nawet nie zauważyłem kiedy zawodnicy zrobili te stery okrążenia. Oczywiście tutaj to trwa zdecydowanie dłużej niż te kilka minut, ale sytuacja potrafi się zmienić diametralnie. Jeżeli gracze jadą na podobnych wartościach, to może dojść często do ataku, a często zdarzają się też łańcuchy, bowiem po wykonaniu ataku mogę być w kontakcie (czyli na tym samym polu) z innym graczem. Owszem, atak jest ryzykowny, ale nierzadko opłacalny, bowiem nic nie tracimy. Dobra, rywal pojechał jedno pole do przodu, ale to jedyna strata. Możemy przez to być na przedzie, a nawet jeżeli nie powiedzie nam się, to pojechanie o jedno pole lub zwiększenie wartości na kości jest również dobrym urozmaiceniem.

Przede wszystkim wybór ruchu, co prawda jest dość losowy, bo nie wiemy jakie karty zostaną dobrane, ale już na podstawie dwóch obecnych (przypominam, że jedna z nich zostanie nam na ręce) można coś planować. Natomiast jeżeli nie mamy dobrego ruchu lub chcemy się ochronić przed niezbyt przyjemną sytuacją. W czasie tej jednej rozgrywki praktycznie w każdym biegu zdarzyła się godna zapamiętania akcja. Najbardziej pamiętam, bo to sprawiło, że omal nie straciłem drugiego miejsca, ja zatrzymałem się tuż przed metą. Sądziłem, że przeciwnicy mnie nie przegonią, więc raczej miałem pewne miejsce, ale jednak jeden z graczy był ze mną w kontakcie, więc wybrał opcję, że wyprzeda mnie o jedno pole… No cóż, już wtedy nie było tak pewne, że będę miał drugie miejsce w grze (bo na pierwsze nie liczyłem).

Jest to na pewno zaskakująca i zaawansowana gra, w której wiele może się zmienić. Zdecydowanie bardziej zaawansowana od Bolidów czy Wielkiej Pętli, więc bardziej doświadczeni gracze będą zadowoleni. Oczywiście, jak to w prototypie, były jakieś niejasne sytuacje, niefortunne sformułowania czy niezbalansowane zagrania, ale nie psuło to odbiór zabawy, ponieważ szybko można było to skorygować. Magia Czarnego Sportu to tytuł jest praktycznie gotowy, tylko małe szlify i gracze będą mogli się cieszyć rozgrywkami.

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.