Skip to main content

Pyrkon 2019 – Geekowe szaleństwo w Poznaniu, część 1

Jeżeli dobrze liczę, to w tym roku byłem po raz piąty na Pyrkonie i wróciłem znów do roli mediów planszówkowych (być może pamiętacie, że w zeszłym roku byłem na stoisku Black Monka, z tego powodu nie było żadnej relacji). Impreza odbywa się tam gdzie zawsze – na Międzynarodowych Targach Poznańskich. Było dużo grania, było mnóstwo zabawy, było od groma frajdy, było sporo rozmów ze znajomymi. I wróciłem do Bydgoszczy zadowolony z wyjazdu do Poznania.

Sprawy wstępne

Wydaje mi się, że kwestia rozwiązania narastających kolejek, którą chwaliłem w 2017 roku nadal dobrze działa. Owszem, w sobotę po bilety były tłumy i tradycyjne sznur ludzi ciągnął się przez całą ulicę Bukowską, a wejściem wschodnim napierała masa osób, które chciały tylko wejść. Niemniej w innych momentach nie zauważyłem większego problemu. Bez czekania wchodziłem i wychodziłem z miejsca wydarzenia, bez dłuższych opóźnień odbierałem i oddawałem wypożyczone gry, bez szczególne uciążliwego ogonka mogłem zamówić i odebrać jedzenie. Organizatorzy i gżdacze sprawnie pomagali oraz kierowali ruchem i ludźmi. Super, jestem pod wrażeniem. Nadal jest ogromna rzesza koczujących uczestników festiwalu przed salkami prelekcyjnymi

Większość czasu spędziłem w pawilonie 5 (Kraina Wystawców) i 6 (Games room). Nikogo chyba to nie dziwi, skoro dostałem wejściówkę jako media planszówkowe? Poza tym uwielbiam ten rodzaj rozrywki, więc chyba oczywiste, że głównie będę grał. Owszem, mogłem przejść się na jakąś prelekcję w tym temacie czy oderwać się od grania, bawiąc się w innych halach i sprawdzając punkty programu – ale po co :D? Jestem graczem, więc gram w planszówki. Może kiedy Pyrkon będzie trwał cały tydzień, to uwzględniłbym w swoim grafiku masę atrakcji spoza swojej branży. Na razie zostawię to na bok, bowiem w osobnej części opiszę w co zagrałem i jakie mam wrażenia z tych rozgrywek.

Kraina wystawców – raj dla nerda

Rozstaw stoisk jest analogiczny jak w zeszłym roku, przynajmniej tak zapamiętałem lwią część większych wydawnictw planszówkowych. Na środku duże stoisko Black Monka, na które składało się miejsce do pokazywania ich gier, dwa namioty z RPG-ami – jeden do Zewu Cthulhu, a drugi do Equestria: Puść wodze fantasy, garażem Ricka. Zabrakło mi tutaj corocznej wyprzedaży, bowiem okazja do przycebulacenia jest zawsze dobra, a może bym kupił więcej niż obecnie :). Obok całe czerwone stoisko Portal Games, na którym dominował Reykholt również należał do jednym z większych i rozpoznawalnych stanowisk. Ciężko było przeoczyć miejsce urzędowania wydawnictwa REBEL – według mapki na oko zajmowali największą powierzchnię. Dodatkowo ring, na którym toczyły się rozgrywki w KeyForge’a, nadawał charakterystycznego wyglądu. A jak mowa o specyficznych stoiskach, to pominięcie Naszej Księgarni byłoby popełnieniem grzechu zaniechania. Miejsce, które wzorowane grą Totem robiło spore wrażenie. Rzecz jasna, były inne wydawnictwa na tej imprezie, nawet jeżeli nie mieli dużego stoiska, więc dla każdego coś miłego – od rodzinnego grania do móżgerności.

Z racji braku wyprzedaży gier od Black Monka zaszedłem do Barda, aby przejrzeć promocje. Coś tam wypatrzyłem i troszkę rzeczy wziąłem, co stanowi zdecydowaną większość moich zakupów. Niestety, w wyniku mojej nieuwagi zostawiłem jedną reklamówkę w bagażniku samochodu Michała Solana, więc część łupy aktualnie jest w Lublinie (w tym Samotnie przeciwko ciemności oraz Equestria: Puść wodze fantasy). Praktycznie u każdego wydawnictwa można było znaleźć atrakcyjne ceny. Zapomniałem zajść na stoisko Galakty, bo być może wzorem lat poprzednich też miało na wyprzedaży egzemplarze “uszkodzone”.

Games room był przeogromny i prawie ciągle zapełniony. Na nim też były wydzielone stoliki, gdzie były pokazy prototypowe, nowości lub inne gry, które nie zmieściły się na stoiska. Hala została podzielona na planszówki, karcianki i bitewniaki, więc każdy mógł się bawić w swój ulubiony typ zabawy. Rzecz jasna, w tym miejscu funkcjonowała wypożyczalnia, w której można było wybrać tytuł do poznania lub ogrania. Po zakończonej rozgrywce oceniało się pozycję w dziesięciostopniowej skali. Wydawanie i odbiór gier szedł sprawnie, więc dobrze, że nie wrócili do dziwnych praktyk kolejkowych :D.

Posil się, wędrowcze

Jedzenie stanowi pewien aspekt naszego życia, więc kiedyś trzeba dostarczyć pokarm organizmowi. Te zadanie zostało ułatwione przez ustawione na terenie festiwalu food trucki: frytki belgijskie, jakieś staropolskie jadło, North fish, czy inne burgery. Do wyboru, do koloru. W niektórych halach można było skorzystać z MTPBistro oferujące raczej typowe posiłki. Myślę, że pawilon 4, będący strefą gastronomiczną cieszył się pod tym względem dość dużą popularnością, przy stolikach siedziało sporo osób, a kolejki do zamówień było dużo. W Krainie Wystawców osoby lubiące nietypowe napoje mogli zaopatrzyć się w bubbletea. A jeżeli ktoś był dość wybredny, to mógł się przejść do pobliskiej Avenidy i skorzystać z ofert tego centrum hadlowego.

Co tam w innych pawilonach?

Jedyną, dosłownie jedyną prelekcją na jakiej byłem to “Rewolucja w państwie Kucy” dotyczący popularnego krótkometrażowego serialu Kamila Dębskiego “Kuce z Bronksu”. Chłopaki przedstawili teorię dotyczącej życia i społeczeństwa w krainie Kucy, która najpewniej zahacza o jakąś prawdę. Bo przecież nikt nie ma wątpliwości, że ten serial przedstawia rzeczywistość totalitarną i okrutny reżim – w wielu odcinkach wprost podany (Niech żyje zbrodniczy reżim!). Niemniej osobiście uważam, że Dem zrobił to raczej w celach autoironicznych, śmieszkowatych i rozgrywkowych niż chciał w ten sposób pokazać jakąś analogię polityczną i wywołać jakąś debatę (“choc jest debata) na temat społeczeństwa.

Tak naprawdę co się działo w innych halach zobaczyłem w niedzielę wieczorem, choć już w sobotę nieco zahaczyłem o inne atrakcje. Ostatnie godziny festiwalu spędziłem z Kasią i Wiktorem z Planszówek we Dwoje oraz ich koleżanką Sandrą. Odwiedziliśmy pawilony 8 (Strefa Fantastycznych Inicjatyw, Blok Integracyjny oraz Blok Dziecięcy – z logicznych względów interesowały nas głównie dwa pierwsze miejsca) oraz 8a (Fantasium Creatium). W pierwszej hali była cała masa stoisk, które głównie chcą przyciągnąć odwiedzających do ich formy spędzania rozgrywki (nierzadko reklamując w ten sposób jakiś konwent), zatrzymaliśmy się głównie w trzech miejscach: Belle Apocalypse (czyli wioska postapo), gdzie można było zobaczyć, że życie po wojnie nuklearnej nie jest wcale takie trudne – chociażby można było wskrzesić ogień. W Wiosce Wikingów można było przymierzyć różne zbroje, wypróbować oręż, dźwigać tarczę, ale też zobaczyć dawne zwyczaje, sprawdzić się w rękodziele itp. Bardzo zabawna była tablica ogłoszeń, w której zamieszczono poważne oferty, ale też humorystyczne, były też zaszyfrowane pismem runicznym lub szyfrem z od razu podanym kluczem. Niestety, mało historyczna ta wioska, bo hełmów z rogami i toporów dwusiecznych nie było :(. Chyba największą furorę w naszym gronie zrobiła wioska Tolkienowska, gdzie u bram Morii można było zrobić zdjęcie, wcześniej ubierając się w stroje, dobierając oręż itp. Najlepiej tutaj wypadł Gimli, który wyglądał przewspaniale, a kiedy my zaczęliśmy z nim robić zdjęcie, to stworzyła się niemała kolejka. Liga Superbohaterów jak zawsze zaprezentowała wysoki poziom strojów, a ja nie omieszkałem skorzystać z okazji i zrobić zdjęcie z Batmanem.

Warto wspomnieć o hali 8, gdzie mieścił się Fantasium Creatium, czyli różne wystawy. Była tam galeria młodych twórców, którzy mogli pokazać swój talent artystyczny i w ten sposób się zareklamować. Dla fanów gwiezdnych serii, czyli Gwiezdnych Wojen i Star Treka również było coś do zobaczenia, szczególnie ci pierwsi mogli zobaczyć różne eksponaty, zrobić zdjęcie z Bobba Fettem, usiąść w kantynie Mos Eisley, czy podziwiać zamrożonego w karbonicie Hana Solo. A jak mowa o kosmosie, to obok była ekspozycja odnośnie naszego układu planetarnego, gdzie można było zobaczyć jak on wygląda w wirtualnej rzeczywistości, poczytać ciekawostki czy zobaczyć największy znaleziony odłamek meteoru.

W tym tych miejscach też widzieliśmy więcej, ale jakoś nie zatrzymaliśmy się na dłużej – czy to z braku wiedzy o tym świecie czy też czasu. Było tam chociażby Wioska Naruto, Old Town, Warhammer 40k (widać było gwiezdnych marines oraz sługów chaosów, okazało się, że jako jedyny z naszego grona miałem jakiekolwiek pojęcie o tym), Dawne Europejskie Sztuki Walki oraz pancerze i bronie z serii Halo. Ogromna kolejka do Żelaznego Tronu odstraszała, a i fanem serialu nie jestem (jakby tron wyglądał jak w książkach, to bym się skusił). Oczywiście, skoro blok integracyjny, to można i było zatańczyć belgijkę :P. Działo się tutaj całkiem sporo i cieszę się, że zaciągnięto mnie tu pod koniec wydarzenia, kiedy w sumie nie wiedziałem już w co grać.

CO? TO KONIEC?! A PLANSZÓWKI?!

Zauważyłem, że tekst będzie strasznie długi jeżeli napiszę o ogranych tytułach. Jeżeli dobrze liczę rozegrałem w 16 gier, w tym 5 prototypów. Opisanie tego chociażby paroma zdaniami spowodowałoby, że byłoby drugie tyle tekstu. Dużo, czyż nie? Po co męczyć wzrok i czytać więcej przy komputerze? Odpocznijcie, weźcie książkę albo zagrajcie w jakąś grę i wpadnijcie jutro :).

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.