Skip to main content

Owocowe opowieści – Napijmy się nieco soczku

Friedemann Friese jest autorem dość specyficznym. Poza klasyczną grą w stylu europejskim (Wysokie Napięcie) ma na koncie przede wszystkim szalone i nietypowe planszówki. W Polsce dał się poznać pod tym względem przez Piętaszka, Krwiopijcę czy Pięć ogórków. Czy pozycja o zwierzętach, które zbierają się w lesie, aby zrobić sok jest wystarczają zwariowana?

No to do lasu!

Masa zwierząt gromadzących się przy tłoczni, każdy przyniósł jakiś owoc – ktoś zagląda co jest w środku beczki, inni dorzuca jakieś winogrono do niej, małpa wykrada butelki z sokiem. No dzieje się dużo. Rzecz jasna, z racji na autora, na okładce (jak i w całej szacie graficznej) dominuje kolor zielony, a kreska przedstawia się interesująco. Styl sugeruje wesołą i prostą grę dla dzieci: choć może nie jest to jakaś wymagająca pozycja, to uważam że jest nieco za trudna na rozgrywki rodzinne. W nie tak dużym pudełku dostajemy masę kart, troszkę drewnianych elementów i tekturowych żetonów. Karty miejsc są dość duże, wyraźnie widać co jest na nich napisane, choć i tak centralną częścią jest obrazek, a owoców dobrze przedstawiają, co mają przedstawiać :). Ich porządna jakość wykonania – mimo, że większość tylko leży na stole – świadczy o dobrym podejściu do gracza.

Rozgrywka jest dość nietypowa, posiada specyficzny system rozgrywki. No, ale zanim o tym opowiem, to przedstawię zarys zasad. Na początku mamy wyłożone miejsca oznaczone numerami od 1 do 6. Pozostałe stosy kładziemy obok bez tasowania, ułożone w kolejności rosnącej. W swoim ruchu gracz musi się przemieścić swoim pionkiem na inne miejsce i wykonać akcję: efekt karty albo wykonanie soku. Pierwsza opcja zwykle wiąże się z dobraniem lub wymianą owoców, tak aby mieć nowe. Każde miejsce pod spodem ma narysowany zestaw owoców – jeżeli je odrzucimy udało nam się stworzyć napój. Jeżeli ktoś skorzysta z tej możliwości, to bierze kartę miejsca i odwraca ją stroną z butelką (w ten sposób oznacza się liczbę stworzonych soków). Potem dokładamy nową kartę miejsca ze stosu: czyli poznaliśmy innego mieszkańca lasu, z którego usług możemy skorzystać. Osoba, która stworzyła wymaganą liczbę napojów (to zależy od tego, jak liczne jest grono uczestników zabawy), ten wygrywa.

Ja tu tylko po banany

Owocowe Opowieści jest interesującą rozgrywkę, głównie ze względu na niecodzienny system gry. Początkowe sześć zwierząt jest wstępem do większej części zabawy, potem możemy dowolnie mieszać talie, zaczynać od dalszych stosów, a nawet zapisać stan gry, aby grać dłużej niż planowo według zasad. Ta płynność reguł i możliwość dostosowana podług graczy i ich preferencjom sposoby zabawy. Większa interakcja? Spokojna partia? Szybki przebieg gry? Dłuższe posiedzenie? Wymuszone wymiany z rynkiem? Do wyboru, do koloru!

Niezależnie od wybranych talii zaskakujący jest dynamizm rządzący tą karcianką. Ot, idziemy gdzieś i wykonujemy jedną z dwóch dostępnych akcji. Owszem, czasem trzeba pomyśleć nad ruchem i dobrze go zaplanować. Czasem zdarzało mi się, że wykonywałem akcję na karcie, która dała mi odpowiedni zestaw owoców – szkoda, że to z niej karty musiałbym skorzystać, aby zrobić sok. Niestety, na początku tury trzeba przesunąć swój pionek, zatem przez ten błąd muszę zwolnić miejscówkę, a przez to inny gracz tam wejdzie. Owszem, niewiele tracimy jeżeli znajdujemy się na karcie z innym uczestnikiem zabawy – musimy przekazać każdemu z nich kartę owocu. Ale mając akurat odpowiedni układ albo przekazując brakujący owoc do wygranej bardzo dużo tracimy. W każdy razie wracając do kwestii, którą poruszyłem na początku akapitu: kminienie i dłuższe planowanie nie narusza w żaden sposób dynamicznego przebiegu partii.

A właśnie, jak już trochę wspomniałem o blokowaniu, to może warto coś powiedzieć o skalowalności. Moja pierwsza próba obycia się z tym tytułem była partią dwuosobową. Już wtedy mi się podobało, ale po poznaniu możliwości w większym gronie zauważyłem mankamenty wariantu na minimalną liczbę osób. Nie ma ciekawszej interakcji, nie ma wpadania na te samo miejsce, nie ma silniejszych emocji. Po prostu wyścig i wymiana kart na odpowiednie do zakończenia partii. Na szczęście to praktycznie jedyna wada tej niecodziennej pozycji.

Przy takim luzie zasad i skonstruowaniu systemu mechaniki nie można zarzucić tej grze, że jest powtarzalna. Co raz to lepsze poznawanie kart, możliwość dostosowania talii oraz płynność tej zabawy powoduje, że gra jest niesamowicie regrywalna. Każde obcowanie z tym tytułem to nowe doświadczenie, inna sytuacja i każdorazowe przeżywanie frajdy związanej z tą pozycją. Myślałem, że zdanie w instrukcji opisujące system Fable, w którym mowa, że “dostarczy tyle samo radości po 20 rozgrywkach, co za pierwszym razem” jest grubo przesadzone. Jak się okazało, to ja w tej kwestii byłem Niewiernym Tomaszem. Losowość? No jeżeli nie wiemy, co pod jakim numerem się kryje, to może być zaskoczeniem, co się pojawi – jednak zawsze możemy zajrzeć do glosariusza. Poza tym, to nie jest losowość, pojawiło się nowe miejsce, a nie wydarzenie czy coś wpływające na naszą rozgrywkę w sposób natychmiastowy.

Rozgrywka jest zwykle emocjonująca, powiązania między kartami, wymiana owoców, planowanie czy kolejne nowinki na kartach powodują, że to każde podejście jest pełne niespodzianek. Tyle frajdy, zabawy i kombinowania nie dała mi dawno żadna inna pozycja. Wiele razy mówiłem, że lubię “sprytne karcianki”, tytuły takie jak List Miłosny, Pojedynek Ninja czy O mój zboże! jedynie pokazują, że z niewielką liczbą kart można zrobić coś interesującego i niesamowitego. Owocowe Opowieści udowodniają, że kilkadziesiąt talii z paroma kartami może stworzyć całkiem interesujący system rozgrywki. Takie zagranie powoduje, że kolejne podejścia będą unikatowe. A to z kolei buduje pewne relacje i bazę wiedzy: te zwierzę dobrze działa z tym, ta akcja nie jest ciekawa, to przyjęło się dobrze w gronie znajomych, to jest według mnie zbyt silne, itp. Nasze odczucia mogą być inne przy pewnych taliach i warto je porównywać, aby znaleźć złoty środek lub wymieniać doświadczenia z innymi osobami znającymi grę. Możemy dowolnie testować ten system albo jeżeli nam się podoba podstawowa rozgrywka, to zostać nieco dłużej przy niej. Możliwości są nieskończone.

Dwa ananasy i do tapira!

Owocowe opowieści oferują nietypową i niecodzienną rozgrywkę dając szeroki wachlarz możliwości, jeżeli chodzi o zabawę. Takie podejście do gry owocuje (;-)) interesującymi wrażeniami i ogólną frajdą, która na zawsze pozostanie zapamiętana. Każda partia jest inna, nasze doświadczenia unikatowe, a przebieg partii emocjonujący. Przez tę grę mam tylko jedno pytanie: Panie Friese, kiedy kolejna gra z systemem Fable?

Plusy:

  • dynamiczny przebieg rozgrywki
  • nietypowy i ciekawy system
  • niesamowita radość i odczucia z partii
  • emocje podczas zabawy
  • wysoka regrywalność tej pozycji
  • modularność i płynność zasad wynikająca z systemu

Minusy:

  • dość nieciekawie działa na dwie osoby

Dziękuję Wydawnictwu Lacerta za przekazanie egzemplarza do recenzji

Wydawnictwo Lacerta
Wydawnictwo Lacerta

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.