Skip to main content

Daję słowo – Kurka to już kurta

Abecadło z pieca spadło,
O ziemię się hukło,
Rozsypało się po kątach,
Strasznie się potłukło

Julian Tuwim, Abecadło

Gry słowne raczej nie są moją mocną stroną. Wydają się podobne i bazują swoją mechanikę na skrablach. Oczywiście wśród tego rodzaju również są perełki, które trafiają do mnie swoim pomysłem. Żałuję, że jeszcze nie wypróbowałem Paperback, bo połączenie Scrabble i mechaniki deck-building wydaje się szalone. Natomiast Nasza Księgarnia uderzyła z ofensywą dając ciekawą alternatywę do słowotwórstwa – Daję słowo.

Zabawa w tworzenie słów

– Cóż to czytasz, mości książę?
– Słowa, słowa, słowa

Rozmowa Hamleta z Poloniuszem – William Szekspir, Hamlet

Okładka wyraźnie sugeruje kto jest autorem ilustracji. Ten specyficzny styl rysowania liter jest na tyle charakterystyczny, że nie można go pomylić z żadnym innym. Ilustratorem jest Paweł Jaroński, znany twórca zabawnych słownych rebusów oraz “pasków” internetowych i widać, że jest w swoim żywiole. Umieszczenie go w roli rysownika do tytułu, w którym może przedstawić swoje modus operandi jest świetnym pomysłem – w innej grze tego wydawnictwa (Odlot) nie wypadło to najlepiej. No, ale tutaj Jaroński czuje się jak ryba w wodzie. Okładka to rozsypane litery tworzące jedną wielką stertę. Sama zawartość to karty, duża część z literami, zaś reszta to zadania, które przynoszą punkty. Elegancka, prosta oprawa graficzna z ciekawym humorem i stylem grafika to silny aspekt gry. Dodatkowo plastikowa wypraska pozwala trzymać w “ryzach” elementy tej karcianki. Przyczepiłbym się jedynie do kart zadań, których rewers brzmi “Jestem zwycięzcą” . Użycie tekstu z filmu pana Piotra Blandforda (dla nieznających prehistorii przypomnę: to 2013 rok), który stał się memem jest niefortunne, bo już dawno wyszedł z mody. Owszem, zgodzę się, że niektóre memy są wiecznie i ciężko je zdetronizować, ale ten konkretny raczej przeszedł bez echa i miał jedynie swoje 5 minut w Internecie – choć z czego co widzę, to dość często popkultura (szczególnie polski dubbing) po niego sięga.

W zależności od liczby graczy, na środku tworzymy 3-5 słów pięcioliterowych. Każdy uczestnik zabawy dostaje 6 liter i 3 zadania. W swojej turze możemy odrzucić wszystkie swoje karty i dobrać nowe, tak jak na początku gry. Inną opcją jest stworzenie nowego słowa przykrywając już istniejącą. Ostatnią możliwością, to wyłożenie karty zadania i wykonanie polecenia zgodnie z tekstem na niej. Po tym jak udało nam się spełnić warunki zadania, dostajemy punkty (zostawiamy ją przed sobą). Po zakończeniu swojej tury uzupełniamy rękę do 9 kart – sami wybieramy z których stosów dobieramy (oczywiście w przypadku pierwszej akcji już mamy pełną rękę, więc po prostu przekazujemy inicjatywę kolejnej osobie). Jeżeli ktoś zdobył co najmniej 100 punktów, dogrywamy grę do końca kolejki i sprawdzamy, kto ma najwyższy wynik – ta osoba wygrywa.

Totalne zamieszanie

Bowiem litery
Co dnia
Od nowa
Najchętniej lubią
Bawić się –
W słowa

Ryszard Marek Groński, Wierszyki o literkach

Zasady wydają się banalne, prawda? No rozgrywka już jest taka nie jest. Wiele zależy od naszej spostrzegawczości, kreatywności i zabawy słowami. Ważny jest start, więc przy pierwszych rozgrywkach warto skorzystać z listy proponowanych słów, bowiem jeżeli mamy dokładać nowe litery lub je zakrywać, to lepiej, aby nie było udręką. Czasem rzeczywiście czacha paruje przy tworzeniu nowych słów i modyfikacji tych, co już są wyłożone. Nie raz miałem tak, że kombinując z tym, co aktualnie mam na rękę ni jak mi wychodziło, że coś ułożę. No to co? Reset. 6 nowych liter i 3 zadania na rękę. Nooooo z tym zestawem to bym coś zrobił. A przeciwnik potem robi jakieś zadanie. I pluję sobie w brodę, bo przecież miałem te zadanie i litery, więc mogłem też coś utworzyć…

Bardzo ważnym w tej pozycji jest słowotwórstwo i proste zmienianie istniejących wyrazów. Ciąg zmian może wyglądać następująco: “MASKA -> MARKA – > MATKA -> METKA”. I bum! Jakbym miał zadanie, które każe przykryć trzy razy litery, to mam już 20 punktów. Jeszcze 80 i koniec gry :P. Ale mój zestaw kart jednak jest nie pomyśli? No to jeps, “Zamieszanie” albo “Totalne zamieszanie” i układam te litery jak chcę. Jaka tam MARKA, przecież to RAMKA ;). Co zabawne, współgracze bardzo często na etapie, w którym przygotowuję grę (troszkę żmudny proces, bo trzeba znaleźć litery i potem ułożyć słowa) przeszkadzają mi mieszając już wyłożone litery. A już w rozgrywce nie są tacy mocni i ciągle robią nowe dobranie :P.

Ważne jest, że instrukcja zakłada, iż słowa, których będziemy używać są słownika języka polskiego (spis zasad podaje nawet sjp.pl jako pomoc). Zatem należy pamiętać, że nie ograniczamy się jedynie do rzeczowników. A co! Przymiotniki czy nawet czasowniki istnieją w naszym języku, a przez te rozszerzenie możliwości możemy zrobić interesujące kompozycje. W swoim partiach rozszerzyliśmy słownictwo również do odmian, co też zwiększyło pole do popisu. Dodatkowo zestaw liter zawiera polskie znaki diakrytyczne, więc zawsze ktoś ma dla mnie szacunek jak pozbył się ć, ą lub ę ;).

Nie muszę chyba wspominać jaką szeroką gamę oferuje ta gra w kwestii regrywalności posiadając dany sposób zabawy. Przecież każdy zna inny zestaw słów, inaczej będzie je tworzył, będzie inaczej kombinować, a ostatecznie inaczej punktował. Nawet jeśli gramy w tym samym składzie kolejną partię, to nauczeni doświadczeniem z poprzednich rozgrywek będziemy starali się bardziej i szybciej ruszą się nasze trybiki w głowie, a dzięki temu pójdzie nam lepiej. Jeżeli chodzi o skalowalność, to totalnie nie lubię rozgrywki czteroosobowej. Moi znajomi byli troszkę “zamuleni” w kwestii tworzenia nowych słów – choć o ubogie słownictwo raczej ich bym nie posądzał – więc rozgrywka ciąąąąągnie się niemiłosiernie sprawiając ból i mękę, zamiast świetną zabawę i frajdę. Co innego na dwie osoby. Oj, tak. Pach – pach, mam nowe słowo, jedziesz. Dłużej to potrwa? No trudno, poczekam, bo i tak zaraz moja tura. Rozumiecie różnicę? Co innego jak czeka się na kolejkę, gdy tylko jedna wolniej myśląca jest przed tobą, a co innego jak trzy. Osobiście lubię obserwować ten proces myślenia i kombinowania u swoich przeciwników – szczególnie jak poszło totalnie zamieszanie – ale nie każdy ma z tego jakąkolwiek radość.

Co do losowości, to ja nie mam jakichś większych uwag i nie podchodzę do niej tak krytycznie jak część moich znajomych. Dobra, zdarza się, że ręka jest dość kiepska i aby nie męczyć się, to poświęcimy turę na wymianę. Najczęściej zadania, które dostajemy mogą być nam nie pomyśli, więc co to za problem dołożyć jakąś literkę w ramach jednej z opcji i dobrać nowe zadanie, a tamte kitrać tak długo, aż będą przydatne? Nie demonizowałbym jakoś tego aspektu, choć osobiście bym wolał, aby była możliwość wymiany jedynie liter lub zadań niż całej ręki.

Natomiast bardzo podobają mi się walory edukacyjne tej karcianki. Nie tylko sam staram się znaleźć jakiś lepszy wyraz – może nie jakieś wymyślne, ale nieco trudniejsze niż używane na co dzień – ale też ubogacany jest mój zasób słów przez działania przeciwników. Oczywiście jest to ważne przede wszystkim dla młodszych planszówkowiczów, ale stary wyjadacz również może na tym skorzystać. No, bo nawet jeżeli nie mówimy jak troglodyci, nawet jeżeli nie wejdzie jakieś określenie do stałego słownika zwykle używanego przez nas, to chociaż będziemy mogli błysnąć w towarzystwie znajomością znaczenia jakiegoś słowa.

Tak naprawdę, co mnie drażniło przez całą zabawę, to zbytnie podobieństwo zadań. OK, niby jest ich sześć rodzajów, ale w obrębie jednego się powtarzają inne warianty – np. dołóż jedną literę – dołóż kilka liter, przykryj 3/4/5 liter, zamieszanie i totalne zamieszanie. Przez co może się zdarzyć, że mam na ręce tylko jeden rodzaj zadania, który ni jak mi pasuje do tego, co mam. Przydałoby się mniejsza różnorodność w wariantach, a większa w rodzajach.

METKA – MATKA – MARKA – BARKA…

Ludzie łatwo ulegają czarowi słów i obrazów

Paulo Coelho, Alchemik

Daję słowo to interesujący tytuł, który jest przeznaczony raczej dla nieco doświadczonych graczy. Zabawa w tworzenie słów jest ciekawa i ma aspekt edukacyjny. Niestety przez zbyt męczące i długie rozgrywki w gronie 4-6 osób nie trafiła aż tak bardzo do mego serca, jakby mogła, a szkoda. Mimo tej skazy, uważam frajdę płynącą z obcowania z tą planszówką za przyjemną.

Plusy:

  • Paweł Jaroński jako ilustrator karcianki oraz jej elegancki wygląd
  • proste zasady, które pozwalają się bawić słowami
  • duże pole do popisu w kwestii kombinowania
  • szeroki zakres regrywalności

Minusy:

  • niezbyt dobrze skonstruowana skalowalność – dobrze chodzi na 2-3 osób, na większą liczbę graczy jest zbyt duży downtime.
  • zadania mogłyby być bardziej rozbudowane

Dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia za przekazanie egzemplarza do recenzji

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.