Skip to main content

Skarabia – Na wykopaliskach

Archeologia może nie wydawać się ciekawym tematem na stworzenie gry planszowej. Ciężko mi wymienić tytuł z taką tematyką. Faras, Teby, czy Tikal to jedynie pozycje, które przychodzą mi do myśli. Celowo pomijam te, w stylu Indiana Jones jak Awanturnicy, Relic Runners czy Ucieczka: Świątynia Zagłady. Co ciekawego może być w kopaniu ziemi i wymiataniu miotełką piachu? Interesujące podejście, jak w wyżej wymienionych tytułach, może jednak pokazać, że archeologia nie jest nudna. Skarabia, nowa gra Bruna Cathali i Ludovica Maublanca również to udowadnia.

Wykopać wszystkie skarabeusze

Na świecie wykryto złote skarabeusze mitycznej Skarabii, my jako drużyna archeologów przewodniczymi ekspedycji w różnych zakątkach globu. Okładka przedstawia na środku tego skarabeusza oraz w rogach archeologów – widzimy, że uczestniczyć będziemy w wykopaliskach na pustyni, dzikiej dżungli, mroźnej Arktyce oraz w głębinach oceanu. Szata graficzna prezentuje się całkiem przyjemnie, ale ta na okładce jest najbardziej wyeksponowana – na kafelkach znajdują się easter eggi czy sugestie odnośnie miejsca poszukiwań artefaktów. Niemniej jakość wykonania pozostawia wiele do życzenia, aż się dziwię, że Blue Orange na takie coś pozwolił – poszarpane kształty, krzywo wycięte płytki i niepasujące planszetki do ramki na wstępie psują odbiór tej planszówki. Poza tym nie mam większych zastrzeżeń pod względem estetyki – góry wyglądają bardzo ciekawie, natomiast tetrisowe kształty przywodzą na myśl Patchorka, poza tym mamy eleganckie żetony punktów.

Kiedy wszyscy ułożą tak samo modularną planszetkę, można rozpocząć grę, a ta składać będzie się z 12 rund. Na początku każdej ciągniemy kartę, która determinuje, jaki kafelek będziemy dokładać do planszetki. Pierwszy z nich musi przykrywać co najmniej jeden z czterech pól na środku naszego obszaru wykopalisk, następne płytki muszą przylegać do poprzedniej. Jeżeli któraś nie mieści się na planszy, odrzucamy ją. W momencie, kiedy zamkniemy obszar – czyli odgrodzimy teren nie większy niż niż 4 pola – punktujemy go. Liczba skarabeuszy razy wielkość obszaru to zdobyte punkty. Kto zdobędzie ich najwięcej, wygrywa.

Jak tam przebieg prac?

Rozgrywka jest bardzo szybka i dynamiczna – ot, 10-15 minut i koniec. A co za tym idzie? No właśnie to, że można zagrać kolejną partię zaraz po skończeniu poprzedniej. Dwie lub trzy rozgrywki z rzędu to standard dla tej pozycji, więc niech was nie zdziwi, że ktoś zaproponuje rewanż tuż po zakończeniu zabawy. Symultaniczny przebieg tury zdecydowanie przyśpiesza obcowanie z tą planszówką.

W czasie partii słyszałem parę uwag, że może i partia krótka, ale przygotowanie jest długie, więc jednak nie zawsze się chce zagrać dwóch po sobie. Owszem, jeżeli najmłodszy gracz ułożył swoją planszetkę, a my musimy mieć tak samo jak on, to osoby z gorszą wyobraźnią przestrzenną mogą mieć małe problemy. Jest na to rada – ten uczestnik zabawy układa wszystkim. Znacząco przyśpiesza to czas przygotowania kolejnej rozgrywki.

Płytki są dość duże, więc nie optymalnie ułożenie ich spowoduje szybkie zapchanie planszetki i braku sensownego ruchu. Przez to zmuszeni będziemy do odrzucania kafelków, a tym samym pozbawieni zostaniemy możliwości zdobycia większej liczby punktów. Często wygrywają osoby, które wykorzystały wszystkie możliwe opcje. Planowanie i dobre zarządzenie przestrzenią pozwolą na zdobycie sporej liczby punktów, ale w większości przypadków robimy coś w przypływie chwili, bo przecież nie znamy kolejności kart misji. Zatem sprawdzamy, co w danym momencie możemy osiągnąć, aby zyskać coś od razu.

Modularna plansza oraz inna kolejność misji sprzyja regrywalności. Miło, że jest jakieś urozmaicenie tego aspektu. Przez ten fakt z chęcią będziemy siadać częściej do zabawy. Natomiast skalowalność nie jest większym problem, nie ingerujemy w działania przeciwnika, nie ma żadnej interakcji. W związku z tym, nie ma znaczenia czy gramy w solo czy pełnym składzie. Wartym uwagi jest tryb solo, który nieco zmienia reguły gry – zadaniem nie jest odgrodzenie skarabeuszy dających największą liczbę punktów, ale należy przykryć je wszystkie. Trudniejsze niż się wydaje.

Warto zaznaczyć, że ta gra logiczna nie jest banalna. Kiedy wyjaśniono mi zasady mniej niż w minutę, to stwierdziłem: “I co? I już? I tyle?”. Ale okazało się, że jednak zabawa ma dużo więcej głębi niż początkowo się wydaje. Zamknięcie terenu nie jest takie prostackie, to wymaga wytężenia szarych komórek. Daje to mylne wrażenie, że rozgrywka nie jest przeznaczona dla dorosłych: prędzej wygląda jak gra familijna czy dla dzieci. Mylne wrażenie szybko rozwiewa pierwsza rozgrywka. Kombinujemy i dostrzegamy, że w połowie zabawy mamy problemy z dobrym ułożeniem kafli.

No, ale skoro wspomniałem o tym, to warto podkreślić, że ta pozycja jest przeznaczona do szerokiego grona odbiorców. Jasne, może to być gra rodzinna, więc możemy usiąść z dzieciakami. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby w samym gronie dorosłych, Nie ma też oporów, aby rozgrywka toczyła się wśród seniorów.

No to wykopali

Skarabia jest całkiem przyjemną grą. Jest to tytuł autorstwa mojego ulubionego duetu: Cathala i Maublanc, więc wiadomo, że w moich oczach gra ma lepszy odbiór. Niemniej tę lekką pozycję ze znanym schematem (Trochę Patchwork, trochę Kingdomino) polecę każdemu, bo mimo podobieństw do innych tytułów proponuję wypróbować co oferuję Skarabia.

Plusy:

  • proste zasady i przyjemna rozgrywka
  • dobra skalowalność i regrywalność
  • oferuje więcej niż na pierwszy rzut oka widać
  • dobry wariant solo
  • niebanalna rozgrywka
  • przeznaczona do szerszego grona odbiorców
  • syndrom jeszcze jednej partii

Minusy:

  • słabe wykonanie niektórych elementów

Dziękuję wydawnictwu 2Pionkiza przekazanie egzemplarza do recenzji

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.