Skip to main content

Cienie: Amsterdam – Znaleźć dowody w miejskim zgiełku

Fani kryminałów mogli się nacieszyć w zeszłym roku i ich pragnienia zostają nadal zaspokajanie w bieżącym. Również pod względem planszówkowym! Do dyspozycji mamy Sherlocka Holmesa: Detektywa Doradczego, Detektywa: Kryminalną grę planszową, czy Kroniki Zbrodni. Czy mamy jakieś przesycenie i w szumie dużych, ciekawych tytułów znajdzie się nisza dla Cienie: Amsterdam?

Panowie, jest sprawa!

Patrząc na okładkę można mieć wrażenie, że wylądowaliśmy w Zwierzogrodzie. Antropomorficzne zwierzęta na baśniowej i kolorowej okładce robią wrażenie: ktoś jedzie na skuterze, ktoś rozmawia przez komórkę, są nawet i wybuchy! Podoba mi się ujęcie tego miasta: typowe budynki, ale dalej mamy szary most, gdzie jest dwójka ciemnym typków, mroczniej, jakieś graffiti nawet – widać, nie ugłaskali ducha metropolii. Całość podano w kreskówkowej formie, więc może trochę zaskoczyć zawartość. Głównie to są kafle zaszyfrowanych wiadomości, 7 kafli do stworzenia miasta, zasłonki, mapy, pionki. Niewiele elementów, które mogą wyeksponować tę piękną grafikę z okładki, ponieważ wiadomości to heksy, które mają jakiś fragment całości – trochę w Dixitowym stylu.

OK, wspomniałem o Dixicie, rzeczywiście zabawa przypomina nieco połączenie tej gry z Tajniakami. Dzielimy się na dwie drużyny, każdej celem jest wygrać dwie rundy, czyli dwukrotnie znaleźć trzy różne wskazówki i dostarczyć je do klienta. Oficer (kierujący zespołem) pokazuje Detektywom (członkom zespołu) jedną lub dwie karty Zaszyfrowanym Wiadomości (ilustracji) z pośród 10 posiadanych na ręce, w ten sposób wskazując czy mają mają udać się na sąsiednie czy kolejne pole. Detektywi w oparciu o wskazówki dyskutują i wykonują ruch. Oficer dostosowuje się do efektu pola: puste? Nic się nie dzieje! Dowód? Zaznaczamy to na planszy. Policja? Otrzymujemy żeton zatrzymam (jak mamy 3, automatycznie przegrywamy rundę). Klient? Jeżeli mamy 3 dowody, to wygrywamy rundę, w innym przypadku nic się nie dzieję.

Za tamtą taksówką!

Ale to jest proste. Dwie minuty wyjaśniania i już wszystko jest jasne. Sama partia to też jakieś 20-25 minut, wszystko dzieje się w czasie rzeczywistym, więc dynamizm to słowo-klucz tej pozycji. Fakt, że instrukcja opisuje trzy kroki schematu działania, może sugerować, że oczekujemy na przeciwników, aby ruszyć dalej. Nic bardziej mylnego, nie interesuje nas co oni poczynają, ale działamy na własną rękę.

Powoduje to mały chaos, bo ciągle coś się dzieje i nie ma czasu się przyjrzeć ruchom rywali. A nawet jeśli, to nic nie da, bo dowody są unikalne – nawet jeżeli to było wspólne pole, to po odwiedzeniu go, staje się niedostępny. Małe zamieszanie powoduje, że można nieco nie ogarnąć i nie zdążyć przed innymi.

A co do nie ogarniania, to najczęściej nasze pomyłki będą wynikać z błędnej interpretacji karty. Podpowiedź przedstawiona jest w taki sam sposób jak rysunki na polach, tzn. fragmenty wielkomiejskiej dżungli. Tutaj kawałek policyjnego kordonu, tam dalej widać diabelskie koło, a widać też drzwi do publicznej toalety. No taki, typowy obraz metropolii. No i jak teraz mamy jednym fragmentem miasta znaleźć inny odpowiedni? No właśnie nie zawsze możemy zrozumieć, co Oficer miał na myśli. Sugerował się kolorem? Kształtem? Podobieństwem? Ważne, aby Oficer słuchał, co mówią Detektywi, aby mógł się dostosować swoim myśleniem, do ich sposobu interpretacji karty.

Zwykle jeżeli jakaś gra drużynowa ma wariant na 2 lub 3 graczy i zamienia się w kooperację, to na tym traci. Decrypto czy Tajniacy zdecydowanie gorzej wypadają przy tej opcji. O dziwo, Cienie: Amsterdam, działają równie dobrze dla mniejszej liczby uczestników zabawy. Jedna osoba wciela się Oficera i trzeba wygrać grę przed ukończeniem limitu czasowego. W ten sposób zagrałem kilka razy i nie wiem czy chociaż raz wygraliśmy :P. Bardzo , bardzo przypadło mi to do gustu.

Zastanawia mnie jedno. Dlaczego Amsterdam? Przecież rysunki nie przedstawiają nic charakterystycznego dla tego miasta. Miasto posiada heksagonalny kształt, więc nawet nie oddaje topografii prawdziwej holenderskiej stolicy. Takie umowne osadzenie nie bardzo mnie interesuje i cieszy. Zwłaszcza, że mamy do czynienia z jakimiś zwierzętami, a więc nawiązanie do Zwierzogrodu i zainteresowanie tym tytułem za pomocą podpięcia się do animacji Disneya bardziej gwarantowałby sukces tej produkcji. Według mnie te zagranie jest dziwne.

Za to usadowienie tej gry w prostym, komiksowym świecie, gdzie znajdują się antropomorficzne zwierzęta uważam za dobry ruch. Oczywiście będzie się kojarzyć z wspomnianym filmem, więc zainteresuje młodszych lub fanów animacji. Bajkowa, miła dla oka szata graficzna wzmacnia efekt odbioru. Zatem widząc tę na pewno nas zaintryguje dzięki oprawie graficznej.

Macie dowody?

Cienie: Amsterdam to ciekawe połączenie Dixita i Tajniaków. Ten tytuł powinien spodobać się fanom obu planszówek, a także lubiącym gry detektywistyczne. Baśniowa oprawa graficzna oraz przeznaczenie dla szerszego grona odbiorców są silnymi atutami tej pozycji.

Plusy:

  • dobra oprawa graficzna i porządna jakość wykonania
  • dynamiczny przebieg rozgrywki, wołający “zagraj jeszcze raz!”
  • proste zasady, powodujące, że gra jest przeznaczona do szerszego grona odbiorców
  • ciekawy wariant dla dwóch lub trzech osób
  • spora regrywalność i dobra skalowalność

Minusy:

  • niepotrzebne osadzenie w Amsterdamie

Dziękuję wydawnictwu rebel.pl za przekazanie egzemplarza do recenzji

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.