Skip to main content

Robin Hood – Berek i chowany po lesie

Gdzieś, w sercu ciemności,
Przed okiem prawa
Kryje się zbieg
Kryje się zbieg
Bóg jest mym świadkiem,
Że nie umknie mi ślad
Stanę z nim twarzą w twarz
Stanę z nim twarzą w twarz

Utwór Gwiazdy z musicalu Les Misérables

Tę historię zna każdy. Wyjęty spod prawa banita zakłada bandę, aby okradać chciwego szeryfa, a ten chce go dopaść. Wygnaniec wraz swoimi poplecznikami ukrywa się w lesie Sherwood, więc wykonawca prawa zdeprawowanego króla Jana wybiera się tam, by go pochwycić. Niedawno do kin weszła nowa wersja tej historii, niestety nie przyjęła się dobrze, zatem lepiej zapoznać się z planszowym odpowiednikiem – grą Robin Hood od Hobbity.eu.

Do lasu!

Into the woods
And down the dell,
The path is straight,
I know it well.
Into the woods,
And who can tell
What’s waiting on the journey

Utwór Into the Woods z musicalu o tym samym tytule

Pudełko jest niewielkich rozmiarów, a lwią cześć okładki zabiera tytuł. Ilustracja frontowa poza nazwą, prezentuje głównych bohaterów całego wydarzenia: Robin Hooda, Szeryfa, jego zastępcę i wesołego kompana. Choć oprawa przedniej grafiki wydaje się być oszczędna, to jest elegancka. W środku mamy 13 kart postaci oraz 4 karty pomocy. Wydaje się być niewiele, ale sztuką jest wyciągnąć wiele z takiej liczby komponentów. Postacie są przedstawione w bardzo przyjemny sposób, choć niektórych twarz wydaje się niezbyt realistyczna. Pod tym względem mam największy zawód do oberżystki, jest kanciasta i jakby wiele razy jej szczęka się przesunęła ;). Poza tym nie mam żadnych uwag do wykonania, podoba mi się grafika i jakość. Jedna znajoma stwierdziła, że przydałyby się bardziej porządne karty, bo szybko się gną i brudzą – a nawet lepiej jakby to były płytki. Osobiście nie zauważyłem, aby ten element niszczył się w czasie zabawy, może momentami ciężej się obraca, ale większa przestrzeń między kartami rozwiązuje sprawę.

W swojej rundzie możemy wykonać jedną z trzech rzeczy:

  • Użyć zdolności postaci odkrytej
  • Podejrzeć zakrytą kartę
  • Podejrzeć zakrytą kartę i zadeklarować postać

Pierwsza opcja wydaje się być logiczna, ale warto napomnieć, że nie możemy użyć w ten sposób efektu Zdrajcy (jest to jedyna odkryta karta) oraz Kłamcy – wynika to z ich działania. Do drugiej możliwości nie ma żadnej wątpliwości, po prostu podniosę, patrzę co to i odkładam. Rozszerzeniem tej akcji jest deklarowanie zdolności postaci. I tu wchodzi crème de la crème tej pozycji, czyli blef. Dopóki nikt nie chce sprawdzić czy mówimy prawdę, uznajemy, że to postać, którą deklarowaliśmy. Natomiast, gdy ktoś wysnuwa oskarżenie pokazujemy kartę: jeżeli to był bohater, o którym mówiliśmy przeciwnik obraca kartę pomocy i kontynuujemy swoją rundę. W przeciwnym wypadku to my odwracamy i kolejka przechodzi na następną osobę. Jeżeli mamy już kartę pomocy na czarnej stronie, a gra każe nam odwrócić, to odpadamy z danej rundy. A tę możemy wygrać na trzy sposoby: wyeliminować przeciwników, poprawnie użyć zdolności Robina lub poprawnie użyć zdolności Szeryfa. Ktoś wygrał dwukrotnie rundę? Ten jest zwycięzcą całej rozgrywki.

Chodź no tutaj, nie kryj się w krzakach

Robin Hood, Robin Hood, riding through the glen
Robin Hood, Robin Hood, with his band of men
Feared by the bad, loved by the good
Robin Hood, Robin Hood, Robin Hood

Słowa piosenki z czołówki serialu Robin Hood z 1955 roku

Zasady banalne, całość opiera się o zdolności postaci, te natomiast są wypisane na karcie pomocy. Z tego powodu postanowiłem nie męczyć zbytnio opisem zasad. Podoba mi się właśnie ten dynamizm: ot, szybka tura i już następna osoba. W dodatku trzeba bacznie obserwować, co robi przeciwnik – przede wszystkim dlatego, aby mieć poszlaki o “miejscu pobytu” Szeryfa i jego zastępców lub Robina i jego Wesołych kompanów. Poza tym możemy odczytać ewentualnie z mimiki i zachowania czy może nie blefuje.

Ten tytuł to swoiste połączenie memory z elementami blefu, więc na myśl przychodziła mi Maskarada. Znajomy użył porównania do Listu Miłosnego, co z początku nie było dla mnie oczywiste – rzecz jasna, te podobieństwo wynika głównie z ciężkości gry i swoistej liczebności karty. To jest maksymalna zabawa za minimum elementów. Bardzo lubię tytuły oparte o ten schemat, pokazują jak wiele można wyciągnąć niewielkim kosztem. I chcemy odnaleźć odpowiednie karty niekoniecznie korzystając z poprawnych zdolności postaci.

Jak zwykle w tego typu zabawie przychodzi aspekt psychologiczny: kłamie czy nie kłamie? Wiele osób zauważyło, że kiedy blefuję lekko się uśmiecham lewym kącikiem ust. Wykorzystywałem ten fakt i robiłem graczy w balona wykonując wspomniany trik. Też przymulanie i długie myślenie nad nazwą jest oznaką wymyślania odpowiedzi, więc również chcąc zmylić przeciwnika możemy udawać ten stan. Też nic nie stoi na przeszkodzie, aby być uczciwym – taka jest po prostu nasza natura. No z jednym wyjątkiem, Kłamca każe nam użyć jego zdolności: a to jest po prostu podanie nazwy innej postaci i wcielenie w życie tego efektu.

A też takie zagrywki wprowadzają interesujący aspekt. Zwykle pierwszym ruchem jaki robiłem, to podejrzenie karty i stwierdzenie, że to jest Mnich, aby odkryć inną kartę. Właściwie to już staram się tego nie robić, bo większość jest przyzwyczajona do tego zagrania. No, ale używając zdolności właśnie tej postaci odkryłem Mnicha. Idąc dalej, w tym przypadku wzbudziłem w innych ciekawość, jedna osoba postanowiła sprawdzić co tam się kryje: no i co? Kłamca. A ja to wiem i oskarżam przeciwnika o blef. Innym interesującym kuriozum jest Wesoły Kompan. Ta postać pozwala wykonać jeszcze raz swoją turę. Początek gry, zaczyna kolega: O, Wesoły Kompan. Następna karta: O, znów Wesoły Kompan. Pewna doza niepewności, ale teoretycznie jest to możliwe, a poza tym po co kłamać dwa razy pod rząd, aby dobrać podejrzeć kolejną? Kolejna karta i co? Tak, Wesoły Kompan. Mówię: No nie, nie dasz tak łatwo nas nabrać, ich jest dwóch w całej talii, więc to jest głupi blef. Co się okazało? To był Wesoły Kompan. Ta środkowa nie była tą postacią. Świetny ruch, milordzie. Generalnie takich przypadków jest więcej, a po każdej rundzie jest dyskusja jak wykorzystało się meandry mechaniki, by zmylać innych rywali lub zapamiętać, gdzie są dane postaci albo ułatwić sobie zabawę. No i to pokazuje bardzo jasno, że na trzynastu kartach da się zrobić świetną grę z blefem mającą sporo głębi i ukrytych mechanik. To od nas zależy jak wykorzystamy te aspekty i jaki będzie nasz cel w tej rozgrywce. To mała, sprytna karcianka z szerokim wachlarzem możliwości.

Pewno wielu z was się zastanawia: no, ale jak to jest z skalowalnością? Na dwóch, trzech i czterech graczy bawiłem się świetnie. Jedynie co mi się nie spodobało, to więcej uczestników oznacza dłuższą i nieco mniej dynamiczną zabawę. Ale jak wspomniałem, rozgrywka angażuje wszystkich, bo każdy chce zweryfikować swoje informacje, mieć nową wiedzę, zdobyć pewne poszlaki, itp. Czasem wyeliminowany gracz się nudzi i czeka, ale jeżeli zaczyna się odpadanie z rundy, to znaczy, że jest ona blisko końca – przeważnie już ktoś podejrzewa wtedy gdzie znajduje się interesująca ich strona i szuka postaci mogącej ją złapać. Są to drażniące elementy, jestem ich świadom, ale nie psują mi zabawy na tyle, żebym stwierdził, że mechanika nie działa. No to już poruszę ten aspekt, który zawsze jest przy skalowalności, czyli regrywalność. Wspominałem wyżej o nietypowym wykorzystaniu mechaniki, przytaczałem angedoty, mówiłem o interesujących przypadkach i żywej dyskusji o bieżącej rundzie (rundzie, nie partii). Serio, muszę coś jeszcze rozwijać? Pod tym względem pozycja oferuje więcej niż się można spodziewać.

No to już koniec, chłopaki

Pressure pushing down on me
Pressing down on you, no man ask for
Under pressure that burns a building down
Splits a family in two
Puts people on streets

Queens i David Bowie, Under pressure

Robin Hood to niezwykle interesująca pozycja, której warto się przyjrzeć, szczególnie jeżeli jest się fanem memory lub blefu. Niepozorne pudełko skrywa głęboką mechanikę, w której odnajdujemy nieszablonową zabawę połączoną wysoką dawką frajdy. To jest tytuł, który uważam za pogromcę Maskarady i Listu Miłosnego. W niewielkiej liczbie elementów zaklęto maksimum potężnej rozgrywki.

Plusy:

  • kompaktowy wymiar pudełka pozwalający łatwo go przetransportować
  • minimum w zamian za maksimum: minimum zasad w zamian za maksimum ich wykorzystania, minimum elementów w zamian za maksimum frajdy
  • psychologiczny aspekt zabawy
  • możliwość nietypowego wykorzystania mechaniki

Minusy:

  • niektóre postacie wyglądają dziwnie
  • przy maksymalnym składzie osobowym partia nieco się dłuży
  • rzadko, ale zdarza się, że osoba wyeliminowana nudzi się do końca tury.

Dziękuję wydawnictwu Hobbity.eu za przekazanie egzemplarza do recenzji

Wydawnictwo Hobbity.eu
Wydawnictwo Hobbity.eu

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.