Skip to main content

Zew Cthulhu: 7. edycja – Wrażenia z sesji RPG

Kilka razy wspominałem fakt, że grywałem w gry fabularne, ale jakoś nie wkręciłem się w nie. System, od jakiego zacząłem zabawę i z jakim spędziłem większość czasu to Warhammer Fantasy Roleplay 2ed. Swego czasu miałem większość podręczników z tego uniwersum. Na swojej drodze zetknąłem się też z Wampirem, Dungeons & Dragons (również w wersji AD&D) i Zewem Cthulhu (w wersji 6). Oczywiście z racji tematu tekstu poświęcę temu ostatniemu systemowi.

Zacznijmy od tego, że bardzo lubię świat wykreowany przez Lovecrafta. Raczej ekspertem w tej materii nie jestem i nie znam większości opowiadań, ale trochę się czytało, więc kompletnym laikiem też nie jestem. Znajomi, którzy bardziej wchłonęli te uniwersum traktowali mnie planszówkami na bazie prozy Samotnika z Providence: Horror w Arkham, Posiadłość Szaleństwa, Eldritch Horror, czy Znak Starszych Bogów. Lubię przeżyć samotną przygodę w karcianej odmianie Horroru w Arkham, a druga edycja Posiadłości Szaleństwa przed dłuższy czas królowała na stole. Te tytuły wyróżnia wylewający się klimat dający namiastkę tego, co można odnaleźć w lekturze powieści H. P. Lovecrafta. Nie będziemy się oszukiwać, imersja w grach planszowych jest dość ograniczona przez pewną przyjętą formę i “sztywne” ramy rozgrywki. W grach RPG mamy jednak więcej swobody, możliwości i posiadamy mniej ograniczeń. Myślę, że nie będzie przesadą, że możemy wykonać wszystko, na co pozwala wyobraźnia – oczywiście w granicach rozsądku i systemu. Zatem gra fabularna pozwala nam się bardziej wczuć w rolę osoby zaplątanej gdzieś w sieć intrygi z mitami Cthulhu w tle.

Zanim przejdę na dobre do meritum, czyli opisaniu wrażeń z sesji, muszę wspomnieć jak w ogóle doszło do tego spotkania. Mianowicie pewnego dnia Daria Pilarczyk z Black Monk zapytała mnie czy jakkolwiek mam jakiś związek z RPG-ami. Napisałem, że grałem, ale jakoś planszówki utrzymały się jako mój ulubiony rodzaj zabawy. Zaproponowała jednorazową sesję, musiałem jedynie zapewnić miejsce i graczy, a całą resztą zajmą się oni. Takie podejście, to ja szanuję. Podałem pasujące mi terminy, ustaliliśmy szczegóły i już. Nie było mi znane imię i nazwisko Strażnika Tajemnic, podałem jedynie adres i mój numer kontaktowy, więc zdziwiłem się, gdy po otworzeniu drzwi zobaczyłem kobietę :). Wiem, że to zabawa dla każdego, ale z mojego doświadczenia wynikało, że reprezentantki płci pięknej raczej grają, a nie mistrzują, więc dla mnie to była miła odmiana.

Sesja była prowadzona dla osób z różnym doświadczeniem tej formy rozgrywki. Od pierwszych kroków, do kilku lat siedzenia w RPG-ach. Z racji późnej godziny i wymieszania stopnia “wtajemniczenia” w gry fabularne Ania przygotowała gotowe karty postaci, więc nie znam dobrze procesu tworzenia jej. Pamiętam nieco z sesji w poprzedniej edycji jak to przebiegało, a Strażnik Tajemnic wyjaśnił mi różnice i mniej więcej opowiedział jak wykonuje się tę czynność. Zatem grupa składała się z profesora, policjanta, lekarza i prawnika. Dość typowe zawody jak na ten system, również ramy czasowe były standardowe: lata 20. poprzedniego wieku.

Mimo zróżnicowania w doświadczeniu ciężko mi znaleźć lidera w tej przygodzie, każdy starał się coś dostrzec, zauważyć, powiedzieć, zrobić i w jakikolwiek (czasem nawet w głupi :P) zaangażować. Oczywiście mieliśmy zbyt mało czasu, aby rozwinąć jakoś nasze postaci, ale każdy z nas starał jakoś przemycić fragment historii prowadzonego bohatera. A to policjant wspomina o swoim partnerze, a to profesor rzucił jakąś anegdotką z uczelni. Podobało mi się, że przez ten krótki okres i tak poczuło się więź z tymi postaciami i powstały nawet relacje między nimi. Zadanie mieliśmy konkretne, umierający przyjaciel poprosił nas o powstrzymanie potwora, który został uwięziony w jego starej posiadłości. Mimo profesji wymagających stąpania po ziemi oraz używania rozumu, bardzo szybko uwierzyliśmy w tę historyjkę. Rozumiem, że nie było czasu na granie osoby wykazującej się racjonalnym myśleniem, stąd te podejście. Mimo tego, że szybko zabraliśmy się za rozwiązanie tej sprawy, to na dalszym etapie zabawy każdy w jakiś sposób chciał wykazać swoje powątpiewanie w istnienie sił nad przyrodzonych. Szybko zdaliśmy sobie sprawę, że główny wątek fabularny nie jest zbyt długi i możemy zakończyć przygodę w ekspresowym tempie, dlatego badaliśmy poboczne poszlaki, nierzadko opóźniając w ten sposób oś sprawy.

Wiadomo, to był jednostrzał, mający do pokazania, co ta rozgrywka oferuje. Mistrz gry pytał się, czy chcemy mieć przygodę czy turlankę (ponoć jedna grupa narzekała na małą liczbę rzutów, przez co dość często wykonują testy). Zgodnie stwierdziliśmy, że to nie jest system, w którym trzeba ciągle rzucać. Zatem, skoro sesja była prowadzona przede wszystkim narracyjnie, to o ciekawostkach mechanicznych dowiedziałem się po niej. Natomiast czego dowiedziałem się w czasie zabawy, to że większość testów wykonuje się rzutem na k100. Wynik jest niższy niż wartość testowanej cechy? Udało się. Wyższy? No peszek. Oczywiście do tego dochodzi trudność testów i różne specyficzności danej sytuacji, ale nie będę się nad tym skupiał.

Przysłana do nas Strażniczka Tajemnic była profesjonalnie przygotowana, choć przygoda była wzięta ze scenariusza, to była dobrze dobrana dla graczy o różnicowanym poziomie doświadczenia. Dostawaliśmy wskazówki, materiały i listy do ręki mając kontakt z rzeczywistym papierem. Dodatkowo każda napotkana osoba różniła się od siebie, więc nie ma się wrażenie, że spotykaliśmy te same persony. Miały one swój charakter, swoje poglądy i udało się przedstawić fragment z ich życia. Oczywiście więcej wiedzieliśmy o osobach, z którymi mieliśmy większą interakcję. Wspomniałem, że starał się każdy angażować w historię, więc MG nie miał problemów, ale starał się też jakoś sugerować nasze działania, abyśmy lepiej się wczuli w przypisane role.

Okiem graczy

A co o tej formie zabawy, sesji i ogółem świecie Zewu Cthulhu myślą inni Badacze Tajemnic?

Może być.
Gabriela
Sesja była w dużej mierze nastawiona na narrację. Z racji tego, że już sporo czasu spędziłem w systemie Zew Cthulhu 7ed, łatwo było mi się przestawić na nową kartę postaci i niuanse mechaniczne. Sam scenariusz był skierowany bardziej do początkujących graczy, więc brakowało mi w nim nieco mięsa. Uważam jednak, ze sama sesja była udana. Jestem też graczem, który raczej preferuje kampanie, niż jednostrzały, jako że wtedy mogę bardziej zżyć się ze swoją postacią.
Jakub
Mając okazję grać we wcześniejsze edycje CoC system nie zaskoczył mnie drastycznie, jednak tam, gdzie zaskoczyć mnie miał okazję, były to jedynie pozytywne wrażenia. Najnowsza odsłona tego kultowego już świata RPG ma rozwiązania, które jeszcze mocniej wspierają grę z naciskiem na fabułę, do której przyzwyczaiły mnie poprzednie przygody w świecie Cthulhu. Nasza sekretna Mistrz Gry poprowadziła scenariusz w sposób doskonale dostosowany do towarzystwa o mieszanym poziomie wtajemniczenia w RPGi, jakim byliśmy. Mam jednak zastrzeżenia do samego scenariusza, o ile był on klimatyczny i przepełniony elementami rodem z horroru tak, jak tego oczekiwaliśmy, to jednak nie był to dobry scenariusz. Pierwszym jego mankamentem był bardzo krótki wątek główny, długim, źle zawieszone mięso na haku, innymi słowy, wczuwając się poprawnie w nasze postacie nie powinniśmy być w ogóle zainteresowani rozwiązaniem zagadki, jaką przedstawiono nam w pierwszym akcie gry. Jednak zdecydowaliśmy się wbrew logice, jaką postacie pokroju prawników czy profesorów niewątpliwie powinny zastosować, wyruszyć na przygodę naciągając charakter naszych awatarów. Wytrąciło mnie to zupełnie z immersji i kiedy udało mi się ponownie wczuć w postać kroczyliśmy już pomału w stronę zakończenia. Nie zepsuło mi to jednak zabawy, bo bawiłem się świetnie i liczę, że zagram jeszcze nie jedną przygodę, która pozwoli w pełni wykorzystać potencjał świetnego tytułu jakim jest najnowsza odsłona Call of Cthulhu.
Marek

Słowa na koniec

Sesja 7. edycji Zewu Cthulhu wzbudziła stare wspomnienia z czasów mojej młodości. Plugawe rytuały i dziwna tajemnica, którą trzeba zbadać oraz lepiej poznać. Myślę, że system spodoba się osobom, które lubią świat Lovecrafta oraz klimat z korzeni horroru, gdzie straszy nas niepewność oraz czające się w mroku niebezpieczeństwo. Osoby, które stwierdziły, że takie gry jak Eldritch Horror czy Posiadłość Szaleństwa trafiają do nich powinny spróbować w rozgrywkę w Zew Cthulhu.

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.