Skip to main content

Tajne agentki – Dasz radę oprzeć się ich urokowi?

Aż dziw bierze kiedy zobaczy się jak pewne tytuły tworzą franczyzy czy uniwersa. Okazuje się, że Tajne agentki osadzone są w tym samym świecie co inna dwuosobówka – Gejsze. Częścią wspólną są same postacie towarzyszek oraz ulica Hanamikoji, ale tym razem pozycja została umieszczona w ramach historycznych. Dość ciekawy zwrot akcji, w jednej grze zabiegamy o względy tytułowych gejsz, zaś w drugiej mamy konflikt szpiegowski. Jak się sprawdzają Tajne agentki?

Gierki szpiegów

Okładka przedstawia tytułowe agentki-gejsze. Podobnie jak poprzednia gra z serii jest ozdobna bardzo ładną ilustracją frontową nawiązującą do sztuki japońskiej. Tym razem odzież dziewczyn przypomina bardziej mundury niż jakieś tradycyjne stroje Kraju Kwitnącej Wiśni. Poza jedną towarzyszką żywcem wyjętej z Gejsz mamy drobne nawiązania do poprzedniczki: jak chociażby kolorystyka ubrania czy przedmioty, którymi mogliśmy obdarować kobiety. Jest to pewne puszczenie oczka do gracza jednocześnie podkreślające spójność uniwersum. Pamiętam jakie było moje zdziwienie, gdy pierwszy raz zetknąłem się z Agentkami: spodziewałem się, że w pudełku będą karty z pięknymi ilustracjami (to właściwie był spory atut poprzedniej pozycji osadzonej w tym świecie). Zamiast tego jest plansza przypominająca szachownicę, pionki (które trzeba było okleić… jakby nie można było zrobić nadruku) i karty z prostymi rysunkami. Na szczęście jest ślicznie narysowana talia agentek. Warto zaznaczyć, że gdy przejrzyjmy talię przedmiotów, to dostrzeżemy, że te dziewczyny mają je przy sobie.

Na ulicy Hanamikoji odbywa się pojedynek szpiegów z dwóch stronnictw: wspierających cesarza (do którego władza niedawno wróciła) lub chcących upadku tego rządu. Podobnie jak poprzedni tytuł serii, tak i ten jest przeznaczony dla dwóch osób. Warto zaznaczyć, że pionki będą ustawione, tak aby tylko kontrolujący gracz widział wartość na odwrocie. W swojej turze zagrywamy jedną kartę – miejsca albo taktyki. Ruch za pomocą pierwszej z nich odbywa się następująco: przesuwamy pionek o jedno pole do przodu na wybrany kolor. Zaś karta taktyki informuje w jaki sposób odbywa się ruch. Nie możemy zakończyć tury mając dwa pionki jednego koloru na tym samym miejscu, ale jeżeli wejdziemy tam, gdzie jest przeciwnik, to zaczynamy starcie. Ujawniamy wartość obrońcy i porównujemy że swoją: jeżeli nasza jest wyższa lub równa “zbijamy” agentkę rywala, w przeciwnym wypadku cofamy swój ruch. Muszę zaznaczyć, że matematyka w tej grze działa normalnie z jednym wyjątkiem: 0 jest wyższe od 3 (i tylko od tej cyfry). Część agentek posiada prawdziwe dane wywiadowcze (zaznaczone czerwoną kropką). Na koniec rundy dobieramy kartę, możemy wybrać z której talii – taktyk czy miejsc. Wygrywamy na trzy sposoby: zbijemy pionki mające prawdziwe dane, pozwolimy zbić przeciwnikowi 3 pionki z fałszywkami lub przejdziemy na drugą stronę planszy agentką prawdziwymi informacjami. Dodatkowo istnieją dwa warianty – jeden z gejszami (nasze pionki zdobywają jakąś zdolność) lub ekwipunkiem (pozyskujemy kartę jednokrotnego użytku, gdy stracimy kluczową agentkę).

Wróg czai się za każdym rogiem

Choć niby to samo uniwersum, to rozgrywka jest już bardziej taktyczna niż w przypadku Gejsz. Owszem, nadal mamy odrobinę blefu i kombinowania, jednak partia swym przebiegiem nawiązuje raczej do szachów czy innej tradycyjnej gry logicznej. Jeżeli przeciwnik wykona ruch zastanawiamy się czy zrobił to, bo nie miał lepszej karty, chce zbić naszego piona, może liczy na przejście na drugą stronę albo podpuszcza wystawiając fałszywkę? Jeżeli przewidujemy lub obawiamy się, że drogę toruje nam agentka o wyższej wartości, to zamiast wywołać starcie tradycyjną drogą łatwo poddając swój pionek, lepiej ten pojedynek rozpocząć przez kartę taktyki (tunel sprawdza się do tego idealnie). Ten rodzaj kart będzie często ratować nas z sytuacji podbramkowych.

Podoba mi się poziom blefowania w tej pozycji, możemy do tej czynności podejść dość taktycznie czyniąc ją sztuką. W moim przypadku objawia się to zwykle podpuszczaniem przeciwnika do zbijania pionków posiadających fałszywe dane wywiadowcze. Kilka razy partia zakończyła się tekstem: “przecież nie wystawiłeś trzeciej fałszywki!”. Otóż wystawiłem ;). Ale rzecz jasna kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie i rywale nie pozostawali mi dłużni. Jakie było moje zdziwienie, gdy koleżanka wbiła mi się “trójką” na drugi koniec planszy, w czasie gdy moje “zero” dawno zostało poświęcone na zabicie. Choć sporo partii miało zbliżony przebieg, to raczej każda z nich posiadała interesujący element zaskoczenia odróżniający ją od poprzednich. Kiedy dodamy do tego warianty widzimy że aspekt kombinacyjny i strategiczny jest spory. Jeżeli uwzględnimy fakt, że mamy wybór w dociąganiu kart, to warto zastanowić się bardziej nad naszą strategią – przecież nie uzależnimy jej od dobrego dociągu.

Oczywiście jest to ten typ dwuosobówek, który nazywam pojedynkiem umysłów. Nasze ruchy są głównie reakcją na działania przeciwnika, czyli rozrywka jest całą siecią reakcji na ruch rywala. To jest właśnie domena gier dwuosobowych, kiedy zaś dodamy możliwość blefu i zastawiania pułapek na drugiego gracza oraz tematykę związana z szpiegowskimi pojedynkami widzimy, że takie podejście jest logiczne oraz pasujące do rodzaju zabawy. Tworzenie przynęty i zobaczenie czy rywal połknie haczyk jest ciekawym zjawiskiem i najlepszą częścią gry. Towarzyszy tej czynności odgadywanie myśli gracza na przeciwko nas, będziemy próbowali domyśleć się co siedzi mu w głowę licząc nieco na łut szczęścia. Tutaj widać podobieństwo z poprzedniczką, jednak blef był na innej zasadzie: w Gejszach dawaliśmy wybór naszemu oponentowi, a jedna opcja była kiepska zaś druga zła ;). Natomiast w Tajnych Agentkach objawia się on w typowy dla gier logicznych sposób.

A właśnie, skoro to gra wzorowana na tradycyjnych tytułach (osobiście najbardziej mi przypomina Dobre i złe duchy), to jak z tą losowością? Ta przecież w takich pozycjach jest ograniczona do minimum. Według mnie jest to zależne od tego, kto co lubi. Nie mogę powiedzieć, że absolutnie nie ma tutaj elementu losowości, ale osobiście nie czuję jego wpływu. Owszem, może się zdarzyć, że karty na ręce nie podpasują, ale przecież z kiepskimi możliwościami nie będziemy szarżować na przeciwnika, więc mamy czas na spokojne wdrażanie taktyki i ustawienie się w lepszy sposób do czasu, aż nie będziemy mieli satysfakcjonującej ręki. Poza tym nigdy nie zdarzyła się taka sytuacja, że nie mam jak się ruszyć, bowiem zawsze są dwa pola neutralne i bazy, na które możemy wejść stosując dowolną kartę oraz taktyki dające inne możliwości ruchu.

Natomiast co do końcowej kwestii z poprzedniego akapitu… No cóż, jeżeli się wystawiliśmy i ku naszemu zaskoczeniu przeciwnik miał wyższą wartość niż nasza agentka, to przynajmniej cieszymy się, że jesteśmy bliżej wygranej. No bo przecież jako podpuchę nie damy pionka z prawdziwymi danymi, prawda? Natomiast jeżeli to my atakowaliśmy i okazało się, że rywal ma wyższy wynik, wtedy… No cóż, przecież wspomniałem, że w przypadku niepewności warto zastosować karty taktyk, aby zminimalizować niebezpieczeństwo.

Fakt, że partia trwa jakieś 10-15 minut, a tury są dynamiczne – to przecież wymiana ruch za ruch, reakcja za reakcję – to takie rozwiązanie sprzyja chęci rewanżu. Często jak pokazywałem komuś owy tytuł rozgrywałem 2-3 gry z rzędu. Pierwsza była pokazem wariantu podstawowego, w drugiej dokładałem gejsze, zaś w trzeciej ekwipunek (a jak nie było czasu to w drugiej oba rozszerzenia na raz). Dobra pozycja na zakończenie dnia, podczas przerwy między większymi tytułami lub gdy nie ma się ochoty na jakieś kobyły.

Na koniec mały ukłon w stronę marketingu Lucrum Games ;). Otóż oryginalnie gra nazywa się Shadows in Kyoto, czyli po prostu “Cienie w Kioto”, ale Shadows może się też odnosić do szpiegów, więc tłumaczenie w “Szpiedzy w Kioto” byłoby również adekwatne. Natomiast przez nazwanie tej gry Tajne agentki spowodowało, że recenzowana pozycja w wynikach wyszukiwania przeplata się z Barbie: Tajne agentki i Odlotowymi agentkami. Ponoć pancerny wachlarz nawet nawiązuje do tego ostatniego serialu (tak mi kolega powiedział, zdziwiłem się że oglądał, usprawiedliwiał się tym, że miał jakieś 8 lat).

Kto skrywa prawdziwe informacje?

Tajne agentki są bardzo ciekawą grą dwuosobową. Cechuje tę pozycję dynamizm, niewielki czas gry oraz możliwości blefu. Myślę, że każdy lubiący nieco pokombinować znajdzie swój styl gry i coś dla siebie w tym tytule.

Plusy:

  • ładne wykonanie i śliczne ilustracje
  • interesujący aspekt kombinacyjny oraz elementy blefu
  • ciekawe możliwości taktyczne
  • dynamiczna rozgrywka połączona z szybki czasem zabawy
  • natomiast krótka partia zachęca do rewanżu
  • dwa dodatkowe moduły zwiększające możliwości zabawy
  • dobra regrywalność
  • losowość w granicach rozsądku, która przy dobrym podejściu może być naszym atutem


 

Dziękuję wydawnictwu Lucrum Games za przekazanie egzemplarza do recenzji

Wydawnictwo Lucrum Games

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.