Skip to main content

Odlot – No i polecieli!

Nasza Księgarnia usilnie pokazuje, że wygląd ma znaczenie, dlatego zmieniają brzydką szatę graficzną na bardziej przystępną i ładną. Jakby nie patrzeć mają rację, przecież ktoś prędzej zainteresuje się jakimś tytułem, jeżeli będzie dobrze się prezentował. Do redesignu tej pozycji zatrudniono Pawła Jarońskiego, znanego rysownika, który zasłynął w Internecie z zabawnych rebusów. No i powstał Odlot. Czy szata graficzna jest wystarczającą siłą napędową tytułu, aby móc przykryć mechanikę?

Wznieś się ponad chmury

Okładka przedstawia jednego z lotników na tle kosmosu. Zabawna, choć nierealna sytuacja, ponieważ jak powszechnie wiadomo siłą mięśni nie da się przebić pierwszej prędkości kosmicznej, a jak nawet by się dało, to próżnia by nas wessała. No, ale przecież o to tutaj chodzi, o ten absurd, że zbudował ktoś taką maszynę latającą, którą poleciał aż do kosmosu. Styl graficzny jest charakterystyczny dla Pawła Jarońskiego, jeżeli nikt by nie powiedział, że to on jest ilustratorem i tak poznałbym po oprawie. Szkoda, że nie jest bardziej różnorodna, bo kilka postaci na sześciu różnych tłach nie pokazuje w pełni kunsztu tego rysownika, nie mniej te dziwne wehikuły powodują uśmiech na twarzy. W środku niewielkiego pudełka znajdziemy przede wszystkim karty, które są dobre jakości. Poza nimi mamy ładną, niebieską kostkę – generalnie wydaje się typowym przedstawicielem K6, ale chmura na jednej ze ścian zdradza, że jest to element dedykowany pod tę karciankę.

W swojej turze rzucamy kostką. Wypadła chmura? Mamy pecha, tracimy turę i jako rekompensatę dostajemy kartę. Jest cyfra? Z macierzy dziewięciu kart (3×3) odsłaniamy tyle kart, jednak zasada odkrywania mówi, że następna wartość musi być taka sama lub wyższa od poprzedniej. W momencie, gdy wszystko poszło po dobrej myśli i liczba odkrytych elementów jest równa wynikowi na kostce, to zbieramy je do naszej puli. Jeżeli jednak nie udało nam się spełnić tej zasady (odsłonięta została karta o niższej wartości), to zakrywamy wszystkie karty i swoją kolejkę wykonuje następny gracz, który najpewniej będzie korzystał na dostarczonej przez nas wiedzy ;). W czasie odsłaniania może pojawić się jedna z trzech kart specjalnych, których efekt jest następujący: Tęcza – to joker, uznajemy że odkryliśmy kartę zgodnie z zasadą; Stop – Natychmiast kończymy dobieranie (niezależnie od wyniku na kostce) i bierzemy do puli odkryte karty; Balast – następny wynik (i tylko ten) musi być niższy od poprzedniego. Po turze każdej osoby uzupełniamy, o ile trzeba, pole gry. Jeżeli nie można wykonać tej czynności z powodu niewystarczającej liczby kart, to kończymy grę. Zwycięzcą jest osoba z największą liczbą zebranych kart.

Lecimy? Lecimy!

Nie trzeba nikogo przekonywać, że nazwisko ilustratora przyciągnie wiele osób, głównie niesplanszowanych. Podejrzenia, że Paweł Jaroński gra w planszówki padały od dawna, głównie dlatego, że w swoich jaroizmach nawiązywał do paru tytułów – nawet do Tzolk’ina, który jest przeznaczony raczej dla doświadczonych graczy. Niemniej, osoby lubiące twórczość tego grafika niekoniecznie muszą znać się na tej działce, interesują ich zabawne rysunki w charakterystycznym stylu, co Odlot posiada.

Mimo wszystko mam wrażenie, że ilustracje stworzone przez znanego w Internecie rysownika są jedyną rzeczą, która przyciąga do tego tytułu. Owszem, osoby mniej znające gry planszowe niezbyt narzekały na ten tytuł, ale dużo lepiej był odbierany Bukiet (te dwie gry prezentowałem zawsze razem), zmieniając pogląd nowicjuszy na możliwości oferowane przez planszówki. Wybaczcie może zbyt dosłowne porównanie, ale jak ktoś całe życie jadł schabowego z ziemniakami, to te danie polane innym sosem czy z dziwnym dodatkiem (np. z ananasem) nadal będzie takiej osobie smakować. Natomiast próbując innych dań otworzy się na nowe smaki widząc, że obiad nie musi ograniczać się do tego samego.

No, ale mamy, to co mamy i wydawnictwo zostawiło mnie z tym problemem, więc przystępujemy do analizy gry. Przede wszystkim muszę pochwalić autora, że utrata kolejki nie jest opcją, w której nic nie zyskujemy. Jeden punkt to może niewielka pociecha, ale przynajmniej brniemy do przodu. Dlatego całkowicie nie rozumiem braku rekompensaty, jeżeli popełniłem skuchę. OK, o ile to wynika z mojego błędu lub złej pamięci, to jestem w stanie to zrozumieć, jednak kiedy weszły nowe karty albo jestem pierwszym graczem? Nie wiem nic lub niewiele o wartościach, zatem skąd mam wiedzieć, które należy odkryć? A na mojej pomyłce zyskają inni. Wydaje mi się, że tutaj takie małe nagradzanie byłoby dosyć adekwatne.

Warto wspomnieć, że instrukcja wspomina o wariantach. Sobowtóry czynią rozgrywkę szybszą i bardziej dynamiczną – jeżeli w czasie swojej rundy odkryjemy co najmniej 3 takie same postacie, do dobieramy z wierzchu talii dwa dodatkowe punkty. Drugi nazwany “Jestem Ikarem!” pozwala kontynuować turę, po tym jak się odkryło wskazaną liczbę kart. Jest ryzyko, ale i szansa na zdobycie większej liczby punktów. Wrażenia z obu są dosyć pozytywne, w jednym przypadku mamy chęć zdobywania zestawów, natomiast w drugim ryzyko zwiększenia puli punktów. Może to truizm, ale pragnę napomknąć, że pazerność się opłaca jak mamy dobrą pamięć, bo jednak mieć, chociażby 3 punkty to i tak lepiej niż mieć ich 0.

Tak naprawdę trudno mi coś więcej napisać o tym tytule, to kolejna gra pamięciowa – zrecenzowałem ich tyle, że uważam tę mechanikę za najmniej innowacyjną i rozwijaną. Owszem, ćwiczy koncentrację i pamięć, więc z tego względu z taką chęcią jest używana w przypadku planszówek dla młodszych. Nie mniej sam zainteresowałem się tym tytułem tylko dlatego, że ilustracje sporządził bydgoski rysownik, który jest znany głównie z prac umieszczanych w Internecie. OK, fajna promocja, jakiś rodzic lubi tego działa Jarońskiego, więc weźmie kupi tę grę i będzie się bawić z rodziną. Nie mniej jako recenzent powiem, że to produkt raczej wtórny, który niewiele wnosi do świata planszówek.

Zatem tak, gra jest regrywalna, ale w najmniej ulubiony przeze mnie sposób, czyli poprzez losowość. Skalowalna? Jak najbardziej, proste założenia, więc ciężko to zepsuć. Nie mniej doświadczony gracz nie będzie czerpał frajdy z obcowania z tym tytułem. Lubię proste pozycje, gdzie zabawa nie jest skomplikowana, ale jednak gry pamięciowe nie są dla mnie. A mam nadzieję, że jeszcze zobaczymy tego artystę w planszówkach, bo na swojej stronie, gdzie prezentuje bardziej poważne prace (odmienne od tego stylu znanego z Jarońskiego lub Radości, dużo nagości :P) widzimy, że stać go na więcej niż śmieszki.

Dobra maszyna, wysoko poleci

Odlot do gra planszowa dla specyficznej grupy, do której ja nie należę. Jeżeli lubicie Jaroizmy oraz gry pamięciowe, to polecam zapoznać się z tym tytułem. Jednak jeżeli zgadzacie się z moimi odczuciami i niekoniecznie czujecie, że to pozycja dla was, to zostawcie ją w spokoju lub kupcie dla swoich bliskich lub dzieci.

Plusy:

  • oprawa graficzna i elegancka customowa kostka
  • prosta zabawa
  • ciekawe warianty
  • rekompensata za utratę kolejki

Minusy:

  • ma się wrażenie, że do tytułu przyciąga tylko nazwisko ilustratora
  • mechanika prostej gry pamięciowej, która nie jest bardzo rozwinięta
  • spora losowość
  • karanie gracza, który pierwszy zaczyna gra, a nagradzanie osoby, która korzysta na porażce przeciwnika

Dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia za przekazanie egzemplarza do recenzji

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.