Skip to main content

Lutecja – Na bazarku w Imperium

Na straganie w dzień targowy
Takie słyszy się rozmowy
Jan Brzechwa, Na straganie

Lutecja to osada galów, którą ostatecznie odbili Rzymianie i rozbudowali nadając mu rangę miasta, które obecne jest znane jako Paryż. Również jest to nazwa prostej gry karcianej, w której będziemy starali się zdobyć uznanie Imperatora Augusta, aby dostąpić zaszczytu uzyskania tytułu senatora. Droga do tego wywyższenia nie jest prosta, musimy wykazać, że jesteśmy godnym dostojnikiem pozyskując najlepsze surowce w mieście oraz kontrolować najbardziej znaczące miejsca.

Ku chwale imperatora

Marzenie niewolników: targ, gdzie można by sobie kupować panów.
Stanisław Jerzy Lec

W rogu piegata piekarka kusi swoimi bułeczkami (chodzi mi o pieczywo, zbereźnicy!), w centralnym miejscu ilustracji Rzymianin targuje się z dostawcą mieczy, a w tle widać inne stragany z różnymi towarami. Szata graficzna jest urocza, bardzo przyjemna dla oka i interesującym, wręcz komiksowym stylu. W środku mamy kartonową wypraskę, która imituje drewnianą skrzynkę i pozwala nam zorganizować elementy. Przede wszystkim są to karty podzielona na postaci (surowce), miejsca oraz zestaw dla graczy. Poza tym mamy żetony określające przyporządkowanie postaci i budynków oraz monety, Wykonanie jest na przyzwoitym poziomie, więc nie mam większych uwag odnośnie tego aspektu. Rozłożona pozycja wygląda na prostą i taka jest, więc powinna przyciągnąć osoby poznające planszówki. Przyglądając się obrazkom ciężko oprzeć się wrażeniu, że wzorowano się na Asteriksie i Obeliksie, w końcu w obu produkcjach występują Galowie. Warto dodać, że notesik na punkty jest miłym dodatkiem, byłby lepszym z ołówkiem ;).

Mamy przypisane odpowiednie karty (Postacie do liter, a miejsca do cyfr) z kart na ręce wybieramy dwie: będą to akcje, które wykonujemy. Po tym jak każdy dokonał decyzji, możemy dołożyć do każdej czynności łapówkę: wolno podwyższać wynik, ale nie wolno się wycofać lub obniżać kwotę. Odsłaniamy karty, każdy kto wybrał “dochód” otrzymuje 3 monety, które już możemy wykorzystać do zakupów w tej turze. Jeżeli jako jedyni wybraliśmy dany zasób/budynek, opłacamy koszt zakupu oraz dokładamy oferowaną łapówkę (tę kwotę dajemy do banku). Natomiast gdy kilku graczy podjęło tę samo decyzję, to wygrywa osoba, która dała największą łapówkę. Jeżeli jest remis, to można podbić oferowaną kwotę o 2 za odrzucenie karty legionu (możemy odrzucić dowolną liczbę). Gdy mimo tego nie ma zwycięzcy, to odrzuca się licytowaną kartę, łapówki wracają do naszych zasobów, a w ramach odszkodowania dostajemy monetę. Zdobytą kartę dokładamy do koloru. Po tym kładziemy monetę na niewybranych kartach i uzupełniamy rynek. Jeżeli nie można uzupełnić rynku, kończymy grę i liczymy punkty. Dla każdego typu surowca robimy tę samą czynność: właściciel największej liczby zasobów dostaje 10, najmniejszej 0, reszta po 4. Następnie sprawdzamy wpływy rzymskie, fioletowe karty, zachowany legionista daje nam 2 PZ, a 3 monety 1 PZ. Osoba z największą liczbą punktów wygrywa.

Rzymianie, do domu!

Pominąłem tłum, jak targ bydlęcy;
Obmierzł mi świat…
Cyprian Kamil Norwid, Nerwy

Uważam, że są dwa rodzaje planszówek, które ciężko zepsuć: gry pamięciowe i licytacyjne. W tym przypadku widząc ciekawą kartę, zastanawiam się czy komuś ona też nie podejdzie. Kiedy zaś ktoś daje całkiem dużą łapówkę tym bardziej wydaje mi się, że ktoś poluje na to samo, co ja… I teraz znów mamy aspekt psychologiczny, który lubię. Nieraz przepłaciłem za kartę, którą sądziłem, że wszyscy będą chcieć oraz nie doceniłem zapału innego gracza na konkretny cel. Też zdarzały się pomyłki w szacowaniu i nie miałem za co zapłacić za wybraną opcję. Takie małe smaczki nadają charakteru tej grze.

Z początku miałem mieszanie odczucia. Licytacja w ciemno? Naprawdę? Podbijamy coś, ale nie mamy pojęcia czy ktoś się w ogóle tym interesuje. W dodatku jest to połączone z zbieraniem zestawów. Mimo wszystko z czasem przekonałem się do tej opcji. Rozgrywka jest raczej chaotyczna, ale z czasem wszystko staje się jasne. Widząc, co gracze mają na stole możemy lepiej przewidywać i bardziej odpowiednio dobierać karty dążąc do upatrzonego celu. Również przydaje się podwójna rola Legionisty, którą możemy szastać wedle potrzeb. Ktoś chce przejąc bardzo ważną kartę dla naszego planu? Wywalamy i podbijamy stawkę. Posiadany remis nie ma większego znaczenia? No to zostawiamy, zawsze 2 punkty na koniec.

Choć za przewagi w zasobach można zdobyć aż 40 punktów (nie zdarzyło się, aby jedna osoba miała najwięcej każdego rodzaju, więc raczej jest to nieprawdopodobna opcja), to w połączeniu z innymi możliwościami zdobywania punktów mamy kilka ciekawych kombinacji. Bazar daje 6 punktów za posiadanie trzech określonych surowców. Wpływy rzymskie również są ważne, otrzymujemy za konkretny kolor lub zasób punkty. Zatem mamy szukając dobrych połączeń i zależności możemy podwyższyć swój wynik.

Często się dziwię, że gracze nie patrzą na talenty danej karty. Jeżeli jest remis w danym surowcu, wygrywa go osoba mająca większą lub mniejszą (zależnie od tego czy sprawdzamy najwięcej czy najmniej surowców) wartość przy harfie. Zatem jeżeli na targu występują dwie takie same karty surowców, to zawsze wybieram ten z większą wartością talentów, aby mieć pewność, że będę mieć przewagę. Zwykle reszta na tym szczególe się nie skupia, więc kilka punktów więcej jest zawsze dobrą opcją.

Momentami rozgrywka frustruje, szczególnie na większą liczbę graczy, gdzie wbrew pozorom często wybierana jest ta sama opcja przez kilka osób. Brak karty przez 2-3 tury z powodu zainwestowania za małej liczby monet może drażnić, ale na szczęście jest rekompensata, którą można wykorzystać oferując łapówkę nie do przebicia. Zdarzało się parę razy, że osoby mające kiepski start, później mocno się odbijały uzyskując godny wynik lub nawet wygrywając partię.

Znany mechanizm z Puerto Rico uczyni z nieatrakcyjnych kart bardziej zachęcające kiedy zobaczymy na nich parę monet. Oczywiście już na ten wybór będzie więcej chętnych, więc trzeba przygotować odpowiedni zapas gotówki na tę okoliczność, a bonusowe monety na tej opcji pewno nieco zwrócą nam tę inwestycję.

Podoba mi się, że w zależności od liczby graczy ogranicza się liczbę kart oraz wielkość rynku jest inna. Zatem długość gry oraz wrażenia z niej będą podobne. A z powodu dynamizmu zabawy, ta nie jest zbyt długa. Przez inne ułożenie rynku, podejście i szukanie dobrej strategii mamy całkiem przyzwoitą regrywalność.

Wszystkie drogi prowadzą do Lutecji

Kolorowo bywa nie tylko na jarmarku.
Kabaret Adin

Lutecja jest prostą grą licytacyjną, w której zbieramy zestawy dające odpowiednie punkty. Leciutka gierka może być dobrym wprowadzeniem do bardziej zaawansowanych gier optymalizacyjnych. Najpierw Lutecja, potem Puerto Rico i tak po sznurku do Zamków Burgundii. Mimo początkowej niechęci, że to kolejna banalna pozycja posiadająca nutkę chaosu, to po pewnym czasie się przekonałem i z całego serca polecam tę planszówkę.

Plusy:

  • przyjemna szata graficzna nawiązująca do Asteriksa i Obeliksa
  • prosta zasady gry licytacyjnej, dodatkowo zbieramy odpowiednie sety
  • psychologiczna rozgrywka z powodu kupowania w ciemno
  • interesujące kombinacje i zależności między kartami
  • dość niekonwencjonalny system liczenia punktów za przewagi

Minusy:

  • dość chaotyczna z początku i drażniąca, gdy nie możemy uzyskać pożądanej karty

Dziękuję wydawnictwu Lacerta za przekazanie egzemplarza do recenzji

Wydawnictwo Lacerta

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.