Skip to main content

Manhattan – Wieżowce w Nowym Jorku

Kiedyś jednego dnia zagrałem w Manhattan, Nowy Jork 1901 oraz Wsiąść do Pociągu: Nowy Jork. Pierwsze dwa tytuły mają podobną tematykę – budowanie drapaczy chmur na Manhattanie – ale mechanicznie odbywa się to zupełnie inaczej. Pisałem opinię o Nowym Jorku 1901, więc czas wydać werdykt na temat gry od FoxGames.

To jest moje miasto!

Dwójka hipsterów przy bezglutenowej latte na sojowym mleku projektuje nowe wieżowce, świetnie się przy tym bawiąc, zaś za oknem widzimy różnokolorowe budynki przywodzące na myśl bloki z tej gry. Okładka polskiej edycji różni się od zagranicznej, wydanie od FoxGames zdobi ilustracja Moniki Muchy – swoją drogą jest to debiut planszówkowy tej artystki, bardzo ładny styl, liczę że jeszcze go zobaczymy. Głównym elementem jaki znajdziemy w pudełku są kolorowe bloki, z których będziemy budować nasze wieżowce. Dodatkowo karty: postaci i budynków. Przez tę paletę barw planszówka przykuwa naszą uwagę i zachęca do zapoznania się z rozgrywką. Wypraska jest tak skonstruowana, że można w wygodny sposób posegregować komponenty. Czasem po nałożeniu na siebie części drapacza chmur oraz pod wpływem padającego na planszę światła kolory się zlewają i trzeba się upewnić czy to nasz budynek czy przeciwnika, a nieraz i do liczby pięter. Jednak nie jest to szczególnie drażniąca niedogodność, więc jakość Manhattanu (mimo niewielkiej różnorodności w wykonaniu elementów) jest na wysokim poziomie.

Na początku rundy wybieramy rodzaje bloków (posiadające 1, 2, 3 lub 4 piętra) jakie chcemy użyć podczas niej – liczba bloków i rund jest zależna od liczby graczy. Na ręce każdy uczestnik zabawy powinien mieć 4 karty, będziemy po kolei zagrywać kartę, dokładać wybrany klocek na miejsce wskazywane przez nią i dobierać nową z talii. Warto zauważyć, że ważne jest nasze usytuowanie, bowiem ta sama karta w zależności od pozycji gracza wskazywać będzie inne miejsce. Warto pomyśleć, aby każdy usiadł z innej strony albo pamiętać, żeby zagrywać je obracając w konkretnym kierunku. Nasz blok może zostać położony na pustym miejscu, gdzie znajduje się już inny nasz wieżowiec albo na budynku przeciwnika (pod warunkiem, że suma naszych pięter będzie co najmniej równa liczbie pięter rywala) – osoba, która jako ostatnia dołożyła klocek do wieżowca uznawana jest za kontrolującego budynek. Po tym jak wszyscy zużyli swoje klocki, przyznawane są punkty: 3 za kontrolę najwyższego budynku na planszy, 2 za większość posiadanych budynków (rozpatrywane dla każdego miasta) i 1 za każdy budynek. Osoba mająca najwięcej punktów na koniec gry wygrywa.

Wnieś się wyżej!

Dawno nie zaczynałem od marudzenia na dany tytuł, to wrócę do tego zwyczaju ;). Zasady są dość proste, podejrzewam że osoby mające małe doświadczenie w planszówkach szybko załapią o co chodzi i będą mogli usiąść do rozgrywki. Niestety, ale w moim odczuciu niektóre aspekty w instrukcji są zbyt ogólnie i skrótowo opisane. Szczególnie to widać po rozgrywce dwuosobowej, sam się upewniałem czy dobrze rozumiem ten fragment czytając recenzje innych. I wiecie co? Widziałem trzy różne interpretacje, więc zapytałem się o właściwą wydawcy. Mimo tych skoków myślowych, to przykłady ujęte w spisie zasad powinny rozjaśnić niektóre aspekty.

Gra ma prawie ćwierć wieku na karku. Szczerze? Czuć to w czasie rozgrywki. Puerto Rico, inna gra tego samego autora, ma już ponad 15 lat a nadal jest  (moim zdaniem) wyznacznikiem w tworzeniu gier w stylu europejskim. Natomiast w przypadku Manhattanu ma się wrażenie, że jest to gra z poprzedniej epoki. Owszem, jest prosta i trafi do szerszego grona odbiorców, ale tych nieco bardziej doświadczonych może uwierać losowość. Teoretycznie można liczyć karty i pamiętać, że ta sama karta dla nas, jest inną dla przeciwnika, ale i tak nie można przewidzieć czy akurat to miejsce, na którym postawiliśmy budynek może nam zająć inny gracz. I podobnie jest z dostępnością kart na ręce – możemy mieć kiepskie karty, więc z braku lepszych opcji kładziemy dowolny klocek, który jak się może później okazać przejmuje nam przeciwnik.

Ale to jedyne mankamenty w rozgrywce. Ta wredota w rozgrywce jest ciekawym elementem. Otóż chcemy przejmować budynki przeciwników, bo to prosty pomysł na zdobycie większej liczby punktów, jednak trzeba robić to z głową – nie można tylko położyć karty przejmującej wieżowiec. Przecież rywal zaraz może go odbić lub inny gracz może się nim zainteresować. Trzeba tutaj użyć rozwagi, zaplanować rozwój miasta, jeżeli przejmujemy kontrolę nad drapaczem chmur musimy mieć zawsze w zanadrzu dodatkową kartę, aby mieć pewność, że to będzie ciągle nasz budynek lub dać odpowiednio wysoki blok, aby ciężko było go przejąć.

Planowanie to ważny element zabawy, przecież już na początku rundy musimy przewidzieć jak będzie ona przebiegać – a ta decyzja zostaje podjęta na podstawie posiadanych kart i aktualnej sytuacji na planszy. Oczywiście pierwsza runda jest zawsze robiona na “czuja”, bo nie mamy pojęcia co może się stać, co gracze mają na ręce, a plansza jest przecież czysta. Jednak każda następna odbywa się według podobnego schematu. Jeżeli weźmiemy na start wyższe bloki, szybko się okaże, że na koniec łatwo nas przejąć i nie mamy szans na kontrolowanie większości budynków. Z kolei niezbyt rozważny wybór na początku spowoduje, że można będzie łatwo nas zablokować i mimo posiadania wyższych klocków nie będziemy mogli za dużo przejąć. Trzeba zachować złoty środek w tej dziedzinie.

Wdrażanie naszej strategii może się odbywać na kilka sposobów, choć najczęściej to będzie reakcja na działania rywali. W momencie przejęcia naszego budynku mamy już 3 opcje: bić się dalej o niego, postawić nowy gdzieś indziej albo odegrać się tym samym (niekoniecznie na tej osobie). Również obmyślając rundę warto obserwować poczynania innych uczestników zabawy, wszakże ich wybór klocków może mieć wpływ na naszą decyzję. Takie podejście akcja-reakcja powoduje, że przebieg partii jest dynamiczny, raczej nie ma większych przestojów. Ot, mam 4 karty i używam jedną z nich, tę która jest w danej chwili najlepsza.

Mimo losowości (która, według mnie, będzie przeszkadzać jedynie doświadczonym graczom) rozgrywka jest dość ciekawa, a ta przypadkowość dodaje większej regrywalności. Dodatkowo – jak wspomniałem w akapicie wyżej – każda partia może się różnić w zależności od naszego podejścia podczas rozgrywki. Natomiast w przypadku skalowalności mam pewne uwagi. O ile uważam, że zabawa na 3 i 4 graczy jest całkiem dobra (różni się liczbą klocków wybieranych na starcie oraz liczbą rund). Zaś na dwie osoby trochę mnie irytowała – pomijam już wspomniane potraktowanie zasad po macoszemu – najwięcej nerwów sprawia wyższy poziom wredności. Nie ma innej osoby, której możemy przejmować budynki, więc brak możliwości odkucia się jeszcze bardziej frustruje niż w innych wariantach. W dodatku gracz, który szybko stworzył najwyższy budynek ma zdecydowaną przewagę nad przeciwnikiem. No i ten fakt, że może wystąpić sytuacja, w której w każdym mieście będzie tylko jeden wysoki budynek: przejmowanie budynków rywala jest znacznie prostsze i daje nam ogromne korzyści, więc po co tworzyć nowe?

Wyższy nie zawsze znaczy lepszy

Manhattan jest grą, której wiek da się odczuć – pod warunkiem, że już się grało w dużą liczbę innych tytułów. Jako planszówka dla nowicjuszy, rodzin czy dzieci jest ciekawą i godną polecenia pozycją. Może i ma kilka mankamentów, ale nie przysłaniają tego co najważniejsze: dobrej zabawy.

Plusy:

  • proste, ale niezwykle ładne wykonanie
  • przyjemne, proste do wytłumaczenia i zrozumienia zasady
  • pozwala na planowanie i kombinowanie
  • strategia opierająca się na działaniach przeciwnika
  • dynamiczny przebieg partii
  • dobra regrywalność

Minusy:

  • nieco zbyt ogólnikowa instrukcja
  • przekombinowany wariant dwuosobowy

 

Dziękuję wydawnictwu FoxGames za przekazanie egzemplarza do recenzji

Wydawnictwo FoxGames

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.