Skip to main content

Montana – Pionier w pioruńskim tempie

Ponoć w połowie XIX wieku w stanie Montana pojawiły się pierwsze stałe osady. Gra planszowa o tym tytule mniej więcej pokazuje jak mogło przebiegać zasiedlanie dzikich terenów Ameryki. Jeżeli wierzyć planszówce ten proces był: szybki, sprawny i wredny.

O, tu będzie moja osada

Od razu poznałem ten charakterystyczny styl Klemensa Franza, choć przyznam szczerze, że miałem pewne wątpliwości, bowiem już nie mieliśmy do czynienia z swoistym autoplagiatem, ale całkiem elegancką szatą graficzną. Wyglądało bardziej jakby jakiś ilustrator wzorował się na Franzu chcąc pokazać, że rysując tym sposobem można zrobić coś ładnego. Okładka prezentuje mężczyznę, stojącego obok wozu, czuć że przygląda się jeszcze niezasiedlonej okolicy, można sądzić, że w jego głowie jest już obraz jak zagospodarować ten teren. Kawałek dalej widzimy parę osób, a jeszcze na dalszym planie powstaje jakieś miasteczko. Świetnie uchwycony widok, mnie od razu zainteresował tą ilustracją. Jeżeli zobaczymy co jest w środku, to zobaczymy, że styl graficzny jest utrzymany: elegancko się prezentują plansze gracza, mające podobny rysunek co front. Koło robotników jest tym elementem, który zwykle przyciąga największe zainteresowanie – z początku ciężko się obraca, ale potem każdy chce zakręcić i się odpowiednio wyrabia. Masa drewnianych komponentów również powinna zachwycić. Osobiście w moim egzemplarzu zauważalna część meeple była zdeformowana, mając jakieś uszczerbki, ale po zgłoszeniu problemu Wydawnictwo Lacerta szybko rozwiązało problem. Dodatkowo zaciągnąłem języka i okazuje się, że jestem nielicznym przypadkiem uszkodzeń pionków na taką skalę. Warto nadmienić, że zarówno na planszy i planszetce gracza są odpowiednie miejsca na elementy i symbole, które w sposób intuicyjny pokazują możliwości. Większość graczy po samej ikonografii odgadła znaczną część reguł.

Jak można się domyśleć po poprzednim zdaniu, zasady są dość proste i intuicyjne, a o nich będzie przypominać symbolika na planszach. W swoim ruchu wykonujemy jedną z trzech akcji. Pierwsza to pozyskiwanie robotników poprzez pstryknięcie w wskazówkę na kole (ogółem brawo za pomysł, że ten element nie jest nigdzie przytwierdzony, można trzymać w ręku i tam go używać) – strzałka pokaże jakie pionki dostajemy. Dodatkowo w ramach tej akcji możemy do 7 razy użyć zboża, aby przesunąć wskazówkę o jedno pole i dobrać nowych pracowników (jak łatwo policzyć w ramach tej akcji możemy pozyskać do 16 robotników, niestety, ale miejsce jest na 8, więc nadmiaru się pozbywamy). Skoro mamy robotników, to trzeba dać im zajęcie, na co pozwala druga akcja, w której wybieramy miejsce i pionki, aby przynieść zysk. Wysyłając meeple do banku, należy na wybranym polu położyć odpowiednią ich liczbę i wziąć wskazaną liczbę monet. Praca w kopalni węgla, miedzi, polu pszenicy i dyni wygląda tak samo: kładziemy jeden pionek wyróżnionego koloru albo dwa dowolne, płacimy odpowiednią liczbę monet i zbieramy wskazaną liczbę surowców (dodatkowo możemy dołożyć pionka konkretnego koloru lub dwa dowolne alby uzyskać jeden towar więcej). Do miasta wysyłamy pionek gracza zaznaczając przywilej – pierwsza osoba, która to zrobi dostaje dynię, pozostali zaś mogą wybrać przywilej (tam mogą być małe przepychanki, ale nie wchodzę w szczegóły). Ostatnią możliwością jest budowa osad w ramach tej czynności możemy postawić do trzech osad: warunkiem jest położenie żetonu obok innego (nawet przeciwnika, na początku na planszy leży neutralny) i zapłata narysowanych dóbr. Z niektórych pól możemy dostać bydło, menażkę lub możliwość położenia dwóch żetonów w jednym miejscu, ale nie będę męczył tymi informacjami. W każdym razie za nie wykorzystane budowy (robiąc tę akcję trzeba położyć co najmniej jedną osadę) dostajemy monety. Kiedy ktoś położy swoją ostatni żeton osady, to gramy do końca kolejki i wygrywa osoba mająca najwięcej tych żetonów na planszy. Oczywiście w przypadku remisów są jakieś rozwiązania, więc najpewniej zwycięzca się wyłoni po sprawdzeniu jednego z warunków.

Pokaż mi swoje towary

Zwykle jeżeli chodzi o gry w stylu europejskim, to zawsze mówię, że mogę zagrać o ile jest na poziomie złożoności zasad co najwyżej jak Puerto Rico. Montana zdecydowanie spełnia te warunki, bowiem to niezbyt skomplikowana względem reguł planszówka. Wszystko jest dość intuicyjne, o możliwościach przypominają ikonki, każdy element na swoje miejsce. Przez tę prostotę można traktować ten tytuł jak wstęp do cięższych gier z tego gatunku. Właśnie z powodu szybkiej rozrywki wiele osób niezbyt czuło, że tu zaraz kończy się gra. Rozwijali osady, tworzyli silniczek, zdobywali towary i tu nagle ktoś położył ostatni żeton i łup koniec.

Zdecydowanie do gustu przypadł mi dynamizm i walka z czasem. Zrobienie jednej z trzech dostępnych akcji nie jest ani czasochłonne ani wymagające umysłowo. Owszem, czasem trzeba się zastanowić nad możliwościami, ale to możemy wykonać podczas tury przeciwnika. A nawet jak sytuacja się zmieni, bo ktoś wykonał zaplanowaną przez nas akcję, to nie pogarsza to sytuacji – robotnicy raczej są dostępni, jeżeli pole jest zajęte to najwyżej pójdziemy tam, gdzie dostaniemy mniej zasobów (i dopełnimy braki wymianą za bydło), może dłuższe zastanowienie powoduje zajęcie pola osadą. Właśnie z powodu szybkiej rozrywki wiele osób niezbyt czuło, że tu zaraz kończy się gra. Rozwijali osady, tworzyli silniczek, zdobywali towary i tu nagle ktoś położył ostatni żeton i łup koniec.

Zależności również są dla mnie na plus. Prosty schemat typu “muszę mieć robotników, aby mieć towary, a te są potrzebne do stworzenia osady” sprawdza się, nie ma jakiś mocno zaziębiających się mechanik, ale cieszy się moje serce planszoholika widząc tę prostotę działania dobrze skonstruowanego schematu. Jeszcze bardziej zaskakuje mnie, co gracze mogą z nim zrobić. Widząc pewne zagrania, wręcz kombosy niektórych przeciwników o mało nie dostałem zawrotu głowy, bowiem pokazuje to głębię tej – z pozoru – nieskomplikowanej pozycji.

No właśnie. Bo wspomniałem o wyścigu z czasem, ale nie rozwinąłem myśli. Właściwie sednem gry jest stworzenie optymalnego silniczka “pracownicy -> towary -> osady”. Maksymalizacja zysków i minimalizacja wydatków. Poświęcanie dużej liczby robotników, aby uzyskać dobra pozwalające postawić jeden żeton jest mocno niekorzystne, więc należy tak planować swoje ruchy, aby móc wykorzystać te 3 akcje budowy i to najlepiej w taki sposób, aby położyć dodatkowe żetony. Kiedy przeciwnik zaczął budować przed nami może budzić to w nas pewne obawy, ale zwykle nie ma powodów do niepokoju, jeżeli z sukcesem wdrażamy nas plan w życie. Trudności mogą wystąpić pod koniec gry, kiedy okazuje się, że mamy dwie osady, a przeciwnik jedną i teraz musimy kombinować, aby jako pierwsi pozbyć się żetonów jak najmniejszym kosztem – jeżeli zbyt dużo towarów wydamy możemy nie spełnić warunku rozstrzygającego remisy.

Wiele osób na starcie myślało, że skoro pozyskiwanych robotników determinuje wskazanie na kole po pstryknięciu strzałki, to losowość w tej grze jest dość spora. Trzeba przyznać, że umiejętnie korzystanie z możliwości oferowanych przez ten tytuł daje sporą przewagę. Szczególnie na tym polu widać, że gra nie wybacza błędów i szybkie budowanie wszelkim kosztem nie jest w ostateczności opłacalne. Doświadczyłem tego, gdy po postawieniu trzech osad nie miałem już ani towarów, ani robotników. Bydło mogłem poświęcić na zdobycie interesujących mnie dóbr albo pracowników, ale nie miałem tych pionków za dużo – 2 albo 3. Dodatkowo nie miałem zboża, aby mieć dodatkowe przesunięcie na polu robotników. Kiedy już coś sensownego uzyskałem, rozgrywka była prawie na ukończeniu. Warto dlatego mieć dobry plan i zostawić sobie jakiś margines, aby nie być zależnym od losowości.

Tworząc planszę naszego stanu losowo układamy kafle. I jest to pewien sposób na inne doświadczenia w każdej partii, ale reszta się nie zmienia, więc miałem poczucie, że początek zawsze wygląda tak samo. Z tego powodu, mimo że inna plansza powoduje inne podejście do zabawy, mam wrażenie, że każda rozgrywka jest zbyt podobna do poprzedniej. Jeżeli chodzi zaś o skalowalność, to dostępne surowce oraz wielkość planszy zależy od wariantu osobowego i to się sprawdza – dobrze bawiłem się na 2, 3 i 4 osoby. Jedynie trzeba zauważyć, że na dwie osoby raczej za bardzo nie będziemy licytować.

No, to koniec zasiedlania

Montana to szybka i dynamiczna gra w stylu europejskim z ciekawą głębią. Małe potknięcie i za późne wdrażanie sensownego planu planu może przekreślić szansę na wygraną dlatego ten tytuł mnie urzekł. Z jednej strony mamy proste zasady, z drugiej kombinowanie nad wydawaniem towarów i rozmieszczeniem osad nie jest już taką banalną sprawą.

Plusy:

  • ciekawa szata graficzna i dużo ładnych komponentów
  • proste i intuicyjne zasady
  • dynamiczna rozgrywka i niewielki czas gry
  • interesujący wyścig z innymi graczami o zwycięstwo
  • nieźle ujęta głębia i optymalizacja
  • mimo losowej akcji, wcale nie jest gra przypadkowo – praktycznie wszystko zależy od naszych decyzji
  • i wyborów

Minusy:

  • mam poczucie, że co grę robię to samo
  • na dwie osoby wypada nieznacznie słabiej
  • miałem mocno uszkodzone meeple (ale wydawca szybko się tym zajął)

 

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.