Skip to main content

Games Factory – parę słów więcej

Nie chciałem za bardzo wracać do tej sprawy, bowiem nadal nie milkną echa niegodziwego działania tego wydawnictwa i każdy orientuje się w tej sprawie. Dokładanie kolejnej cegiełki do sporu jest tylko powtórzeniem tego, co zostało już powiedziane. Byłem sytuacją wkurzony jak wielu z was, ponieważ sam wsparłem wspomniane dodatki, a gorycz była na tyle duża, że dodatkowo wycofałem moje wsparcie dla trylogii Valerii, która ponoć dociera do pierwszych wspierających. Również w przypływie emocji udostępniłem wpis na facebookowym fanpage’u Tomasza Międzika, a konkretnie jego fanpage’a Kto wygrywa? – nic dziwnego, wówczas post dobrze oddawał moje odczucia odnośnie całej tej sprawy. Nie mniej pod wpływem fragmentów podcastu Rozmowy ZnadPlanszy wpis na Facebooku usunąłem, bowiem może być szkodliwy dla crowdfundingu w Polsce.

Najpierw parę słów o co chodzi w temacie oszustwa z rąk tego wydawnictwa – nazwane pół żartem i pół serio Games Factory Gate. Mocno opóźniało się pojawienie na rynku dodatków do Najeźdźców z Północy, które zostały ufundowane za pomocą platformy Wspieram.to. Games Factory utrzymywało, że gry są już na granicy, ale Urząd Celny robi problemy zatrzymując je u siebie. Wydawnictwo przedstawiło dokumenty, pisma i maile potwierdzające wiarygodność ich słów. Nieco później Shem Phillips – autor wspomnianych gier – ujawnił, że wydawnictwo w ogóle nie zapłaciło za produkcję tych tytułów.

Jestem jednym z gorliwszych obrońców wydawnictwa, często wypowiadałem się przychylnie o Games Factory, brałem ich w obronie i rozumiałem ich decyzje. Dla mnie planszówki to nie towar pierwszej potrzeby, mam w co grać – uważam, że kilka miesięcy opóźnienia to nie problem (zwłaszcza, że w w połowie 2016 roku wspierałem Shadows of Brimstone: Forbidden Fortress, które miało wyjść na początku 2018 – do tej pory gry nie mam :P). I nawet jak ktoś opublikował tę wypowiedź, to sądziłem, że tutaj jest coś nie tak: nie wierzyłem, że Shem udostępnił publicznie informację objętą tajemnicą biznesową, nie wierzyłem że osoby, których znam osobiście, z którymi żartowałem, ogrywałem nowości, podsyłałem pomysły gier do wydania (głównie był to Longhorn, którym byli zainteresowani) mogli zrobić coś tak chamskiego… Niestety, godzinę czy dwie później pojawiło się oświadczenie od samego wydawnictwa przyznając się do kłamstwa oraz zapowiadając, że zwrócą pieniądze wszystkim wspierającym. Podejrzewam, że – tak jak napisał Tomasz Międzik – w tym nie było złej woli i nie mieli złych zamiarów, a wizja bankructwa popchnęła ich do takiego działania. Oszustwo jest jednak oszustwem i dziwne, że ktoś sądził, że to się nie wyda. W tej sprawie polecam artykuł Planszówek we dwoje, którzy rzetelnie podeszli do tematu przedstawiając znane wtedy fakty. Również szanuję podstawę Kostek zostały rzucone – blog jest patronem dodatków i przeprosił osoby, które wsparli grę za jego namową.

To był dla mnie cios i sądziłem, że skoro praktycznie każdy projekt jest opóźniony, to nie ma ratunku dla tego wydawnictwa. Skoro nie ma pieniędzy na opłacenie faktury, to po zwrocie wsparć nie będzie już na nic. Współczułem mocno wydawnictwu, bo wydali masę świetnych tytułów, zdecydowanie mieli nosa do potrzeb graczy i sami byli pasjonatami. Udostępniłem wspomnianego posta od Kto wygrywa?, bo sądziłem, że sprawa jest przesądzona i niedługo wydawnictwo przestanie działać. Zwłaszcza, że zaufanie społeczności graczy już kilka razy zostało przez nich nadszarpnięte, a tym działaniem przybili gwóźdź do swojej trumny. Z pracy w wydawnictwie zrezygnował Marcin Ropka – jeden z bardziej charyzmatycznych osób w branży. Niedługo współpracę kończy Karol Górniak, osoba odpowiedzialna za kontakt z mediami oraz klientem indywidualnym (to on właśnie upubliczniał aktualizacje w kampaniach). Ciężko będzie znaleźć kogoś na ich miejsce. Shem Philips zapowiedział, że Graphill Games nie będzie udzielał licencji Games Factory – zatem na pozostałe części trylogii czy sagę West Kingdom nie ma co liczyć. Nie ma kasy na nowe projekty, a po oddaniu ich wspierającym będzie jeszcze mniej. Nie mówię już o dodrukach gier, których brakuje na rynku – Projekt Gaja, Kingdomino czy Pola Arle to pewno tytuły, które w najbliższym czasie będzie ciężko zdobyć w sklepach (jeżeli już ich nie ma). Namawianie do wycofania wsparcia z aktualnych projektów wydawało mi się sensownym ruchem, a doceniane wkładu wydawnictwa w rynek poprzez kupowanie ich gier uszanowaniem ich działalności.

Tak, doskonale wiem jak działa rynek i wiem, że wydawnictwo zarabia w momencie sprzedaży swoich tytułów do hurtowni czy sklepów. Zatem nie pomaga się Games Factory kupowaniem ich tytułów w sklepie – jak wspomniałem to tylko uhonorowanie działalności. Mam świadomość, że skala problemów jest duża. Nie mniej jak wynika z najnowszego odcinka podcastu Rozmowy ZnadPlanszy jest szansa na kontynuację działalności. Nie będę namawiał Cię do zaufania wydawnictwu, wspierania ich kampanii czy nie wycofywania swojego wsparcia – zrobisz jak uważasz. Nie będę cię namawiał do nabywania polskiej wersji językowej ich gry lub poczekania na wydanie tytułów po polsku – masz wolną wolę. Nie mniej jeżeli naprawdę chcesz wspomóc wydawnictwo, to nie wycofuj swojego wsparcia. Rozumiem twój gniew, rozumiem twoje zażenowanie, rozumiem twoje podejście, sam przecież to odczuwałem – nie chcę oceniać, nie chcę sugerować, nie chcę zachęcać do niczego.

Na koniec moje spostrzeżenie na temat oświadczenia, które sugeruje, że te kłamstwa to decyzja zarządu, a pracownicy o niej nie wiedzieli. W momencie kiedy Marcin napisał, że odchodzi wszyscy życzyli mu powodzenia, dziękowali i cieszyli, że odłączył się od tego machlojstwa. Niestety, inni nie byli na tyle cierpliwi i mili, powodując wyciek szamba na wspomnianego wcześniej Karola, który publikował informacje. Wielu sugerowało, że przecież logistyk, czy księgowy musiał wiedzieć o tym – no to szybkie pytanie: wymień wszystkich pracowników wydawnictwa Games Factory włączając zarząd oraz ich obowiązki. Nie umiesz odpowiedzieć? No to nie wiesz nawet kogo oskarżać o te kłamstwa. Natomiast w sprawie Karola: niedawno w firmie miałem wysłać mail do podmiotu, od którego bierzemy niektóre rozwiązania. Pytania jakie miałem zadać oraz nieścisłości dokumentacji zostały jasno przedstawione. Liczę, że mój pracodawca mnie nie oszukuje, tym bardziej jeżeli byłbym osobą odpowiedzialną za kontakt z klientem nie sądziłbym, że dokumenty zostały sfabrykowane. Skoro ufam pracodawcy, to nie miałbym żadnych podejrzeń, że wiadomość, którą piszę jest kłamstwem.

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.