Skip to main content

El Gaucho – Meksykanin na wypasie

Gaucho według Wikipedii to południowoamerykański pasterz bydła pracujący na pampach, czyli trawiastych równinach. Można powiedzieć, że to taki latynoski kowboj (wiem, że obraz kowboja mamy trochę inny niż zaganiacza krów, ale jednak to była ich główna rola). To druga z gier, którą wybraliście w czerwcu. Jej recenzja miała pojawić się w sierpniu, więc tym razem spełniam obietnicę w ustalonym czasie :).

Co na pampie piszczy?

Z okładki łypie na nas jegomość w poncho, który popisuje umiejętnościami obsługi lassa, zaś nieco dalej, za zagrodą, obserwują tą czynność krowy. Nie powiem, że szata graficzna jest ładna, niestety nie podszedł mi ten styl graficzny. Aż sprawdziłem, czy to nie Klemens Franz (ale aż tak brzydkie rysunki nie są :P), jednak to Dennis Lohausen – ilustrator takich gier jak Terra Mystica, Uczta dla Odyna czy Pola Arle. No może chłopak nie miał weny, a może to ja nie rozumiem podejścia. Jeszcze z większych wad w wykonaniu jest fakt, że ta pozycja niemożebnie śmierdzi – ktoś zażartował, że nawet dla większego klimatu. Mam używkę, a nadal osoby mające nieco lepszy zmysł powonienia odczuwają nieprzyjemny zapach. Osobiście pierwszy raz z nim się zetknąłem kiedy pakowałem grę i musiałem nieco pochylić się nad elementami. Mam podejrzenia, że ta pozycja została wykonana z niskiej jakości materiałów, ktoś pokusił się nawet o stwierdzenie, że kiepski szary papier toaletowy ma taki zapach i pewno z tego produkowano owy tytuł. Niektórych może drażnić wszędobylska krowie placki, które pojawiają się na rysunkach (na każdym żetonie z 6 i 7). Innych zarzutów do wykonania nie mam: figurki to solidny kawał drewna, kostki są ładne i porządne, żetony dość grube (często na step trafiały 3 zamiast 4, bo myślałem, że już uzupełniłem). Podoba mi się historia pokazywana na planszy, szczególnie można zauważyć ją przy akcji kradzieży, gdzie banda rabusiów pakuje krowę do samochodu. Oczywiście najbardziej atrakcyjnym elementem jest zagroda, prosty pomysł opierający się na złożenie 4 tekturowych elementów płotu i mamy doskonałe miejsce na rzucanie kostkami, aby te nie walały się po stole.

Kościany draft z worker placementem – tak w skrócie można opisać mechanikę rządzącą tą grą. W pierwszym momencie skojarzyła mi się z Zamkami Burgundii, ale została podana w lżejszej formie. Gracz rozpoczynający rzuca wszystkimi dostępnymi kostkami i wybiera dwie z nich, wykonuje swoje akcje, a następnie decyzji dokonują następni gracze (czyli im ktoś jest później, tym ma mniejszy wybór). A co właściwie możemy zrobić? Przede wszystkim akcje wykonujemy wykorzystując kostki – każdą z osobna lub sumę. Możemy postawić pionek na krowie będącej na Pampie, jeżeli wynik na kostce/kostkach będzie równy jej dużej liczbie. Analogiczną czynnością jest położenie gaucha w pozycji leżącej – jednak wynik musi być taki sam jak mała liczba. No i nieco odwrotną możliwością jest zmiana pionka z pozycji leżącej na stojącą. Ostatnią akcją jaką możemy wykonać ustawienie gaucha w miejscu specjalnym. Nie wykorzystując kostki będziemy korzystać ze wspomnianych miejsc – po prostu zdejmujemy pionek i robimy przypisany do niego efekt (możemy z kilku budynków, pod warunkiem, że nie został położony w tej turze). Jeżeli któryś rząd pampy zapełni się gauchami, to gracze zbierają do siebie swoje stojące pionki wraz z krowami (zatem logiczne, że ci leżący zostają). Oznacza, że sortujemy je według rasy, ale muszą być one układane rosnąco lub malejąco – jeżeli zdobyliśmy krowę z niepasującym numerem, to musimy sprzedać te stado. To równie prosta czynność, cena za bydło jakie dostaniemy to najwyższy numer na krowie razy liczba kafli danej rasy. Gdy wyczerpie się stos żetonów aktywuje się koniec gry – jeżeli miało to miejsce podczas dokładania płytek na step, to rozgrywamy kolejną rundę normalnie, natomiast jeżeli podczas układania krów na pampie, w następnej kolejce nie rzucamy kostkami tylko możemy aktywować miejsca specjalne. Osoba, która zdobyła najwięcej peso wygrywa.

Załóż sombrero i poncho

Przede wszystkim muszę wspomnieć, że gra wyszła w serii Egmont Geek, w której wspomniane wydawnictwo promuje pozycje dla bardziej doświadczonych graczy. Nie mniej na moje nie ma co mówić o super skomplikowanej grze, spokojnie można ją polecić rodzinom z nieco starszymi dziećmi lub graczom szukającym większego wyzwania niż typowe gatewaye. Nie znaczy to, że tytuł jest zły, po prostu bardziej zaawansowany niż standardowa linia Egmontu, więc słowo “Geek” nie powinno odstraszać.

Bardzo ciekawym motywem są budynki specjalne, które aktywują dość silne efekty. Najczęściej będziemy korzystać z Sortowni, która pozwala na ułożenie zdobytej niepasującej krowy na właściwe miejsce. Interesującym miejscem jest również Nadzorca, jego efektem jest postawienie dwóch swoich pionków lub podmienienie leżącego gaucha przeciwnika na swój. Step z chęcią również wykorzystywałem, gdy nadarzyła się okazja – dzięki niemu dostawia się nowe kafle inaczej niż po zebraniu bydła z pampy. Dodatkowo możemy położyć na nim gaucha, więc jest to naprawdę mocarna akcja. Inne miejsca pozwalają na natychmiastową sprzedaż (z dodatkowymi pięcioma peso), posiadanie trzeciej wirtualnej kostki o dowolnej wartości oraz na kradzież żetonu krowy i dołożenie jej zgodnie z zasadami do stada.

To teraz nieco o tej interakcji, bo skoro występuje tutaj podmiana pionka i kradzież krów, to już jest negatywna interakcja. Na szczęście dostajemy rekompensatę za takie działanie, więc nawet jak tracimy ciągle żeton – bo akurat nasze pasują przeciwnikom – nie jesteśmy aż tak stratni i mamy szansę nadal wygrać. Ważniejsza jest ta nie bezpośrednia, dziejąca się na pampie, bowiem jeżeli już dwóch graczy poszukuje krów konkretnego rodzaju, to mamy rywalizację między nimi. Wtedy do akcji może wkroczyć trzecia osoba albo dochodzić będzie do “aktów przemocy” takich jak kradzież. Oczywiście też ktoś może odpuścić i szukać innej drogi.

Ta gra pozwala na zmianę strategii, choć punkty zdobywa się za sprzedaż. Jeżeli ktoś zbyt często był skubany, to może się pozbyć już nieopłacalnego stada. Samemu możemy kraść, zmienić rasę, którą szukamy, wykorzystywać triki (chociażby mieć zawsze obsadzoną sortownię czy zapełniać puste miejsce żetonami z stepu). Nie jest to może dużo, ale zawsze możemy znaleźć wyjście, jeżeli zostaliśmy zapędzeni w kozi (a może krowi?) róg.

Mechanika kościanego draftu jest prosta i niezbyt rewolucyjna jeżeli chodzi o inne dostępne tytuły. Nie mniej w połączeniu ze zbieraniem setów oraz worker placement mały całkiem strawne danie podane w znanym sosie. Przy tym wszystkim partia zawsze bawi: nie jest ważne, czy kombinujemy jak zdobyć krowy, jakie chcemy kostki, czy szukamy haków na przeciwnika. Warto zauważyć, że jedna z akcji pozwala na położenie gaucha w pozycji leżącej. Do tego potrzebujemy kostki o mniejszych wartościach (zwykle połowa zaokrąglając w dół), ale to też ma ważny aspekt: już sobie zarezerwowaliśmy krowę i nikt nam jej nie ruszy. Chyba, że z akcji specjalnej, gdzie możemy podmieniać pionki, ale jak odpowiednio będziemy planować ruchy, to postawimy dwa pionki z tego samego miejsca, które pozwala na podmiankę.

Pewno twierdzicie, że skoro są kostki to i losowość. Oczywiście nie zawsze mamy możliwości wyboru opcji, która jest najlepsza dla nas, dlatego musimy iść na kompromis. W czasie rozgrywek nie zauważyłem sytuacji, w której ktoś kompletnie nie zrobi ruchu – owszem, zdarzyło się, że gracz musiał zmarnować jedną kość, ale nigdy obie. A to jedynie przeszkoda i nieznacznie opóźnienie planów, a nie poważna blokada oraz wykluczenie z rozgrywki.

Przygotowanie trochę różni się w zależności od liczby osób, aby stos żetonów oraz miejsce dostępne na pampie były dostosowane do liczebności graczy. Na dwie osoby rozgrywka jest bardzo szybka, ze zdziwieniem stwierdziłem, że niedługo będzie koniec gry, a jeszcze nie było żadnej sprzedaży. Później dłuższe “kiszenie” dwóch lub trzech ras było dla nas normą i tak naprawdę monetyzacja stada była już w końcowej fazie gry. Bałem się, że zbyt szybko zobaczę pewne schematy i natychmiast przestanie być dla mnie zaskoczeniem. Owszem, podobieństwo może ich jest, ale czasem nietypowe zagranie przeciwnika albo nieprzewidziany ruch potrafią zadziwić czyniąc tą grę dość regrywalną.

Niezły wypas

El Gaucho to nie aż tak geekowa gra jak sugeruje nazwa serii, nie mniej dobrze się bawiłem przy tym tytule. Całkiem jasne zasady, ciekawe połączenia różnych elementów, intrygujący wygląd (choć mi się nie podoba kompletnie szata graficzna) czy kombinacyjny charakter rozgrywki to silne atuty tej pozycji.

Plusy:

  • solidne wykonanie (rodeo zawsze przyciąga uwagę!)
  • możliwość kombinowania
  • dobrze rozwiązana negatywna interakcja (zawsze jest jakaś rekompensata działania)
  • sprytne działanie budynków specjalnych
  • losowość na odpowiednim poziomie
  • dobra skalowalność i regrywalność

Minusy:

  • specyficzny styl graficzny, który nie każdemu podejdzie
  • śmierdząca tektura

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.