Skip to main content

Zombie Tsunami – Nie cyklon, huragan czy tornado ;)

Jest pewna grupa gier, które mimo niezbyt wyszukanej mechaniki sprawiają frajdę. Można je określić “tak głupie, że aż dobre”, choć ta nazwa wydaje się obraźliwa, to dobrze oddaje ducha tego typu tytułów. Pozycję jakie bym zaliczył do tej kategorii to Get bit!, Eksplodujące kotki oraz właśnie recenzowane Zombie Tsunami.

Biegiem zjadać ludzi

Lucky Duck Games znalazło ciekawą niszę, tworzy planszówki na podstawie gier mobilnych. A akurat Zombie Tsunami jest jedną z moich ulubionych. Tak naprawdę jest to prosty runner, taki protoplasta Mario run, który nie jest wymagający i nie oskubie cię z kasy (serio, mam coś koło 75. poziomu i nie zapłaciłem ani złotówki). Już okładka nawiązuje to pierwowzoru: brnące naprzód różne wersje umarlaków w charakterystycznym, mocno przerysowanym stylu. Właśnie fan wersji mobilnej pierwsze co zobaczy, to taką samą kolorystykę, wygląd znajomych elementów (zombie, cywile, monety, itp) czy inne ciekawe odwołania znane z cyfrowego odpowiednika. Te drewniane kubiki imitujące żywe trupy są komponentem, na który w pierwszej kolejności pada ciekawość współgraczy. Jeszcze w pudełku znajdziemy znaczniki drużyny, cywili i monet, karty naszej trasy, sklepu, wydarzeń oraz zomptaków (tak, zostało to przetłumaczone). No i oczywiście jest też plansza, która jest błyszcząca, przez co ciężko robiło mi się jej zdjęcia – a jakby tego było mało jest lekko wygięta i nie przylega dobrze do stołu. Generalnie nie mam uwag do wykonania, ale kolorowe żetony wyboru drużyny wyglądają jak lekko nadgryzione cukierki – nie wiem czy to celowy zabieg, ale wygląda jak błąd produkcyjny.

Tak naprawdę zabawa polega głównie na tym, że jedna osoba ciągnie kartę, objaśnia co ona robi i się do niej dostosowujemy. Na początku rundy dostajemy 2 zombie, a zabawa składa się z trzech rund. Główną akcją jaką będziemy wykonywać jest najpewniej skok, rzucamy wtedy całą swoją hordą i tracimy te umarlaki, które wypadły twarzą ku górze (zwykle jest jakiś limit maksymalnej utraty). Inną częstą czynnością będzie przepychanie pojazdów: każdy z nich ma określoną “siłę”, czyli co najmniej tyle musimy mieć zombiaków w hordzie. Niezależnie od tego czy spełniamy warunek czy nie, trzeba sformować drużyny, ta zabawa jest poprzedzona najczęściej ugadywaniem się i długimi negocjacjami, potem każdy wybiera jeden z trzech kolorowych znaczników. Grupa ma wymaganą liczbę zombie? Super, nic się nie dzieje! Nie ma? Każdy jej członek traci 2 nieumarłych. Przed każdą rundą każdy dostaje specjalne cele, za ich spełnienie można zdobyć więcej truposzy. Dwa razy w trakcie “biegu” wystąpi sklep, czyli możliwość zakupu ulepszenia: ochrona przed utratą, cywile, bombardowanie gracza, itp. Wygrywa osoba mająca najwięcej zombie w hordzie na koniec gry.

Nie-życie na fali

Zasady mogą wydawać się chaotyczne, ale naprawdę najlepiej się sprawdza system wyjaśnienia działania aktualnej karty niż całościowa prezentacja reguł . W czasie partii zobaczymy, że rzeczywiście rozgrywka jest głupia i losowa, ale przez to mocno zabawna. Nie wspomniałem, że jest wariant z zomptakami, na początku gry każdy dostaje taką kartę i przynosi mu bonusy po ujawnieniu, z wydarzeń i sklepu można zdobyć nowych skrzydlatych przyjaciół. Skorzystałem z tej dodatkowej opcji rozrywki 2 razy i mam wrażenie, że zaciemnia prostą frajdę płynącą z totalnej losowości. Teoretycznie te karty pomagają, ale nie zawsze jest sens ich używać, poza tym niepotrzebnie mącą w banalnej mechanice. Ale to jest moje zdanie, głosy u moich znajomych są podzielone: część preferuje zomptaki, innym jest to obojętne, a kolejni nie lubią ich.

Tak naprawdę pozycja trafia bez problemu do osób znających mobilną wersję. Taki gracz bez problemu widzi nawiązania, rozumie głupkowatą mechanikę i cieszy się widząc podobieństwa między tymi dwoma tytułami. Bieganie do przodu napotykając przeszkody, elementy ze sklepu, bonusy czy cele są znajome, więc lubimy. Nawet część osób stwierdziła, że szkoda, że nie ma czepeczek występujących w cyfrowej edycji. Dla niezaznajomionych z elektronicznym klikaczem Zombie Tsunami może się okazać głupią i losową grą.

Właśnie przez tę prostolinijną mechanikę tytuł jest świetny do rozegrania w pubie, kiedy nie trzeba się skupiać, skoro wszystko jest mocno losowe, nawet zwycięzca. Mając nieco więcej promili alkoholu we krwi, kompletnie nie obchodzi nas co się dzieje i dobrze się bawimy ;). Nie jest to może typowa gra alkoholowa, ale co to za problem, by wymyślić, że wszyscy pijemy jak ktoś straci zombiaka albo jakiś inny wyzwalacz tego zdarzenia?

Jak przystało na typową imprezówkę, im więcej tym lepiej. Niestety, ale na 3 jest słabo: nieciekawe cele, mało opcji tworzenia drużyn, niska interakcja i tak dalej. Od 4 jest lepiej, ale zdecydowanie warto usiąść do tego tytułu na 5-6 osób. Co do regrywalności… no na moje ona jest taka sobie, bo w każdej zabawie używamy wszystkich kart, a jedynie nie znamy kolejności, zatem losowość jest jedynym czynnikiem generowania niepowtarzalności w czasie rozgrywki, dlatego tym bardziej się dziwiłem, że moi znajomi chcieli rozegrać kilka partii z rzędu.

No i oczywiście warto wspomnieć o dynamizmie tury i szybkości rozgrywki. Te 3 rundy to jakieś 20-30 minuty gry, które lecą szybko, bo to tylko wyłożenie karty, wyjaśnienie jej działania i dalszy bieg zombiakami. Nic nie trzeba myśleć, nic nie trzeba się zastanawiać, nic nie kombinować, a jedynie dłuższe przystanki to sklep i ewentualne dyskusje o składzie drużyn. A no tak, bo tylko mówiłem, że w pewnym momencie formujemy jakieś grupy i zwykle z powodu osiągnięcia jakiegoś celu. Ale tutaj poza elementem negocjacyjnym wchodzi blef. To, że ja się umówiłem z ludźmi na żółty kolor, to wcale nie znaczy, że dam ten znacznik. Mogę być ninja i wiem, że z ustaleń nikt nie wybrał niebieskiego, więc biorę spełniając cel. Albo podejrzewam, że ktoś ma tsunami i zmieniam potajemnie decyzję, aby nie udało mu się wziąć nagrody. Lub po prostu nie chcę, aby ktoś (aktualny lider wyścigu, chociażby) przepchnął pojazd, wtedy jawnie powiem jakąś barwę, ale zainteresowanym pokażę w sekrecie inny znacznik i niech ten gracz traci umarlaków.

Głupia, losowa gra

Nie będę ukrywał, jestem świadomy, że z logicznego punktu widzenia Zombie Tsunami to bardzo słaby tytuł, ale przemawia do mnie swoją prostotą i śmiesznością, która wynika głównie z tego, że jestem fanem pierwowzoru. Wspomniałem, że takim osobom ta pozycja się spodoba. W innym przypadku całkowicie rozumiem nienawiść lub niechęć do tej pozycji.

Plusy:

  • ładna szata graficzna nawiązująca do elektronicznej wersji oraz dobre wykonanie elementów
  • idealny tytuł do pubu
  • ogółem jest zabawny, ale głównie trafia do znających mobilny odpowiednik
  • dodatek od razu w grze
  • ciekawy element negocjacji i blefu
  • prosta i dynamiczna

Minusy:

  • zwykle nie mamy wpływu na wynik, bo gra jest mega losowa
  • typowy problem ze skalowalnością dla imprezówek
  • nieco odstająca plansza oraz “nadgryzione” znaczniki wyboru drużyny

Dziękuję wydawnictwu Lucky Duck Games za przekazanie egzemplarza do recenzji

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.