Skip to main content

Zombie (Komiks paragrafowy) – Żywy czy martwy? Oto jest pytanie!

Tematyka zombie jest już tak często używana, że raczej nic nowego w tym temacie nie da się wymyśleć. Te same motywy, te same oklepane schematy, takie samo podejście. Dlatego niezbyt entuzjastycznie podchodziłem do zabawy z komiksem paragrafowym traktującym o żywych trupach. Mimo mocno wyeksploatowanego gatunku, to Zombie udało się czymś mnie zaskoczyć.

Czas zreć

Okładka przedstawia jakąś dziewczynę otoczoną przez hordę umarlaków, więc już mamy nawiązanie do klasyki gatunku. Mroczna i ciemna ilustracja frontowa już odpowiednio nas nastraja oraz wprowadza powoli w ten brutalny świat. Model zabawy jest podobny do pozostałych komiksów: po podjęciu decyzji przechodzimy do wybranego kadru tworząc historię naszego bohatera.

O i tu dwie niespodzianki na samym początku. Wydaje się, że przysłowie “nie sądź książki po okładce” było bardzo trafne, bo z niej wywnioskowałem, że zombie już dawno opanowały świat, a jako zaprezentowana dziewczyna będziemy samotnie go przemierzać. No i właśnie nie, z krótkiego wprowadzenia wynika, że byliśmy świadkami dość niejasnych początków tej apokalipsy (po prostu dwóch pasażerów w metrze się pokłóciło i jeden z nich zaczął jeść drugiego). A drugie zaskoczenie wynika z wyboru czy gramy Judy czy Benem. I to nie jest taki wybór jak Jill lub Chris z Resident Evil, bowiem Ben podczas ratowania Judy został zaatakowany przez żywego trupa. Tak, możemy grać zombie!

Wydostać się z miasta!

Zadanie dla każdej ze stron jest jasne: uciec z centrum. Dla Judy oznacza to ratunek, dla Bena szerzenie choroby. Każdy komiks ma jakąś nowinkę mechaniczną i mimo podobnego sposobu zabawy czymś się wyróżniają. W tym tytule jest to podział na dwie role. Jako umarlak mamy inne decyzje niż żywy, nawet jeżeli kadr jest dostępny dla obu postaci. Czerwony kolor? No to tam wejdzie tylko zombie. Zielony? Strefa dla żywego! Spotkanie postacie będziemy chcieli zjeść lub uratować zależnie od tego kim gramy. Naprawdę spodobało mi się te rozwiązanie! I też widać, że zmieniają barwy w kadrach, jak zmierzają one ku czerwieni, to wiemy, że dla ludzi tam może być kiepsko.

A skoro wspomniałem o pewnym dualizmie, to warto opowiedzieć jak się grało każdą postacią. Najpierw nakreślę elementy wspólne, czyli walkę. Nie mając żadnej broni zadajemy jedno obrażenie, w innym przypadku określa tę wartość dany przedmiot. Mamy dwa miejsca na broń. Przeciwnik ma żywotność i wyliczamy ile ataków musimy wykonać, aby ta wynosiła zero, między każdym naszym ciosem oponent odpowiada (jak w walce turowej), więc również stracimy nieco zdrowia.

Kobiety przodem, więc zacznę od Judy. Ma ona punkty skradania, pozwalające ominąc niektóre walki, jeżeli liczba PS jest wyższa niż czujność potencjalnego rywala, to możemy zdecydować, że go nie atakujemy. Ta statystyka też określa ile możemy mieć towarzyszy, spotkani ocaleni mogą przyłączyć się do naszej grupy, a ci mają pewną osobowość i zdolności, które czasem utrudniają rozgrywkę, a w najgorszym przypadku dochodzi do starć i spięć. Też interesujące jest, że przedmioty lecznicze, pożywienie i tego typu ekwipunek jest poukrywany gdzieś w kadrze i trzeba się wysilić szukając coś, co może nam się przydać. Odpowiednie dobranie członków naszej ekipy jest ważne, ale z drugiej strony jak zostawimy kogoś – na przykład dziecko – to będą nasz gryzły wyrzuty sumienia. Przemierzanie ulic, choć z początku wydawały mi się zbyt opustoszałe było ciekawym zjawiskiem, ze względu na róznorodność obu postaci. Judy nie była moim pierwszym wyborem, poznałem mapę będąc zombie. Miałem rozrysowany plan i było mi łatwiej, ale zaskoczeniem było, że teoretycznie te same kadry różnią dla niej. I oczywiście ma kilka okienek, do których ma tylko ona dostęp. Ale nie zmienia faktu, że wystarczyło mi jedne przejście przygody jako Judy, aby mieć zadowalający wynik.

A teraz nieco o Benie, biedak został zaatakowany przez nieumarłego dołączając do hordy. Napotkanych ocalałych ten zombiak może zaatakować zmieniając ich w pokarm, a na darmową wyżerkę możemy liczyć znajdując trupy ludzi, którzy ulegli nieszczęśliwemu. Pożywienie trafia do żołądka, które później możemy strawić. Serce przywraca nam punkty żywotności, mózg zwiększa inteligencję, a mięśnie podnoszą zadawane obrażenia. Jako truposz nie mamy dostępu do każdej broni, poziom naszej inteligencji określa czy umiemy z niej korzystać. Rozrywka Benem z początku zapowiadała się na interesującą. Nie ma przecież zbyt wielu gier, które ukazują wydarzenia z perspektywy zombie, więc ten zabieg zapowiadał się na ciekawe rozwiązanie. Szybko okazało się, że powolny i mozolny marsz w centrum miasta, w którym wybuchła panika nie jest tak ekscytujący. Przemierzanie pustych kadrów, szukanie alternatywnych dróg i ocalałych do pokonania jest męczące. Nawet w pewnym momencie szukałem błędów, które popełniam, bo miałem wrażenie, że bohater zbyt szybko awansuje. Okazuje się, że gdybym w czasie mojej wędrówki natknął się na mapę, to bym nie musiał mierzyć się z wojskiem. Drugie podejście to proste brnięcie w jedną stronę i ucieczka przez park, bez szału z punktami i paroma punktami życia, ale jak widać się da. W trzeciej rozgrywce postanowiłem okrążyć miasto, aby zdobyć jak najwięcej punktów i uciec przez park. Trochę się zakręciłem i musiałem później rozrysować mapę, bo często wracałem do tych samych miejsc, ale to był najlepszy sposób i nie wróciłem już do tej postaci. Podobało mi się, że im więcej punktów inteligencji (które pozwalają również omijać przeciwnika), tym więcej przebłysków z poprzedniego życia.

Nie muszę oczywiście mówić, że ze względu na tematykę, walące się po ulicy flaki, motyw kalibalizmu, klimat gore i mroczną szatę graficzną jest to komiks skierowany dla dorosłych? Właśnie ta atmosfera filmów George’a Romero bardzo się spodobała, ale w pewnym momencie nawet mnie napawała obrzydzeniem, więc bardziej wrażliwych na widok rozlanych flaków i rozczłonkowanych ciał ostrzegam :).

Człowiek człowiekowi wilkiem, a zombie zombie zombie

Zombie to komiks, który nie był specjalnie ciekawy według mnie. Miał kilka zaskakujących rozwiazań, ale 5 podejść do przejścia historii jak na ten rodzaj zabawy to dość mało. Polecałbym szczególnie fanom gatunku, dla mnie przemierzanie pustych ulic przeplatane nieliczną akcją w budynkach nie było ekscytujące.

Plusy:

  • mroczna oprawa graficzna, pełna flaków i klimatu gore
  • interesujące prowadzenie dwóch różych postaci: zombie lub człowieka
  • mechaniki różniące tych bohaterów (tak naprawdę to są dwie historie w jednej ksiażce!)
  • prosty system walki
  • przygoda nastawiona na eksplorację miejsca

Minusy:

  • niska regrywalnosć
  • w pewnym momencie przemierzanie centrum miasta jest nudne

Dziękuję wydawnictwu FoxGames za przekazanie egzemplarza do recenzji

Wydawnictwo FoxGames

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.