Skip to main content

Azul – Płytka na ścianę

Myśleliśmy, że rewolucja jest dla każdego, okazuje się, że jest, ale wyłącznie dla nielicznych.
Film Udju Azul di Yonta

Ktoś mądry (może to byłem nawet ja sam :D) stwierdził “wszystkie gry kafelkowe są fajne”. Z każdym kolejnym tytułem coraz bardziej o tym przekonywałem się . Choć te zdanie odnosiło się do pozycji tile placing typu Carcassone, to określenie Azula grą kafelkową nie jest wielką pomyłką i tendencja “fajności” tytułu przy tym osiągnęła wyżyny.

Ściana, nie podłoga

Portugalczycy radzą sobie z relacjami interpersonalnymi na swój sposób. Na przykład w Skandynawii ludzie są znacznie bardziej opanowani i zdystansowani względem siebie. My mamy trochę inny temperament. Musimy się jednak dogadywać, bo znalezienie odpowiedniego muzyka na czyjeś miejsce w kraju takim, jak Portugalia, to cholernie trudne zadanie.
Fernando Miguel Santos Ribeiro

Już od początku Azul zapowiada się jako gra abstrakcyjna, bowiem okładka jest kolorowa i prezentuje przykładowy azulejos. Nie ma jakiś wymyślnych ilustracji jak artyści układają całe ściany mozaik, ale właśnie prezentuje to, co jest siłą napędową tej planszówki – świetny wygląd. Ciężko odmówić, że jest ona ładna, nie zawiera jakieś dziwnej i ogromnej palety barw, ale ich połączenie i eksponowanie zachwyca, przez co niejednokrotnie słyszałem opinie, że to kolorowa gra. Bardzo ładnie wykonana wypraska pomieści wszystkie komponenty – co prawda powietrze też, ale myślę, że będą kolejne dodatki (już dostępny jest Joker) – a te są wykonane równie pięknie i porządnie. Warsztaty to grube, ślicznie ilustrowane okrągłe, tekturowe płytki (jeden ze znajomych sprawdzał czy przypadkiem nie położyłem dwa na sobie, a skoro jedynym zadaniem tych kółek jest leżenie na stole, to nie musieli się starać wykonując ten element). Zamieszczony materiałowy woreczek w teorii niczym się nie wyróżnia, ale nie dość, że jest bardzo dobrze wykonany, to na nim przedstawiono tradycyjne niebiesko-białe azulejos. No i wreszcie te płytki, które są najbardziej urokliwą częścią gry! Ach, jak one są zrobione, przepiękne wzory, dobra jakość i przyjemny wygląd, ich liczba jest imponująca, to 101 (100 będziemy układać na ścianie, a ten 1 to znacznik pierwszego gracza). Jeżeli ktoś kupuje głównie oczami, to pewno już dawno ma Azula!

Teoretycznie ta gra ma jakąś fabułę, ale na wszystkie partie tylko raz zostałem zapytany jaka ona jest (wtedy też pierwszy raz przeczytałem akapit o tym xD), więc pozwolę sobie ją pominąć. Rozgrywka składa się z trzech faz. W pierwszej – ofert dostawców – będziemy brali kafle jednego koloru z wybranego warsztatu (resztę dajemy na środek) lub ze środka. Wybrane w ten sposób żetony wstawiamy do jednej linii – dopóki nie zostanie uzupełniona, to kafle tego koloru będą trafiać tutaj. Jeżeli czegoś nie możemy lub nie chcemy dołożyć, spada na podłogę przynosząc ujemne punkty w następnym kroku. Dobieranie trwa tak długo, aż nie opróżnimy warsztatów i środka stołu. W następnym kroku z każdej pełnej linii będziemy przenosić jedną płytkę na ścianę i zliczać za nią punkty. Nie sąsiaduje z niczym? Dostajemy jeden punkt. W innym przypadku tworzymy grupy pionowe i poziome, za każdy kafel w tej grupie dostajemy punkty. Niedokończone linie zostają na później, a te z których przenosiliśmy są opróżnianie (odkładamy do pudełka). Ostatnim etapem rundy to położenie nowych płytek z woreczka na warsztaty – gdy ten będzie pusty wrzucamy kafle z pudełka do worka. Gra kończy się w rundzie gdy ktoś uzupełni jedną poziomą linię na ścianie. Do wyniku zdobytego w czasie gry dodajemy bonusowe punkty (za linie pionowe i poziomie oraz posiadanie 5 płytek jednego koloru), kto ma najwięcej punktów wygrywa.

Układajmy mozaikę!

Bóg pisze prosto po liniach krzywych.
Przysłowie portugalskie

Azul ma dwa tryby zabawy: podstawowy i zaawansowany. W pierwszym układamy płytki na kolorowej stronie już wcześniej przygotowanej kolejności. Jest to dobra opcja na zapoznanie się z zasadami, ale grając po raz n-ty w ten wariant niezbyt czujemy jakiegoś urozmaicenia. Zupełne inne odczucie i poziom zabawy dostarcza szara strona, w której to my ustalamy jak chcemy ułożyć kafelki (oczywiście mamy obostrzenia: nie może ten sam kolor pojawić się w pionie i poziomie). Ta dowolność i swoboda przypadła mi szczególnie do gustu gównie ze względu możliwości jakie dostarcza. Bowiem niepodążanie za wyznaczonym w podstawowym trybie schematem przynosi pewne konsekwencje, szybko się okaże, że kosztem zdobytych punktów zablokowaliśmy sobie możliwość uzupełnienia linii. Z zaskoczeniem stwierdziłem ten prosty fakt podczas pierwszej partii w tym trybie, kiedy chciałem dołożyć brakujący kafel, ale już w pionie taki miałem.

Szara strona ma jeszcze jeden ciekawy atut. Jest banalnie prosta, odkąd ją poznałem wprowadzałem nowych graczy mówiąc, że będziemy grać w wariant zaawansowany, bo jest ciekawszy. I nikt nie czuł się przytłoczony. Wynika to z niesamowicie prostej konstrukcji mechaniki. Kiedy przeczytałem instrukcję stwierdziłem: “I co? Już? To wszystko?”. Owszem, gry które Michael Kiesling wymyślił nie są trudne (przynajmniej w te, które grałem), ale zawsze niektóre zasady nie łapałem w mig i jakieś 2-3 partie grałem źle. A tutaj? Wszystko łatwe, proste i przyjemne, a w dodatku zrozumiałe. Nowicjusz ma szanse z zaawansowanym graczem, bo to gra logiczna – jeżeli mamy dobrą wyobraźnię przestrzenną i lubimy kombinować to powinno nam się spodobać. Tytuł dla każdego? Jak najbardziej! Myślę, że młodsi sobie również poradzą, co najwyżej będzie trzeba im coś podpowiedzieć czy pomóc, ale nie powinno być większych problemów. Starsi (czytaj: seniorzy)? Nie będzie też jakimś wyzwaniem.

A co do kombinowania, to tutaj mamy spory wachlarz. W pierwszej partii tego nie zauważyłem, ale późniejszych obserwowałem poczynania przeciwnika, więc nie brałem tylko te kafle, które są dla mnie dobre, ale również uwzględniłem jak wkopać rywala. No bo przecież większa radość jest jak weźmie się takie płytki, które dają nam punkty, a przeciwnikowi spadną na podłogę, prawda? Oczywiście też jest ważne jak układamy, bo będziemy dostawiać tak klocki, aby dawały nam najlepszy wynik. Dlatego będziemy chcieli je ściskać i mieć blisko siebie, a nie rozproszone jakoś po kątach.

Tyle razy podchodziłem do rozgrywki i nie mam żadnych wątpliwości, że jest regrywalna. Może mamy podobne ruchy, widzimy podobne schematy, ale zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chciał się z niego wyłamać i zaskoczy innych graczy. Zawsze siadałem odkrywając coś ciekawego. Natomiast co do kwestii skalowalności, to kwestia gustu. Inaczej gra się dla każdego wariantu osobowego, jeżeli chcemy mieć większą kontrolę i możliwości podpuszczania przeciwnika, to partia we dwójkę będzie w naszym odczuciu lepsza. Natomiast jeżeli chcemy po prostu czerpać radość z grania, licząc że mamy więcej zmiennych, to już inne opcje wchodzą w grę. Trzeba przyznać, że w maksymalnym składzie często zdarza się sytuacja, że bierzemy ochłapy od przeciwników, które musimy umieścić na podłodze – ten mankament ma miejsce się zauważalnie często, ale nie skreślam przez to tego tytułu, bowiem bawiłem się dobrze w każdym wariancie osobowym.

Losowość jakaś w tej grze jest – to po prostu dokładane kafelki na warsztat – ale nie przeszkadza w rozgrywce. Owszem, potrafi przyblokować na turę czy dwie kiedy nie pojawi się kolor, na który polujemy w odpowiedniej liczbie, ale nie paraliżuje naszego planu lub niszczy całego odczucia z obcowania z tym tytułem. Dla mnie ta przypadkowość jest wystarczająca, ot taka szczypta, aby za łatwo nie było, ale też nie męczy.

Prawie przy każdej recenzji typu gier, które reprezentuje Azul, to powtarzam, więc nie zaszkodzi jeszcze jedno powtórzenie ;). Abstrakty nie trafiają do mnie, nie lubię Roju, nie przepadam za GIPF i pochodnymi, nie urzeka mnie Abalone. Jednak odpowiednio upakowane i przedstawione mogą liczyć na jakąś szansę u mnie. I obecnie ta pozycja jest pierwsza w kategorii gier abstrakcyjnych na BoardGameGeek. Wcale mnie nie dziwi, a widząc pierwszą dziesiątkę mam podobne odczucia, że zasługują na bycie w tym zestawieniu. No, ale ten tytuł podbił serca milionów graczy, w tym moje.

Okiem graczy

Zawsze możecie powiedzieć, że przesadzam, że gra przereklamowana, że wcale nie jest tak dobrze. No to czas na opinie współgraczy :)

Moim zdaniem bardzo przyjemna gra, zarówno dla początkujących graczy, jak i prawdziwych wymiataczy. Czytelne i proste zasady, pięknie wykonane elementy i odpowiednia doza losowości można zaliczyć do dużych plusów tego tytułu. Z przyjemnością zagram jeszcze raz.
Kornelia
Z zewnątrz przyciągający spojrzenia kolorami i zachwycający łatwymi zasadami, Azul to gra praktycznie dla każdego. Nie jest skomplikowana – trategia zbierania płytek w pierwszej fazie i rozkładanie ich na kolejnych polach w drugiej nie wydaje się wielką sztuką, jednak to właśnie to układanie mozaik powoduje, że rozgrywka wciągnęła mnie tak bardzo. Planowanie tego, w jaki sposób dobierzemy kafelki, a potem stworzymy z nich rzędy potrafi wywołać spore emocje w walce o kolejne punkty. Jednak jeżeli nie jesteśmy typem gracza, dla którego liczy się miejsce na podium – znajdziemy przyjemność w rozwijaniu naszej kreatywności i planowaniu, w jaki sposób ułożyć naszą mozaikę tak, aby stworzyła zachwycający obraz. Na pewno z chęcią zagram jeszcze niejeden raz!
Zuza
– ładne
– grywalne jak sam Szatan
– wciąga
– solidne 8/10
Artur

Kafle, kafelki, kaflunie

Niegdyś rozmyślałem nad tym, jak można znać Portugalię, którą stworzył jej pierwszy król, skoro nie ma żadnej dobrej biografii ani tezy doktorskiej, żadnego filmu lub sztuki teatralnej, żadnego serialu telewizyjnego o tym wybitnym władcy?
Diogo Pinto Freitas do Amaral

Nominowany do tegorocznego Spiel des Jahres Azul jest świetną grą, więc trzymam kciuki za wygraną. Prosta, przyjemna i fantastyczna do pokombinowania. Czy to gra idealna? Pewno nie dla każdego, ale w moim odczuciu niewiele jej brakuje i obecnie to wysokie miejsce w osobistym rankingu. Bardzo dobry tytuł i choć wypisałem parę skaz, nie uważam, że są na tyle duże, aby uważać je za wady, dlatego postanowiłem nie wypisywać minusów na siłę.

Plusy:

  • przepiękne wykonanie, które oczarowało mnie od samego początku
  • niesamowicie prosta mechanika
  • dobrego dla praktycznie każdego typu odbiorcy: młodsi, dorośli, seniorzy, niezależnie od stopnia znajomości planszówek
  • MEGA wariant na szarej stronie
  • ciekawe możliwości wkopywania przeciwników, aby tracili punkty
  • rozgrywka “pod siebie” albo przeszkadzając rywalom
  • niedrażniąca losowość
  • świetna skalowalność (choć może nie każdy ze mną się zgodzi, ale w przypadku rozgrywki dwuosobowej, że jest zarąbista to już chyba więcej) i regrywalność
  • abstrakcyjna gra logiczna, którą pokochają nawet przeciwnicy gatunku

Dziękuję wydawnictwu Lacerta za przekazanie egzemplarza do recenzjiWydawnictwo Lacerta

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.