Skip to main content

Klasyka Gier Planszowych – Puerto Rico

Ognia daj lampie mej, niechaj płonie
Ognia daj lampie mej dzień w dzień.
Ognia daj lampie mej, niechaj płonie
Niechaj płonie aż po sądny dzień.
Ognia daj, pieśń z gatunku negro spirituals

Kiedy ktoś chce mnie namówić na jakąś grę w stylu europejskim, to mówię “No dobra, ale u mnie to maksymalnie poziom Puerto Rico“. Dla większości osób dopiero eurosuchar zaczyna się na tym tytule, a dla mnie się kończy ;). W ankiecie czytelnicy wskazali właśnie tę pozycję, abym ją zrecenzował, a że dawno nic z serii “Klasyka Gier Planszowych” nie było, to przynajmniej jest ku temu okazja :).

Kolonizacja Portoryko

– Jesteśmy zespół Puerto Rico. Ja jestem Puerto…
– (o drugim w zespole) Czyli to jest, yyy, Rico…?
– Nie, to jest Andrzej… (Andrzej się kłania) Mój szwagier
Fragment skeczu Pampasowiec w wykonaniu Kabaretu Skeczów Męczących

Na wstępie zaznaczę, że istnieją dwie wersje gry: jedna z pomarańczową okładką (to ta starsza), a druga z żółtą (nowsza i właśnie ją będę opisywać w tej recenzji). Poza wyglądem i odświeżoną szatą graficzną jest jedna – jak dla mnie znacząca – różnica między edycjami: mianowicie nowa posiada mini-dodatek, można rzecz wariant gry, ze szlachcicami. O nim nieco dalej, na razie zajmę się wyglądem i opisem mechaniki.

Okładka to pewna rycina, wręcz malunek przedstawiający pewnego nadzorcę sprawdzającego przebieg prac niedaleko hacjendy: i tak, mamy tutaj tragarzy, osoby przewożące towary łódkami, zbieraczy różnych roślin, itp. Wydźwięk ilustracji frontowej jest bardzo charakterystyczny, ale o tych kontrowersjach napiszę w dalszej części tekstu. O ile nowa okładka niezbyt przypadła mi do gustu, tak inne elementy szaty graficznej są dla mnie eleganckie. Utrzymana jest całkiem jasna estetyka, kafelki nie mają obramowań, a chyba najbardziej przypadły mi statki mające kształt jakiejś galery handlowej, a nie (jak to było u poprzednika) prostokątnych płytek. Ta wizualna spójność mnie urzekła i osobiście nie będę mówił “stare lepsze!”. W pudełku jest przygotowana specjalna plastikowa wytłoczka, dzięki której można posegregować elementy. Ze względu, że komponenty niezbyt chętnie trzymają się wyznaczonej komory, warto je upakować w woreczki strunowe, które wydawca umieścił już w pudełku. Ach, dla mnie instrukcja to majstersztyk: na niebieskim tle mamy szczegółowe informacje o zasadach, a na białym szybką przypominajkę – to bardzo dobry ruch! Tutaj mogę się uskarżyć na pewien drażniący mnie element, czyli przygotowanie do partii: jeżeli nie korzystamy z sensownej organizacji komponentów, to może się dłużyć.

Ogólny przebieg tury jest prosty: jeden gracz wybiera dostępny kafelek akcji, wykonuje czynność związaną z tą płytką oraz korzysta z przywileju i tak robią kolejni gracze. Na niewykorzystane akcje kładzie się dublona (waluta w grze), aby były bardziej atrakcyjne w przyszłości. Każdy wybrał kafel? No to gubernator przechodzi do następnego gracza. I tak aż do spełnienia warunków końca gry. Co to za możliwości mamy? Postawienie nowej plantacji (plantator): wybieramy jeden z dostępnych aktualnie kafelków i kładziemy na naszej planszetce. Kupno nowego budynku (budowniczy): płacimy odpowiednią kwotę, aby położyć wybrany budynek na odpowiednie pole. Dobieranie nowych pracowników (burmistrz): każdy po kolei bierze po koloniście z statku i potem zarządza nimi ustawiając na budynkach i plantacjach – aby były aktywne potrzebują co najmniej jednego “robotnika”. Pobranie surowców (nadzorca): każda aktywna plantacja z połączeniu z aktywnym budynkiem generuje odpowiednią liczbę produktów. Wysłanie towarów i zgarnięcie punktów zwycięstwa (kapitan): każdy po kolei pakuje do statków towary, ich liczba to punkty zwycięstwa (panują pewne obostrzenia, którymi nie chcę się zajmować, by nie przynudzać). Sprzedaż towaru na targu (Kupiec, tutaj też są restrykcje, które pozwolę sobie pominąć). Poszukiwacz złota pozwala na wzięcie jednego dublona (i tych, co leżą na nim), ale nic nie daje graczom, co nie wybrali tej akcji. Runda, w której ktoś zapełnił pola na budynki, wyczerpią się koloniści z puli, nie ma więcej punktów zwycięstwa jest ostatnią i zliczamy punkty zwycięstwa.

Baron kukurydzy? Nie, dziękuję.

W Puerto Rico to się działo,
w pięknej willi na Macao
pili drinki, jedli lody,
ona stara, a on młody,
do basenu, jak skakała,
wodę dupą wychlapała.
Piosenka wykonana przez Ferdynanda Kiepskiego w serialu Świat Według Kiepskich (odc. 246, Zakazane piosenki)

Dobra, zacznę od tych kontrowersji, bo potem będzie łatwiej. Do tej pory w Internecie możecie przeczytać burzę jakie to jest rasistowskie te Puerto Rico. No bo kto pracował na plantacjach i domach białych ludzi, którzy najechali Nowy Świat? No właśnie ;). W pierwszej edycji pionki były czarne, a w nowej są brązowe, ale nadal skojarzenia zostają. Do tej pory często przy grze słyszę “dołóż Murzynów na statek”, a co więcej podczas pierwszej rozgrywki kolega nawet nie wspomniał, że instrukcja nazywa te pionki kolonistami, od razu mówił Murzyni i już. Okładka stara się ten ton złagodzić, pokazując że nadzorca jest miły, towary niekoniecznie dźwiga czarnoskóra osoba, a nawet jeżeli wykonuje pracę z uśmiechem. Oczywiście można to rzucić na karb poprawności politycznej, ale widząc jak potraktowano Pięć Plemion za czarnoskórych niewolników, to może lepiej że wydawca nie poszedł tą drogą.

Wspomniałem o rozszerzeniach, pierwsze z nich było dostępne już w poprzedniej edycji. Jest to zestaw nowych budynków. Sposób ich wybierania jest ciekawy, bowiem robimy swoisty draft, co chcemy mieć do kupienia. Jeżeli dobrze pamiętam, to w ten sposób powinniśmy mieć odrzuconych 26 kafelków. Pozwala to nowe doznania i raczej polecam tę opcję po dobrym ograniu podstawki. Szlachcice są nie mniej ciekawi, również wprowadzą nowe budynki oraz dodatkowy rodzaj kolonisty – czerwonego, czyli tytułowego szlachcica. Ogółem działa normalnie, ale jak damy go do budynku z rozszerzenia, to aktywują się nowe zdolności tego kafelka. Niezwykle prosty i ciekawy mini-dodatek pozwalający na rozgrywkę na innej płaszczyźnie. Ten drugi szczególnie przypadł mi do gustu.

Nie będę ściemniał, nie grałem za bardzo na dwie osoby – raz, może dwa. Dlatego nie mam dostatecznej wiedzy na temat rozgrywki na tyle osób. W Internecie ten wariant (można spokojnie mówić o wariancie, skoro mamy inne zasady) jest różnie oceniany, a ja sam pamiętam przyjemne odczucia. Natomiast 3-5 osób to kilkanaście rozgrywek. Autor tego tytułu przewidział wszystko i w zależności od liczby graczy zmienia się zbiór używanych punktów zwycięstwa, kolonistów, rodzajów statków, itp. Po prostu są dostosowywane, aby odpowiednio były przeskalowane dla wybranego wariantu osobowego. Dlatego w każdym składzie partia mi się podobała i nie czułem większego zastoju (no może w czasie pierwszej partii).

Czas na mięsko, czyli więcej o samej mechanice. Myślę, że nie skłamię, że właśnie to Puerto Rico położyło podwaliny pod dość rozpoznawalną mechanikę w świecie gier planszowych. Wybór akcji i podążanie za nią jest dostępne w Na chwałę Rzymu, Małe Epickie Królestwa czy w rodzimym First to Fight. Prosty pomysł, który się całkiem przyjął.

Z początku tworzenie nowych plantacji może wydawać się dość losowe, bo wybieramy jeden z dostępnych. A jak żaden nam nie pasuje? To musimy z tym żyć… Kolega bardzo mocno chciał zainwestować w indygo, nawet dużą farbiarnie obstawił kolonistami i co? I guzik! Nie ma indygo. Więc musimy troszkę przygotować się na zarządzenie tym, co daje nam los. Na szczęście nie jest nic w tej grze przytwierdzone na stałe i w fazie budowniczego możemy reorganizować ułożenie budynków według naszej woli, a wykonując akcję burmistrza będziemy mogli przełożyć kolonistów. Zatem jak coś nam nie podpasuje, to możemy iść inną drogą. No i też możemy sobie pomóc przy wyborze plantacji inwestując w hacjendę.

A co do dróg wygranej, bardzo dużo osób zaczyna od strategii zwanej “corn baron” (Baron kukurydzy) i nie ukrywam, że przez dłuższy czas w naszej grupie była stosowana. Ogółem ta technika polega na szybkim posiadaniu przytułku i nabrzeża oraz mnóstwa plantacji kukurydzy, aby prędko wyczerpały się punkty zwycięstwa. Jest ona skuteczna (kukurydza to jedyny towar niepotrzebujący budynku do produkcji), ale ryzykowna bo te kafelki mogą pojawiać się rzadko lub inny przeciwnik może nam je zgarnąć. Ktoś używa jakiejś strategii? No to trzeba zrobić jakąś kontrę. Osobiście słyszałem o “jack of all trades” (majster od wszystkiego), ale nie widziałem na oczy jak ktoś używał tego podejścia – jest to inwestowanie w każdy towar po trochu. Dość ciekawym motywem jest kupowanie budynków dających na koniec dużo punktów – to metoda, która wymaga dobrego planowania. No i oczywiście można mieszać kilka strategii.

Bardzo mi się podoba system, którym niezużyte towary gniją. Wymaga to planowania i pewnej strategicznej myśli, szybko zorientujemy się, że magazyny będą nam potrzebne i lepiej je kupić, dopóki są dostępne ;). Gracze szybko zauważą, że mogą blokować statki, aby nadmiar naszych surowców przepadł i był całkowicie nieprzydatny.

Mimo potrzeby zastosowania pewnej taktycznej zagrywki, ciężko oprzeć się wrażeniu, że można wpaść w pewien schemat, z którego ciężko wyjść. Nie jestem pewien czy to wynika tylko z podpatrywania moich ruchów przez znajomych czy ten problem jest bardziej ogólny, ale po jakimś czasie mamy pewien cykl: najpierw plantacje, potem budowniczy, potem burmistrz, następnie nadzorca, a na koniec kapitan od czasu do czasu biorąc poszukiwacza i kupca, którzy kuszą grudką dublonów oraz chęcią pozbycia się nadmiarowego towaru. Mimo, że ogólny przebieg rundy jest podobny, to nadal uważam rozgrywkę za regrywalną z powodu innego podejścia co partię: możemy inwestować w budynki, które wcześniej olaliśmy, pomyśleć inaczej przy blokowaniu statków, czy sprawdzić na ile prawdziwe są plotki o strategiach wygrywających.

Podoba mi się ten dynamizm, przez który praktycznie nie ma żadnego zastoju. Wybieramy płytkę, stosujemy się do tej akcji i przechodzimy dalej. Przy pierwszej partii parokrotnie powiedziałem “co? Znów jestem gubernatorem?”. Bardzo szybko mija czas przy tej grze.

Czas na kawę :)

Kevin: Jesteś z Portoryko?
Janis: Z Libanu.
Kevin: Czułem to.
Dialog z filmu Wredne dziewczyny

Puerto Rico mimo ponad 15 lat na karku to nadal solidny produkt, który może bawić. Może i są ciekawsze i lepiej zaprojektowanie gry w stylu europejskim, ale dla mnie to ta gra jest pozycją prawie idealną: proste zasady, dynamiczna rozgrywka oraz strategiczno-taktyczny charakter zabawy powoduje u mnie wielką frajdę. Słyszałem, że są osoby nielubiące tej gry, mogę im jedynie współczuć ;).

Plusy:

  • ciekawa, odświeżona szata graficzna (choć okładka boli)
  • dwa mini-rozszerzenia od razu w pudle z podstawką
  • interesujący strategiczno-taktyczny wymiar rozgrywki
  • niezbyt skomplikowane zasady
  • dynamiczna zabawa przez prosty system wyboru roli
  • dobra skalowalność (przynajmniej na 3-5 graczy, bo jak wspomniałem w tekście mało grałem na 2)
  • kilka możliwości oferowanych przez grę w poszukiwaniu drogi do zwycięstwa

Minusy:

  • dość długi setup
  • ciężko wyłamać się z pewnego schematu przebiegu rundy

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.