Skip to main content

Top 10 – Gry jednoosobowe

Przy okazji pisania artykułu na temat grania solo stwierdziłem, że warto zrobić ranking gier, które można zagrać samemu. W zestawieniu uwzględniłem zarówno tytuły przeznaczone stricte do rozgrywki jednoosobowej oraz takie, które mają taki wariant. Oczywiście stwierdziłem, że nie będę takiej topki robił sam, dlatego zaprosiłem eksperta w tej dziedzinie – Solo Meeple. Rzecz jasna, jestem gościnny, więc najpierw będzie prezentowana propozycja od mojego gościa (nagłówek oznaczony kolorem żółtym), a dopiero ode mnie (nagłówek oznaczony kolorem niebieskim). Ale Solo Meeple chce na wstępie wpierw powiedzieć parę słów :):

Uprzedzając ewentualne pytania: w top grach solo starałem się znaleźć miejsce zarówno dla wielkich tytułów, jak i filerów na pół godziny rozrywki, stąd taki, a nie inny wybór. W Horror w Arkham LCG, 7th Continent czy Dungeon Alliance nie grałem, więc się nie wypowiem. W takiego Scythe czy Nemo’s War grałem za mało, żeby móc je dobrze ocenić. A Mage Knight po prostu mi się nie podobał.

Miejsce 10.

Szklany szlak

To moja ulubiona gra Uwe Rosenberga, ponieważ jest najmniej przewidywalna, a decyzje, które zwykle mają jego gry, zamyka w półgodzinnych partiach, co jest dla mnie sporym plusem. Dzięki temu gram zwykle 2-3 razy pod rząd, a każda gra jest nieco inna. Dużo decyzji i kombinowania jak uzyskać najlepszy wynik punktowy, a do tego nieco losowości w kartach akcji i fajna mechanika, która użyte w jednej turze karty zmusza do „odpoczynku” w kolejnej turze. 30 minut, a mózg się gotuje. Agricola nie jest dla mnie, w Ucztę dla Odyna nie grałem, a na Nusfjord czekam.

Nautilion

Było wiadome, że seria oniverse będzie dostępna w tym zestawieniu. Castellion był moim zdaniem tak słaby, że po jednej partii sprzedałem, myślałem, że taki los spotka i tę grę. Nie chwyciła od początku, ale po 2-3 partiach okazała się na tyle dobra, że mogłem ją umieścić na 10. miejscu. Rozgrywka polega na zarządzaniu ryzykiem poprzez odpowiednie wykorzystanie wyników na kostkach – jedna idzie do ducha oceanu, druga determinuje ruch wrogiego statku, a trzecia nasz. Celem gry jest dopłynięcie do Otchłani, zanim nasz przeciwnik znajdzie się na Wyspie oraz zebranie pełnej załogi statku. Przy czym każdy okręt określa sposób dokładania członków załogi: prościej mówiąc, muszą być ze sobą połączeni. Prosta, przyjemna kościana, której czas rozgrywki to jakieś 20 minut, a przez dodatkowe moduły możemy utrudniać poziom gry.

Miejsce 9.

Roll Player

Zastanawiałem się, czy powinien znaleźć się w tym miejscu Roll Player, czy Elementum, które ostatnio skradło moje serce, ale jednak Roll Player ma nieco większą regrywalność. A na 11 maja zapowiedziano już zbiórkę na dodatek, który podbije nie tylko regrywalność, ale urozmaici też samą rozgrywkę. Jednak i bez niego jest to bardzo fajna i szybka (30 minut) gra, w której mimo tego, że kości odgrywają główną rolę, to dobre rzuty wcale nie są konieczne, by zapewnić sobie największą liczbę punktów. Super kombinowanie nad tym, co zrobić z kośćmi pojawiającymi się w kolejnych turach i jak najlepiej wykorzystać karty, a do tego ciekawa mechanika solo, w której nasz wybór kości ma wpływ na sytuację na rynku. No i ten klimat tworzenia własnego bohatera…

Valeria: Karciane królestwa

W tej części Valerii jesteśmy księciem, który zarządza swoją krainą: wysyła wojów do walki, zdobywa nowych poddanych, powiększa swe włości, itp. W wariancie jednoosobowym będziemy walczyć przeciwko złemu baronowi. Sprytnie rozwiązany system walki przeciwko sztucznej inteligencji sterowanej przez tę karciankę daje spore wyzwanie. Baron co turę kradnie kartę i po prostu musimy zdobyć więcej punktów niż on po zakończeniu partii. Oczywiście, liczymy punkty tylko jak my zainicjujemy koniec gry. Świetna zabawa!

Miejsce 8.

Pandemic

W zasadzie to Pandemic Legacy spowodował, że na dobre przekonałem się do samotnego siedzenia przy grach planszowych. Świetna przygoda, w której czułem się trochę jak bohater filmu, a do tego zmieniające się zasady i ewoluująca rozgrywka to był strzał w 10! I o ile każdemu jestem gotowy polecić wersję Legacy solo, to jednak każda część Pandemica to fajna gra, w którą można grać samemu. Nie jestem fanem współpracy z innymi w kooperacjach, za to w pojedynkę gry te sprawdzają się znakomicie. Pandemic z dodatkami to wyzwanie, które zawsze solo chętnie podejmę.

SUPERHOT: Gra karciana

Karcianka oparta na grze komputerowej, w której czas biegnie tylko jak my się poruszamy. Co może pójść nie tak? Jak widać nic! Linia nacierających wrogów jest bardzo specyficzna i trzeba trochę wyobraźni, aby tę mechanikę przedłożyć na to, co się działo na komputerze, ale na moje daje radę. Jest to specyficzny deck-building, w którym poza rozbudowywaniem talii, ta będzie ona nam się psuć. Bez specjalnej maty może nam się mylić, gdzie mamy talię do dobierania, gdzie odrzuty, a gdzie karty na przyszłą turę.

Miejsce 7.

Piętaszek

Jeśli myślicie, że Robinson Crusoe: Przygoda na przeklętej wyspie jest trudny, to chyba nie graliście w Piętaszka. Świetna gra, w której staramy się opuścić wyspę, ta jednak razem ze swoją fauną, florą i mieszkańcami wcale nie chce, żebyśmy ją zostawili. Prosta mechanika deckbuildingu, przyjemne grafiki, krótka rozgrywka, duża regrywalność i kolosalny wręcz poziom trudności. Nie wygrałem żadnej z kilkunastu partii, chyba też ani razu nie doszedłem do piratów, którzy są ostatecznym wyzwaniem stojącym na naszej drodze do wolności. Ale mimo tego – a może właśnie dlatego – Piętaszek tak wciąga. I tak frustruje, że trzeba ją odłożyć głęboko na półkę. Ale w końcu i tak znowu po nią sięgam. No bo w końcu musi się kiedyś udać…

Kawerna: Jaskinia kontra Jaskinia

Uwe Rosenberg zwykle projektuje gry w taki sposób, aby można było zagrać samemu, ale to chyba pierwszy przypadek, że jego dwuosobówka oparta na większym tytule posiada wariant solo. Cenię Kawernę, ale wolę dwuosobową wersję, bo rozgrywka płynie zdecydowanie szybciej, nie jest tak męcząca, a skupienie się na zarządzaniu wnętrz daje dużo frajdy. Partia solo pozwala na ćwiczenie strategii, próbowaniu różnych dróg i jest nie lada wyzwaniem, bowiem trzeba przekroczyć 50 punktów, przy czym mój najlepszy wynik to okolice 45. Planowanie, kombinowanie i myślenie przestrzenne to ważne atuty tej rozgrywki.

Miejsce 6.

Freedom: The Underground Railroad

Raczej mało znana gra o ciężkim i delikatnym klimacie: naszym zadaniem jest pomóc niewolnikom wydostać się z plantacji i dostać się do Kanady. Po drodze jednak czekają łowcy niewolników i nieprzyjemne wydarzenia, a nasze fundusze i możliwości przemieszczania ludzi są bardzo ograniczone. Wszystko to zostało jednak potraktowane przez autorów z ogromnym wyczuciem, a sama gra nie tylko ocieka klimatem, ale jest też wymagająca, satysfakcjonująca i bardzo regrywalna. Możliwości teoretycznie mamy niewiele, ale w trakcie gry okazuje się, że chociaż zawsze przydałoby się wszystkiego więcej, to jednak nasze ruchy w żadnym razie nie są automatyczne – jeden błąd może nie przekreśli szansy na wygraną, ale wyraźnie może ją zmniejszyć. Freedom to kawał świetnego koopa, w którego oczywiście najbardziej lubię grać solo.

Krwawa Oberża

Zanim przystąpiłem do rozgrywki wieloosobowej, zagrałem samemu jakieś 3 partie. Właściwie jestem pewien, że na dobrą sprawę, że dzięki temu tytułowi częściej gram solo. Pozycja z makabryczną tematyką, w której zabijamy gości naszej gospody stała w kręgach moich znajomych popularna, a sam lubiłem wieczorem pyknąć sobie partyjkę. Matematyczne rozpisana mechanika nie była mi na rękę albo planowanie działań nie wychodziło mi najlepiej, bo chyba raz osiągnąłem najniższy wynik dający mi jakiś zwycięski tytuł.

Miejsce 5.

This War of Mine: The Boardgame

Co tu dużo pisać: niesamowity klimat, niepowtarzalne historie, niemały poziom trudności, długa i wymagająca rozgrywka, którą można modyfikować dzięki różnym małym dodatkom. Dopiero pisząc te słowa zdałem sobie sprawę z tego, jak bardzo Freedom i TWoM są do siebie podobne – chociaż różnice w rozgrywce są wyraźne, to klimat, trudny temat i jego udane ujęcie w sposób faktycznie zwracający uwagę na konkretne zagadnienia sprawiają, że widzę teraz między nimi więcej podobieństw niż różnic. Może nie sięgam po nie często, ale gdy już to robię, to jest to zawsze dobrze spędzony czas.

Tong

Nie mogło zabraknąć pozycji stworzonej przez Bruna Cathalę! Tong jest dystrybuowany jako print ‘n’ play albo e-planszówka. Poznałem ten tytuł przy robieniu wyzwania na bodajże 2015 rok od Rebela, trzeba właśnie było zagrać jakiś PNP. No właśnie – zagrałem raz i koniec, a potem wyszła wersja cyfrowa i szalałem ;). Prosta mankala z kameleonem, który zjada różne owady przypadła mi na tyle, że czasem sobie pykam w podróży lub dla rozluźnienia. Chyba jedna z częściej rozgrywanych przeze mnie gier solo.

Miejsce 4.

Viticulture

Viticulture ma chyba tylu fanów, co przeciwników, co widać zresztą po niedawno zapowiedzianym dodatku: część graczy skarżyła się, że jak na grę o robieniu wina to w grze bardzo dużo jest opcji zdobywania punktów z pominięciem wina. Dla mnie to akurat wielki plus i z tego powodu na sprzedaż poszedł Vinhos Vitala Lacerdy, a dla innych to minus, który wydawnictwo postanowiła załatać nowymi kartami. Dla mnie Viticulture Essential Edition z dodatkiem Tuscany to gra praktycznie genialna. Działa w każdym składzie osobowym, a solo stanowi nie lada wyzwanie w trybie kampanii, która miesza podstawowymi mechanikami i wprowadza różne ograniczenia, dzięki którym każda rozgrywka będzie inna. A w zasadzie to jeszcze bardziej inna, bo każda partia i bez tego różni się od poprzednich.

Piętaszek

Jako, że kiedyś zagrywałem się srogo w ten tytuł, wypada go umieścić na liście. Daaaawno natomiast nie miałem z nim styczności i zapomniałem jak działa mechanika. Chyba właśnie ta pozycja ostatecznie mnie przekonała do gier solo (uprzedzając was: kiedyś byłem przeciwnikiem takiego rodzaju zabawy, a potem nieco zrozumiałem fenomen, ale niechętnie grałem, dopóki nie testowałem wariant jednoosobowy Krwawej Oberży). Jako tytułowy Piętaszek będziemy instruować Robinsona Crusoe, aby ten umiał sobie radzić z niebezpieczeństwami czyhającymi na wyspie. W końcu stanie się coraz lepszy i będzie mógł zmierzyć się z większymi trudnościami, aż w końcu pokona piratów i ucieknie z wyspy. No, dopiero gdzieś przy 8 partii ;). Całkiem ciekawa karcianka z interesującym wykorzystaniem systemu rozbudowania talii.

Miejsce 3.

Aeon’s End

Uwielbiam deckbuildingi i chociaż Aeon’s End poznałem niedawno, to jednak bardzo szybko zapałałem do niego miłością. Brak tasowania talii fajnie się sprawdza i przyspiesza grę. Podoba mi się też przygotowanie czarów, które możemy rzucić dopiero na początku następnej tury, a powiewem świeżości jest talia inicjatywy, która decyduje o kolejności tur – w grze na dwóch bohaterów każdy z nich ma w niej dwie karty i dwie ma nemesis, a więc w rundzie każdy wykona po dwie tury, ale nie wiadomo w jakiej kolejności. Wprowadza to nieco adrenaliny i pozwala na ciekawe połączenia. I chociaż ciężko było mi przeboleć tylko dziewięć typów kart, jakie można kupić w trakcie gry, to szybko okazało się, że te 9 kart to w sumie wystarczająca liczba. Biorąc pod uwagę ile zostało w pudełku, to kombinacji jest naprawdę dużo, a regrywalność (bohaterowie, nemesis, karty) jest bardzo przyzwoita w samej tylko podstawce. A już czekam na wysyłkę War Eternal, Legacy i małe dodatki do nich.

Horror w Arkham: Gra karciana

Tą grą spamuję tablicę na Facebooku, więc logiczne, że będzie wysoko w rankingu. Gra kooperacyjna w świecie stworzonym przez Lovecrafta – mamy scenariusze, mamy tajemnice, mamy badaczy. Ciekawy motyw rozgrywania swoich akcji na kartach oraz tworzenie ciekawych talii. Mimo wszystko gra jest dość losowa, a nasze podejście do przeciwności losu będzie się różnić w zależności od wybranego badacza oraz ewentualnych współuczestników. Nie zmienia to faktu, że jest to LCG, czyli tytuł jest nastawiony na dokupywanie dodatków i rozszerzaniu talii dzięki nowym kartom.

Miejsce 2.

Legendary

W zasadzie każda część serii zasługuje na uwagę, aczkolwiek dla mnie o włos wygrywa Predator nad Alienem, a potem Marvel. Ten ostatni z dodatkami zapewne mógłby znaleźć się na pierwszym miejscu, ale to już jest poważny wydatek, a sam Predator daje wystarczająco dużo zabawy na lata. Możliwość grania ludźmi, jak i polowania na nich, mnóstwo kombinacji kart, fajna mata, znakomita mechanika, które dodatkowo pozwala ze sobą łączyć różne części… System Legendary jest wręcz genialny, więc jeśli lubicie grać soli i jesteście fanami deckbuildingów, to jest to pozycja obowiązkowa. Tym bardziej, że klimat w każdej części też jest na przyzwoitym poziomie. Oglądanie kolejnych części Obcego, a potem gra w odpowiadające im scenariusze? Jest moc!

Onirim

recenzja wersji elektronicznej

Moja pierwsza gra solo, również pierwszy tytuł, który zrecenzowałem na tym blogu. Dodatkowo pierwszy tytuł z oniverse jaki miałem w kolekcji. Prosta pasjansowa rozgrywka, w której przemierzamy świat sennej krainy przypadła mi do gustu, a możliwe warianty rozgrywki okazały się nie lada wyzwaniem. Celem gry jest odnalezienie drzwi, będących wyjściem z labiryntu – mamy wszystkie? Wygraliśmy. Konkretne przejście możemy znaleźć na dwa sposoby: mamy 3 różne symbole kart jednego koloru wystawione po sobie lub dociągnęliśmy drzwi i mamy odpowiedni klucz na ręce. Wszystko byłoby proste, gdyby nie uciążliwe koszmary, z którymi musimy sobie poradzić odrzucając kartę klucza, całą rękę, 5 wierzchnich kart lub znalezione drzwi.

Miejsce 1.

Gloomhaven

Gra doskonała! Wsparłem ją na KS przy pierwszym druku i z braku czasu dłuuugo w nią nie grałem, ale gdy w końcu znalazłem czas na kolejne rozgrywki… O wow! Nie mam w kolekcji praktycznie żadnych gier z figurkami – zdecydowanie jestem fanem zasobów, a nie bohaterów – ale wśród ponad setki tytułów zawsze chciałem mieć jeden, który pozwoli mi na planszy przeżyć to, co w młodości dawało mi Baldur’s Gate, Icewind Dale, Diablo czy później World of Warcraft. Przygodę, levelowanie, umiejętności, przedmioty, odkrywanie… Descent zraził mnie brakiem wersji solo w pudełku i prostacką wręcz mechaniką, w której czarą goryczy były dla mnie kości rozstrzygające walkę. Talizman? Błagam. Gloomhaven ma wszystko, czego szukałem, a to, co wyróżnia ją od innych, to przede wszystkim genialna mechanika kart akcji, które jednocześnie są inicjatywą, akcjami i kondycją. A stosunek zawartości do ceny? Gra na KS nie kosztowała nawet 100$ z wysyłką i figurkami. W tej cenie jest kampania na jakieś 70 scenariuszy, z których każdy zajmuje mi ok. 2h, a czasem trzeba któryś powtórzyć w razie klęski. Do tego mnóstwo nowych postaci do odblokowania, a także dodatkowe scenariusze solo dla każdej postaci i już dwie darmowe mini kampanie społecznościowe. Jestem przekonany, że nigdy już tak dobrze nie wydam pieniędzy w naszym hobby. Chyba, że na Gloomhaven 2 :)

Sylvion

 

Szalony Ravage, władca ognia zaczął realizować swoje marzenie o podboju Sylvionu – lasu, w którym chronią się wszystkie żywe istoty. To kolejna gra z serii oniverse, a jak widać po tym zestawieniu każda cechuje się inną mechaniką. Mieliśmy w Nautilione zarządzanie kostkami, w Onirim pasjans, a tutaj? Tower defense. Jako siły natury będziemy odpierali napierające na nas żywiołaki ognia. Różnie tryby zabawy dają nam inny poziom rozgrywki, a już podstawowy wariant był dla mnie dobry. Natomiast zaawansowany to oczywiście trudniejsza partia, ale też ciekawa mechanika draftu. Draft. W grze jednoosobowej. I to działa.

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.