Skip to main content

Stworze – A niech to Licho!

Licho nie śpi
Polskie powiedzenie

W naszych kraju wierzenia Słowian są całkiem gorącym tematem. I trudno się dziwić, choć wiara naszych przodków była nieuporządkowana i nadal nie wiemy czy dobrze znamy wszystkie jej aspekty, jednak i tak dobre użycie tej tematyki może gwarantować sukces. Dobrze to pokazuje zarówno książkowy jak i elektroniczny Wiedźmin. Nie wiem co było głównym motorem napędowym kampanii Stworze na wspieram.to: religia słowiańska czy nagie ciało rusałki ;). Cokolwiek to było, tytuł zebrał wysokie fundusze, zyskał spore zainteresowanie oraz doczekał się nowej edycji. Zatem wypadałoby się przyjrzeć, co oferuje ta pozycja.

Cicho bądź, bo cię bobok weźmie

Pójdźmy Jasiu oba,
Nie bójmy się boba
Bo bobo malutkie
Zbijemy go oba
Tekst ludowy z okolic Olkusza cytowany przez Bohdana Baranowskiego

Mroczna, ciemna okładka przestawia jakiś rytuał składania ofiary pradawnym bożkom. Szata graficzna zaś jest wzorowana na jakiś rycinach, czy dość prostych rysunkach, same tytułowe stworza już są przedstawione w dokładniejszy sposób. Nie ma wątpliwości, że wykonanie i oprawa graficzna jest silnym atutem recenzowanej pozycji. Drewniane żetony idealnie wkomponują się w koncept gry, zdobione są drobnymi symbolami pasującymi do reszty elementów. Nazwa misji dla każdej postaci jest inna, ukazując jakiś aspekt tego demona – “Ta, której powab zniewala”, “Ten, który jest władcą leśnej zwierzyny”, “Ten, który króluje mokradłom”, to jedynie przykłady i ułamek tekstów. Brakuje jeszcze ciekawych opisów, a nie że za użycie tej karty dostajesz 2 żetony witalności czy coś takiego, ale osobiście jestem w stanie to znieść. Jako, że do recenzji dostałem jeszcze poprzednią edycję, to muszę wspomnieć o instrukcji, która jest koszmarnie napisana. Miałem wgląd na nową wersję spisu zasad, i poszło to w dobrym kierunku, już nie ma skakania po stronach, zastanawianiem się czy to opisano w podstawowych czy zaawansowanych regułach, itp. Wielu patrzyło na tę grę właśnie przez ten pryzmat – dość zaawansowana gra, której zasady są nie zrozumiałe przez złe ich zaprezentowane.

W swojej turze wybieramy jedną akcję, po czym obniżamy wartość kostki na odpowiedniej karcie wydarzenia. Liczba oczek na kostce informuje o czasie wystąpienia wydarzenia, gdy spada do zera, aktywuje się jego efekt. Natomiast kartę akcji przesuwamy na prawy skraj. Jeżeli w ramach jej wykonywania przeniesiemy się do innego obszaru mapy, dokładamy tam żeton oddziaływania. Przy czym ważne jest, że plansza jest podzielona na wioski i tereny do nich przyległe, znacznik zawsze trafia do wioski. Naszym celem jest wypełnienie wszystkich misji z talii, osoba która zrobi to jako pierwsza wygrywa. W wyniku niektórych czynności, jak np. podejmowanie się wykonania zadania należy przeprowadzić test jednej z naszych umiejętności: sprytu lub brutalności. Uwzględniając modyfikatory ciągniemy odpowiednią liczbę kart z talii Dnia lub Nocy: jeżeli mamy wymagany albo “silniejszy” symbol, to test zakończył się sukcesem. Tak naprawdę zależności między akcjami są dość złożone, a omawianie każdej z nich nie ma sensu, gdyż bym tylko zanudził. Dostateczną puentą będzie, że mechanika to ciekawe połączenie gry przygodowej z strategicznym zmysłem.

Bóg wiara, sen mara

Sen mara, nie odżegnasz się,
[…]
Bóg wiara, czynił cuda i konał za innych
Kazimierz Wierzyński, Sen mara

Zgodnie z ostatnią tradycją recenzji, zacznę od tego, co nie do końca mi gra w planszówce. Nie uwypukliłem tego w opisie zasad, ale rozgrywka jest podzielona na wariant podstawowy i zaawansowany. Przy wyłożeniu tylu zasad naraz taki podział ma sens, ale trzeba przyznać, że ciężko uznać ten pierwszy tryb za pełnoprawny. Jest to dobry sposób na wprowadzenie znajomych w meandry rządzące tym tytułem, ale prawdziwą zabawę odczuwa się jedynie w czasie zaawansowanej partii. Mamy więcej interakcji, więcej możliwości, więcej sposobów na krzyżowanie planów wroga, a ostatecznie po prostu więcej frajdy. Nazwałbym to raczej “Pierwszą partią” niźli wariantem podstawowym (i chyba tak się to traktuje w nowej wersji zasad), aby ktoś nie uznał, że oba tryby rozgrywki są jakimś ekwiwalentem. Poznaliśmy reguły rządzące tym tytułem? Super, to jesteśmy w stanie przejść do pełnej zabawy.

Natomiast przez namnożenie nowych reguł pojawia się pewien problem. Nie chodzi o fakt, że jest parę mikro-zasad i nowych opcji, które trzeba spamiętać – to nie stanowi kłopotu. Natomiast długość rozgrywki już tak… Przy pierwszej partii w wariant zaawansowany na 4 osoby rozgrywka trwała prawie 3 godziny. Jako, że teraz mamy więcej interakcji, istnieją sposoby uniemożliwiające wykonania postępu talii misji, a ta składa się z 8 kart, przy czym również zawiera misje od innych stworzy – wiadomo, że odrzucili coś, co im nie jest na rękę, więc proste nie będzie. Jest to praktycznie jedyna rzecz, która mnie drażniła w tym tytule: przeciągający się w nieskończoność czas gry. Raz nawet przerwaliśmy, bo współgracze musieli się już zwijać. Na szczęście, nie mogę powiedzieć, że wydawca nas oszukuje, ponieważ na pudełku widnieje informacja, że rozgrywka może trwać od 90 do 180 minut. Przy czym nigdy nie próbowałem zabawy na pełny skład osobowy, ponieważ bałem się, że nie zmieścilibyśmy się w tych 180 minutach. Mam wrażenie, że twórcy są świadomi tego problemu, dlatego informowali w instrukcji o sposobach skrócenia rozgrywki.

Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie wypróbował wariantu solo. I powiem, że jest dobrze, to wyścig z czasem: ukończenie ośmiu wybranych misji przed wcześniej ustalonym “zapalnikiem”. Instrukcja sugeruje, że przed wejściem w życie efektu trzeciego wydarzenia, ale może to być coś innego: pół godziny, trzecie rozpatrzenie znaczników oddziaływania, zanim skończy się nam witalność, itp. Jest to niezły sposób na poznanie zasad, ale też działanie poszczególnych ze Stworzy (nie mogę tego potwierdzić, bo grałem dwoma różnymi kreaturami, ale wrażenia były inne, więc myślę, że dla każdego będzie zabawa przebiegać nieco inaczej).

Wymyślenie różnorodnych cech dla 10 postaci to nie lada wyzwanie. 10 różnych talii misji, 10 różnych atutów, 10 różnych sposobów prowadzenia gry. Rusałka głównie dba o swoją witalność, Leszy jest potężny i idzie w brutalność, Mara jest silniejsza w nocy… Z początku wydaje się, że to drobne niuanse, ale grałem sześcioma różnymi stworzami i rzeczywiście sposób zagrywki jest inny, mimo że chodzi o to samo: o zostanie opiekunem krainy. Osobiście czuję różnicę między taką szeptuchą a chowańcem, choć wydaje się, że niezależnie od wybranej postaci robi się to samo.

Podoba mi się akcja “Oto jestem”, która daje pewien element hazardowy, zgadujemy jakie oddziaływanie wygra w danej wiosce i wypełniamy dzięki temu misję. Jeżeli postęp tej talii jest uciążliwy i powolny, możemy skorzystać z mechanik pozwalających na automatycznie zakończenie aktualnej misji lub ułożyć inaczej karty chowając się do siedziby. Będąc już przy “prawdziwym” wariancie gry, warto wspomnieć o sposobach interakcji. Napuszczanie wieśniaków za pomocą akcji “Ślady” po wcześniejszym odkryciu lokacji przez guślarza, to dość częsty motyw występujący podczas partii. Używanie nagród z kart zadań czy atutów zabierających witalność albo żetony oddziaływania jest równie częstą praktyką. Opóźnienie działanie przeciwnika poprzez aktywowanie któregoś zadania, odebranie mu dostępu do akcji, czy zmuszenie udania się do siedziby? Owszem, zdarza się. Zatem oddziaływanie na poczynania naszego rywala jest nierzadkie. Niekiedy odpowiednie wykorzystanie interakcji to klucz do wygranej.

Stworze nie jest grą łatwą, mnogość akcji, opcji, decyzji i możliwości przyprawia z początku o ból głowy. Niby 5 akcji, ale cóż zrobić? Aktywować to, aby przyśpieszyć postęp wydarzenia, które później mi się przyda? Pokrzyżować komuś plany? Zdobyć ciekawą nagrodę za zadanie? Zmienić jednak ułożenie talii? Podany wcześniej przykład akcji “Oto jestem” pokazuje, że partia wymaga pewnej dozy kombinowana. Bo skoro mogę wypełnić misję dzięki akcji, muszę odpowiednio wcześniej wiedzieć czy we wiosce będzie dominował strach czy przychylność, a dodatkowo ten efekt musi się “odpalić” przy dostatecznie trudnym zadaniu, żeby opłacało się wykonać tę czynność. A no właśnie, bo postęp tej talii to jedna karta na rundę, więc tym bardziej trzeba wykazać się strategicznym zmysłem.

Wspomniałem o systemie testów, który teoretycznie nie różni się niczym od “rzuć kostką i porównaj wynik”, ale przez rozwiązanie oparte na kartach i nietypowych symbolach, jest podane w bardziej atrakcyjny sposób. Przez to wydaje się ciekawszą opcją i każdy współgracz był pełen podziwu i zadowolony z obranego kierunku.

Jam Rusałka, marzenie – to młode marzenie

Kajsi sie straciły moje Gorce.
Pónicka nie strzegom rusałki
w pianie boniorów sowane
strasom ino w bojkak.
Wojciech Kusiak, Gorcowy duk

Stworze jest według mnie pozycją udaną i widząc wypowiedzi w Internecie wydaje mi się, że jestem osamotniony w tej opinii. Najczęściej dominują mieszane uczucia, które po części jestem w stanie zrozumieć, ale stwierdzenia o zmarnowanym potencjale są przesadzone. Owszem, można było doszlifować, bardziej ociosać, aby mieć jeszcze lepszy produkt, ale obcowanie z tym tytułem dało mi sporo radości. Być może zawód polega na tym, że to jednak gra przeznaczona dla nieco bardziej doświadczonych graczy. Nie będę analizował przyczyń, mogę jedynie powiedzieć, że polegam tę planszówkę z całego serca.

Plusy:

  • świetne wykonanie i oprawa graficzna
  • ciekawe połączenie gry strategicznej z przygodową
  • różnorodność w prowadzeniu stworzy
  • dobra skalowalność i regrywalność
  • zależności między akcjami
  • kilka dobrych rozwiązań jak żetony oddziaływania, system testów czy interakcja między graczami
  • interesująco stworzony tryb solo

Minusy:

  • kiepsko napisana instrukcja (drugie wydanie to poprawia)
  • niepotrzebne podzielenie rozgrywki na tryb podstawowy i zaawansowany
  • ciągnący się czas rozgrywki przy zasadach zaawansowanych
  • paraliż decyzyjny przy pierwszych partiach

Dziękuję wydawnictwu Underworld Kingdom za przekazanie egzemplarza do recenzji

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.