Skip to main content

Raptor – Dinozaury kontra naukowcy

Wyspa na Morzu Spokojnym. Grupa naukowców podjęła się eksperymentu odtworzenia dinozaurów. Wszystko może byłoby dobrze, gdyby nie instynkt macierzyński przerośniętej jaszczurki, przez który badanie wymknęło się spod kontroli. Nie, nie mówię o Parku Jurajskim, ale o grze Raptor autorstwa Bruna Cathali i Bruna Faiduittiego, która mocno nawiązuje do tej klasyki kina.

Schwytać, póki mamy czas!

Już ilustracja frontowa sugeruje, że mamy referencję do wspomnianego filmu. No chyba, że tylko ja widzę tutaj Alana Granta i dr Ellie Sattler uciekających przed grupą dinozaurów. Kolorystyka jest ciekawa, dużo zieleni, żółtego i pomarańczowego, a wszystko polane bardzo charakterystycznym stylem. Elementy gry składają się z figurek (dinozaurów i naukowców), kart dla każdego gracza, skał oraz kafelków. Szata graficzna kafelków jest utrzymana w stylistyce okładki, przez co ma się wrażenie, że dżungla jest pełna miejsc skalistych i sąsiaduje z pustynią (ewentualnie grając na pustynnej stronie, że otacza nas tylko piach). Wykonanie jest porządne: dobre figurki (choć matka dinozaurów stoi na jednej nodze, przez co się z czasem trochę przechyla, a pewno osoby siedzące bardziej w figurkach jak ja stwierdzą, że można coś poprawić), grube kafle i żetony, wytrzymałe karty – czego chcieć więcej? Na dodatek każda figurka naukowca wygląda inaczej, przez co ma się wrażenie, że nie prowadzimy losowego i generycznego ludka, ale osobne i konkretne indywiduum. Warto wspomnieć o świetnie wykonanych kartach pomocy, które poza informacją o naszych kartach, czy akcjach zawiera wzmiankę co przeciwnik ma pod odpowiednim numerem karty, warunki zwycięstwa oraz tory pokazujące naszą wygraną lub przegraną. Przydałaby się też notka o akcjach, na które przeciwnik może przeznaczyć punkty, ale to już by chyba zaciemniłoby ten komponent.

Raptor jest dwuosobową grą asymetryczną, oznacza to, że jeden gracz prowadzi dinozaury, zaś inny naukowców i każdą stronę kontroluje się inaczej. Nie mniej schemat gry jest taki sam: mamy 3 karty na ręce i wybieramy jedną z nich. Osoba, która ma niższy numer aktywuje zdolność akcji, a wyższy dostaje punkty akcji będące różnicą pomiędzy wybranymi wartościami przez graczy. Naukowcy mogą przeznaczyć jeden punkt akcji na poruszenie się o jedno pole (nie na skos), strzelenie nabojem usypiającym, zabranie śpiącego młodego dinozaura z sąsiedniego pola, czy podniesienie przerażonego naukowca. Dinozaury mają troszkę więcej możliwości przez podział na mamę i młode: mama porusza się po linii prostej do pierwszej napotkanej przeszkody, gasi ogień z sąsiedniego pola lub zabija naukowca, który znajduje się obok niej, zaś młode poruszają się jak naukowcy, ale mają ten aspekt, że mogą uciec z pola gry (przez półokrągłe pola). To najpewniej nie wszystkie akcje, które można wykonać, ale chciałem zwrócić uwagę na asymetryczność: na co innego można przeznaczyć punkty akcji, a na dodatek mamy różne czynności na kartach. Naukowcy wygrywają jak uśpią matkę (oddając w nią 5 strzałów) lub zabiorą trójkę młodych. Dinozaury zwyciężają zaś, jeżeli na planszy nie ma żadnego naukowca (wszyscy zostali pożarci) lub trójka młodych uciekła poza planszę.

Ona nas zaraz pożre

Wspominałem nieraz na łamach tego bloga, że lubię gry asymetryczne. To poczucie, że mamy zupełnie inną frakcję z nowymi możliwościami, że każdej trzeba się nauczyć sterować, że nasza taktyka powinna być inna w zależności, którą stronę kontroluje jest świetne. Dzięki temu budowane jest wrażenie unikalności konkretnej strony. W tym przypadku słabi naukowcy kontra potworne dinozaury.

Właśnie! Od początku mamy pewien dysonans: czy krwiożercze bestie są odpowiednim przeciwnikiem dla grupy badaczy? Czy jajogłowi nie są jednak słabym wyzwaniem dla pradawnych gadów? Nic bardziej mylnego! Rzeczywiście, jeżeli naukowcy nie będą uważać i taktycznie zagrywać swoich kart, to szybko zostaną zabici, ale zbyt pewny siebie dinozaur może wystawić matkę na pewny atak. Każda ze stron powinna odpowiednio używać skał, które nie są tylko elementem wystroju, ale przede wszystkim doskonałą kryjówką. Młode i matka mogą uniknąć linii wzroku naukowca, zaś ten schować się zmuszając dinozaura do okrężnej drogi.

Muszę przyznać, że z początku nie bardzo doceniałem aspekt strategiczny. Uważałem, że raptory mają za łatwo, a matka za szybko mnie zjada. Wynikało to z tego, że będąc naukowcami za bardzo szarżowałem, kiedy to agresywną grę powinna robić ta druga strona. Z kolei jak ktoś w jednej z pierwszych rund wpakował cały magazynek w matkę powodując przegraną, zauważyłem że dinozaury powinny też czaić się na planszy. Właśnie te dobre planowanie i strategiczne zagrywki są motorem napędowym danej pozycji. Buduje to też swego rodzaju regrywalność, poprzez dłuższe poznawanie możliwości jednej ze stron. W pewnym aspekcie to ciekawy motyw, z drugiej nie każdy ma tyle cierpliwości, aby spędzać sporo czasu przy jednym tytule.

Poza taktycznym rozdysponowaniem akcji i umieszczeniem figurek na planszy w skład strategicznego i doskonałego planu powinno wchodzić podjęcie wyboru co na tę rundę jest dla mnie lepsze. Podobnie jak w Haru Ichiban: chciałbym mieć niższy numer i aktywować swoją akcje, czy za pomocą wyższego mieć punkty akcji, którymi też nieźle mogę namieszać. Oczywiście warto w ten sposób pamiętać, co zagrał przeciwnik, bowiem jeżeli wybierzemy wyższą kartę z jedynym punktem różnicy, a w danej sytuacji ten wolałby mieć aktywować akcję specjalną, to trochę słabo.

Utrudnieniem w powyższej sytuacji jest karta z numerem 1, która tworzy nowy stos dobierania, więc nie dość, że mamy asymetryczną grę z różnymi dostępnymi akcjami oraz specjalnymi czynnościami z kart, to aktualny stan naszej talii może być inny niż przeciwnika. Wydaje się przez co mocno losowe, bo nie możemy wyliczyć jak przebiegnie tura, z drugiej walka pomiędzy wybranymi stronami jest ciekawa i mamy więcej czynników do zapamiętania. Nawet jeżeli nie mamy pojęcia, co tam rywal posiada w swoim stosie i nie przewidujemy, co akurat ma na ręce z trzech, możemy iść na żywioł i wybrać, co wydaje mam się słuszne.

A właśnie, bo może zdarzyć się, że wybierzemy akurat kartę o wartości, którą ma nas oponent i co wtedy? Ano to, że obie są odrzucane. Czasem to zaburza nasze knowania – w sumie jak każdy czynnik losowy – ale na szczęście u tego drugiego tak samo się dzieje. Praktycznie jak wszystko w tym tytule, możemy przekuć ten fakt w zwycięstwo. No, chyba że mamy wyjątkowego pecha lub podjęliśmy złe wybory, wtedy taka sytuacja zamieni się w porażkę.

Uważam, że regrywalność tej gry jest na dobrym poziomie. Nie objawia się ona wyłącznie faktem, że musimy dobrze planować i spędzić trochę czasu poznając jakąś stronę. Jednym z aspektów jest ułożenie planszy, a tym samym skał zasłaniających widoczność, a nade wszystko można wybrać czy gramy na pustyni czy dżungli, co też się przekłada na inne rozmieszczenie terenu. I znów, inne podejście, inna taktyka, inna zabawa. Dodatkowo zawsze mam wrażenie przy każdej partii jakbym ten tytuł poznawał od nowa, jakbym siadał do rozgrywki pierwszy raz w życiu. Z jednej strony zawsze ma się ten powiew świeżości, z drugiej może to męczyć.

Poza brakiem cierpliwości do poznawania tytułu, przez różne oblicza asymetrii tytułu może się wydawać on zbyt losowy. Miałem kiepski dociąg i za niskie wartości, aby coś dobrego wykonać. Moja karta, na której oparłem plan została wywalona, bo przeciwnik też wybrał ten sam numer. Przez zły ruch za bardzo się wystawiłem. Te i inne sytuacje mogą zniechęcić do kolejnych partii.

Wyspa dinozaurów

Raptor to dość niedoceniany tytuł, żadne wydawnictwo w Polsce się nim nie zainteresowało. Dodatkowo z początku ciężko nauczyć się asymetrii danej strony i ma się wrażenie zbyt losowej i niezbalansowanej rozgrywki. Jednak jak się przebije przez skorupę niechęci, to jest to całkiem niezła dwuosobówka.

Plusy:

  • ładna szata graficzna i porządne wykonanie
  • asymetryczna rozgrywka (inne podejście do gry w zależności od wybranej strony)
  • proste zasady przy niezbyt trudnej mechanice
  • wymaga główkowania i planowania
  • dobra regrywalność

Minusy:

  • bardzo trudne początki, zbyt długo trzeba czasu, aby poznać dobrze grę
  • na pierwszy rzut oka rozgrywka jest niezbalansowana

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.