Skip to main content

Konkurs “Wyścig odkrywców” – Rozwiązanie

Po pierwsze, wyjątkowo mało zgłoszeń miał ten konkurs. Tylko 5, więc myślałem, że wybór będzie łatwy. I tu przechodzimy do “po drugie” ;). Każdy uczestnik wziął sobie do serca słowa na temat formy i zrobił bardzo rozbudowane opowiadanie. Z tego względu bardzo, ale to bardzo ciężko było wybrać ten zwycięski. Też przyczyną, którą musiałem opóźnić ogłoszenie wyników był fakt, że te teksty były zwykle dość długie i potrzebowałem czasu na analizę, na przeczytanie oraz na wybranie zwycięzcy. Jak wspomniałem, mimo małej liczby zgłoszeń nie było łatwo, a jest nim <fanfary>:

Bartłomiej Sycha

Zapytałem się każdego uczestnika o pozwolenie publikacji pracy, uczynię to po otrzymaniu zgody. Ale na razie musicie zadowolić się zwycięskim tekstem:

24.01.2018
odzina 7:23

Jadę rosyjskimi kolejami do Arkham by spotkać się z starym kumplem Henrykiem. Ma dla mnie propozycję odnalezienia jakiegoś artefaktu. Nie zdradził szczegółów. Przede mną jeszcze około trzech godzin podróży.

Godzina 8:56

Zamówiłem u kelnera fasolki. Przyniósł mi jakąś papkę w kształcie przypominającą fasolę. Smakuje jak zmielone nerki, które wsiąkły mocz zamiast go oddać. Oby Henryk wybrał dobrą knajpę z jedzeniem. Póki co idę do toalety.

Godzina 10:19

Pociąg zaczyna hamować. Zaraz wysiadam. Dostałem SMS-a od Henryka, że mam się udać do baru „Kawerna”. Sprawdziłem na mapie. Kawał drogi. Zamówię taksówkę.

Godzina 10:45

Mijam właśnie skrzyżowanie ulicy Orlean i Cortex. Po lewej znajduje się moje miejsce docelowe. Na prawo jest ogromny wieżowiec z reklamą na ścianie „Zatrudniamy Tajniaków – przyjdź i sprawdź czy podołasz naszym wyzwaniom”. Sorry panowie. Ja mam swoje artefakty – pomyślałem. Zapłaciłem taksówkarzowi i ruszyłem do Kawerny.

Godzina 11:35

Siedzę sobie w parku na ławce i myślę o słowach Henryka. Ankh-Morpork. Południowa dzielnica Świata Dysku. Poszukaj człowieka o imieniu Munchkin. Zaprowadzi cie do Tajemniczego Domostwa. Ostrzegł mnie że straszą tam duuuszki. Odnajdź „Grubo-tekturowe trzewiczki Ignacego”. Mają niezwykłą moc. Każdy, kto je ubierze potrafi wymyślić grę, która okaże się hitem na całym świecie. Zawsze chciałem być sławny. Czas na emeryturę. Będzie to moje ostatnie zadanie. Wyruszam jutro o świcie. Póki co znajdę sobie jakieś lokum by spokojnie przemyśleć plan działania.

Godzina 21:32

Leżę już w łóżku. Bilet na U-Bota zakupiony. O 5 pobudka by na 6 zdążyć do portu.

25.01.2018
Godzina 6:32

Kapitan łodzi jest bardzo sympatyczny. Wzbudził we mnie takie zaufanie, że zwierzyłem mu się z mojej misji. Przedstawił się Munchkin.

Godzina 11:43

Dopłynęliśmy na miejsce. Ankh-Morpork to piękne miasto. Nie mięliśmy czasu się przejść. Munchkin rozkazał swoim marynarzom czekać w porcie. Razem z kapitanem udaliśmy się na skraj lasu, stanęliśmy przed ścieżką prowadzącą do miejsca docelowego. Wskazał mi drogę, uścisnął dłoń i wręczył klucz w kształcie kostki do gry. Nie pożegnał się. Dalej szedłem sam.

Godzina 12:08

Stoję przed Tajemniczym domostwem. Jest to ogromny budynek z drewna. Stoi tutaj od setek lat. Całą konstrukcję chyba trzyma szalejący tutaj wiatr. To z lewa to z prawa uderzają mnie silne porywy. Jako spoiwo do drewna służy gęsty, ciemnozielony mech. Jest go tyle że uszczelnia praktycznie każdą szczelinę. Otoczenie domostwa jest bardzo bujne i dzikie. Nie wiem co to za rośliny ale wolę nie podchodzić. To mój ostatni wpis przed wejściem.

27.01.2018
Godzina 19:43, Hotel „Dobble”

Wreszcie powoli dochodzę do siebie po tym co tam przeżyłem. W środku panował półmrok. Dobrze, że promienie słońca przebijały się przez podziurawione ściany. Po wejściu do tajemniczego domostwa mym oczom ukazała się postać kobiety. Była naga, owinięta w koronkową firanę. Leżała na podłodze. Ominąłem ją szerokim łukiem. Wyglądała jakby dopiero co zasnęła. Zajrzałem do najbliższego pokoju. Gęste pajęczyny wplątały mi się we włosy. Ciarki obeszły moje ciało. W środku była stara zniszczona komoda z wywalonymi dookoła kobiecymi ubraniami oraz zerwany karnisz. Wyszedłem. Kobieta wciąż leżała na swoim miejscu. Uspokoiło mnie to. Wiatr hulał. Słychać było jak piszczy między deskami. Z jadalni dobijał jasny blask. Zaciekawiony ostrożnie zajrzałem z ukosa. Stół z pięknym białym obrusem. Złota zastawa. Jedzenia tyle, że aż się uginają nogi. Jedynie goście, nie pasowali do reszty wystroju. Było ich dokładnie piętnastu. 15 zombie. Miały rozwalone głowy, wbite siekiery, noże. Wylewające się flaki. Wypadające jedzenie z ich wnętrzności. Szczury jako towarzysze zabawy, biegały po ich rozlatujących się ciałach. Wycofałem się pod schody. Odwróciłem czy kobieta wciąż leży. Była na miejscu. Powoli wchodziłem na górę. Schody lekko skrzypiały. Bałem się że usłyszy to któryś z ucztujących gości. Będąc na piętrze dostrzegłem krwawe ślady na ścianach. Wyglądało to tak jakby ktoś wziął ludzkie ciało i bawił się niczym pędzlem. Ścisnęło mnie w żołądku. Dostrzegłem wysuszoną gałkę oczną na jednym z świeczników. Szedłem intuicyjnie przed siebie. Nagle doszły mnie kroki zza pleców. Schowałem się do łazienki. Kran był odkręcony, leciała z niego brunatna ciecz. W powietrzu unosił się miedziany zapach. Postać kobiety niezgrabnie poruszała się do przodu. Potykała się o własne nogi. Na szczęście nie dostrzegła mnie. Z ostatniego pokoju na piętrze wyszła postać. Była wysoka jak dorosły człowiek, miała 4 pary włochatych odnóży. Przypominał Spinderellę z opowieści rodziców, którzy straszyli niegrzeczne dzieci. Kobieta i „człowiek pająk” stanęli naprzeciw siebie. Kobieta zrzuciła firanę, obnażają swoje ciało. Spinderella szybkim ruchem swoich odnóży, wbiła je w kobietę. Z jej brzucha został wyciągnięty poszukiwany przeze mnie artefakt. „Grubo-tekturowe trzewiczki Ignacego”. Nie myśląc ani chwili wybiegłem z łazienki. Gdy martwe ciało kobiety osuwało się na ziemię, wykorzystałem moment zaskoczenia i wyrwałem trzewiki z odnóży pająka. Pędem ruszyłem korytarzem na piętrze by zbiec po schodach na dół. „Człowiek pająk” w przeraźliwym okrzyku rzucił się za mną w pogoń. Gdy byłem na dole 15 zombie zaczęło wypełzać powolnymi ruchami z jadalni. Nie myśląc ani chwil rzuciłem się do drzwi. Wyważyłem je mocnym uderzeniem barku i nie obracając się za siebie biegłem jak najdalej znaną ścieżką. Na zewnątrz zachodziło już słońce. Bałem się tylko o swoje życie. Po paruset metrach musiałem złapać oddech. Odwróciłem się za siebie by spojrzeć na ścieżkę prowadzącą do tajemniczego domostwa. Była zarośnięta gęstym lasem. Szedłem pełen obaw przed siebie. Wiedziałem, że niedługo mym oczom ukaże się port i kapitan Munchkin. Na statku długo milczałem. Wymiotowałem i miałem gorączkę. Teraz gdy to piszę znów biorą mnie mdłości. Nie odważyłem się jeszcze ubrać butów. Niedługo przekonam się o ich mocy. Wtedy nie będę musiał opisywać mych przygód. Moje czyny zapiszą się na pudełkach gier planszowych. W każdym domu będą gry z moim podpisem. Moje imię będzie wieczne.

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.