Skip to main content

Animalia – Zwierzyniec na kartach

Czas przerwy od egzemplarzy recenzenckich można dobrze wykorzystać poznając lepiej tytuły w swojej kolekcji. Tak się składa, że chcę zebrać wszystkie gry autorstwa Bruna Cathali, ale przez natłok różnych wydarzeń, jedynie na kolekcjonowaniu się skończyło. Na szczęście przyszedł czas, w którym mogłem zajrzeć do swojego zbioru gier i wypróbować kilka tytułów. W tym właśnie recenzowaną Animalię.

Hodowcą być

Okładka przedstawia słodkie zwierzątka, które leżą jeden na drugim, możliwe że przepychają się chcąc się pokazać. Ilustracja jest naprawdę przepiękna, przez co wzbudziła zainteresowanie wśród moich znajomych. Każdy zwierzak został naprawdę ładnie przedstawiony, przez co chce się je dotknąć lub przytulić – choć jedynie pies-obdartus jest wyjątkiem i mimo dobrej ilustracji wzbudza obrzydzenie. Pudełko jest niewielkich rozmiarów, a wypraska posiada specjalne miejsce na karty i żetony (które są właściwie jedynymi elementami tej gry), niestety nie jest odporne na transport i po przeniesieniu w plecaku robi się w nim zawsze bałagan. Karty są całkiem porządnej jakości, a żetony też niczego sobie, choć wolałbym, aby były nieco grubsze.

Rozgrywka toczy się przez trzy rundy, które składają się z trzech faz. W talii mamy 5 rodzin zwierząt (psy, koty, konie, papugi i króliki) składające się z 7 członków (czempion, bystrzak, obdartus, słodziak, szpieg, złodziej i zgrywus). Tasujemy wszystkie karty (przy czym dla partii dla 4 osób i mniej usuwamy z talii) i segregujemy żetony. Pierwsza faza to formowanie kolekcji, jest to najdłuższa i najważniejsza część gry. Każdy gracz po kolei jest rozdającym. Aktualny rozdający wyciąga wierzchnią kartę i decyduje się czy ją przyjąć czy nie, jeżeli nie chce może wziąć następny gracz. Gdy karta zrobiła kółko, to wyciągana jest druga, i sytuacja się powtarza dla tych dwóch kart. Takie rozdanie występuje tak długo, aż ktoś nie przyjmie kart. Nie można mieć więcej niż 5 kart w kolekcji, więc jeżeli mamy już cztery, a przyjąć musimy dwie, to musimy spasować. Jeżeli mamy już 5 kart przed sobą, to jesteśmy wyłączeni do końca fazy. Faza druga to rozdawanie bonusów: niektóre zwierzęta mają punkty elegancji (gwiazdki to dodatnie, bystrzak ma 2, a czempion 3, zaś obdartus ma plamę zmniejszającą o 1), osoba mająca ich najwięcej dostaje dwie karty, a druga w kolejności jedną. Trzecia faza to przyznawanie medali, ale przed nią możemy podmienić karty z bonusów (lub zachować je na później): za każdy typ zwierząt w naszej kolekcji, których mamy co najmniej 2 karty dostajemy tyle medali odpowiedniego typu, ile ich mamy – np. mamy 3 króliki i 2 papugi, to dostajemy 3 medale królików i 2 papug. Na koniec gry wygrywa osoba mająca najwięcej punktów – za każde 5 medali jednego rodzaju dostaje medal z piątką warty 5 punktów, te z wizerunkiem zwierząt dają 1 punkt.

Zobaczcie moje zwierzaki

Kojarzycie Abyss i motyw pozyskiwania sojuszników? Mechanika gry Animalia jest oparta o ten element. Jest trochę bardziej skomplikowany, ale to nie zmienia faktu, że dana pozycja jest fillerem, rodzinną planszówką, prostą karcianką. Ktoś nazwał nawet to odwróconym Splendorem, gdyż zamiast zdobywać karty za pomocą żetonów, to zdobywa się żetony za pomocą kart.

Obawiałem się, że przez tę dawkę negatywnej interakcji w połączeniu z losowym wyciąganiem kart rozgrywka nie będzie przyjemna. Okazuje się, że zgrywus i złodziej nie są tacy straszni jak myślałem, a szpieg nie zawsze zadziała zgodnie z naszymi oczekiwaniami (ktoś może nie przyjąć karty, którą myślimy, że weźmie). To tylko ciekawy element, pewna nowinka, aby nie było zbyt nudno. Losowość też dodaje pewnego uroku, nie bardzo możemy przewidzieć co jaka karta będzie następna, ale i tak podejmujemy decyzje na tu i teraz. Wiemy co mają przeciwnicy, wiemy jakie mamy zwierzaki – zatem to prosty wybór: chcemy tę kartę czy nie.

Ciekawy jest motyw kradzieży, dzięki której możemy przywrócić kogoś do gry. Przeciwnik ma już pełną kolekcję, myśli sobie, że go nikt nie ruszy, ale kradnąc kartę znów bierze udział w rozgrywce. I tak pewna swego osoba musi dobierać znów karty lub je akceptować. Jeżeli dociąg będzie pechowy, to będzie się wkurzać na przeciwnika, który mu to zrobił (zwłaszcza, że mógł mieć kompletną kolekcję i tylko wywalił nam z czystej złośliwości kartę, a nie zabrał). I tu wchodzi pewna wada tytułu: mamy do czynienia swego rodzaju “gra drużynowa”, bowiem inni gracze mogą się uprzeć na jednego i już nie ma takiej wesołej zabawy, a tylko irytacja. Zatem jak już chcemy komuś zaszkodzić, to z głową.

Sama rozgrywka jest dość dynamiczna, nie wymaga skomplikowanego myślenia, nie powinno być zastojów. Ot, szybka i prosta decyzję: chcę tę kartę czy nie? Więc skoro ten dynamizm napędza grę, to wiadomo, że nie trwa ona tak długo. Partia to kwestia jakiś 15-20 minut, więc jest nieźle.

Gra jest od 2 do 6 graczy, więc sądziłem, że na dwóch jest kiepska, a im więcej tym lepiej. Na dwie osoby jest o tyle ciekawie, że każdy buduje dwie kolekcje, a karty oddziałujące na innego gracza (jak kradzież) muszą działać na zbiór, do którego zostały dołożone. Na 6 osób za dużo się dzieje, mamy mniejszą kontrolę nad tym, co się dzieje w czasie gry, więc polecam rozgrywkę na 3-5 osób. Na 4 i mniej graczy usuwa się karty neutralne, więc mamy 6 kart, zatem mniej kombinacji do stworzenia, co przekłada się na lepszą płynność gry.

Regrywalność też jest niczego sobie, będziemy chcieli inaczej tworzyć kolekcję, dobierać różne karty, kombinować z kartami specjalnymi. Nie mniej rozgrywka jest dość schematyczna i każda kolejna partia się różni od poprzednich. Przez to może nudzić, ale słodkie rysunki przemiłych zwierzaków wynagradzają to :).

Największą skazą tej gry jest system punktacji, który przez nie ma zbyt dużych różnic w wynikach końcowych. Sobie możecie pomyśleć: no, ale to przecież dobrze, nie? No, nie do końca w tym przypadku. Jeżeli zbiorę 4 papugi, a ktoś 2 psy i 2 koty, to sumarycznie dostaniemy 4 medale. Owszem, mając 4 rodzaje tego samego rodzaju łatwiej mi zebrać ten warty 5 punktów, ale mają 2 medale z dwóch gatunków mogę wybierać, w co inwestować, a nawet zdobyć za psy i koty. Zatem ostatecznie może okazać się, że ktoś wygrał jedynie jednym punktem.

Pokazy zwierząt

Animalia to prosta, praktycznie rodzinna gra karciana, która może być dobrym umilaczem czasu. Mechanicznie nie jest to nic odkrywczego, ale taki fillerek przed czymś większym lub do miłego spotkania przy planszówkach. Myślę, że warto zainteresować się w tą pozycją.

Plusy:

  • niesamowicie piękna szata graficzna
  • prosta mechanika
  • interesujący system zbierania setów
  • dawka negatywnej interakcji podsycająca emocje
  • przyjemna dynamiczna rozgrywka, która nie jest zbyt ciągnąca
  • dobra regrywalność i skalowalność

Minusy:

  • zbyt agresywne atakowanie jednego gracza psuje zabawę
  • niezbyt dograny system punktacji

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.