Skip to main content

Dice Stars – Gwiezdne kasyno

Bruno Cathala wielkim twórcą gier jest, a ci projektują ich masę. Niektóre z nich przeszły kompletnie bez echa, mimo całkiem ciekawej mechaniki. Takim tytułem jest właśnie Dice Stars, gdzie w cieniu premiery Kanagawy i Kingdomino mało co było wspominane o tej pozycji.

Bingo z kostkami

Okładka przedstawia jakieś różnokolorowe kostki latające w przestrzeni kosmicznej. Według mnie w ogóle nie przyciąga uwagi, a na dodatek jest to mało atrakcyjne, choć tajemnicze, zagranie. Właściwie nazwiska autorów – znana para francuskich projektantów planszówek: Bruno Cathala i Ludovic Maublanc – jedynie zachęcaja do zapoznania się z tym produktem. W środku znajdziemy bardzo gruby notes, worek materiałowy i kostki. Cóż, niezbyt wiele, dlatego notes jest okraszony szatą graficzną nawiązującą do okładki, a kostki są w czterech kolorach i zamiast jedynki mają gwiazdkę. No powiem szczerze, że za taką cenę jaką zapłaciłem oczekiwałem czegoś ciekawszego (a ta była wysoka przez koszty przesyłki, bo załatwiłem ją z zagranicy).

Rozgrywka jest dość specyficzna. Decydujemy się ile kostek wyciągamy z worka (od jednej do trzech) i rzucamy nimi. Następnie decydujemy czy bierzemy tę samą wartość, ten sam kolor kostek czy same gwiazdki (technicznie jest to wybór wartości, ale przez inne rozpatrzenie tej opcji, to traktują ją jak osobną kategorię). Ten wybór odnotowujemy na naszej kartce: tu przychodzi najcięższa część, którą ciężko wyjaśnić samymi słowami, ale się postaram. Pierwsze dwie opcje to wypełnienie odpowiedniego rzędu lub w kolumny w taki sposób, aby zobrazować liczbę kostek oraz sumę oczek na nich: czyli jakbym wybrał 3 kostki o sumie 9 to odpowiednio w każdym polu bym napisał X X 9. I jeżeli wybraliśmy tę samą wartość, to zapisujemy w rzędzie, a jeżeli kolor to w kolumnie – i oczywiście w pierwszych wolnych polach. Z gwiazdkami jest trochę inaczej, bowiem zaznaczamy je w żółtych kratkach, dowolnie jak chcemy: udało nam się zapełnić cały rząd? Na końcu gry dostajemy mnożnik razy dwa. Zaczęliśmy zakreślać, ale nie udało nam się uzupełnić rzędu? Niestety, ten rząd mnoży się razy 0. W rzędzie, w którym nie ma X na żółtych polach dostajemy normalnie punkty (mnożnik 1). Koniec gry inicjuje się jeżeli ktoś uzupełnia wszystkie białe pola lub ktoś wykroczył poza rząd lub kolumnę (wtedy sumę z kostek zapisuje w polu z meteorytem). Każdy rozgrywa swoje tury do końca kolejki i zlicza się wynik: suma punktów w każdym rzędzie uwzględniając mnożniki minus wartość w polu z meteorytem. Osoba mająca najwięcej punktów wygrywa.

No to leci meteoryt

Cóż, zajęło i to więcej niż chciałem, ale niestety mimo prostoty zasad, ciężko je szybko wyjaśnić. Bardzo dokładnie staram się zaprezentować na przykładach w jaki sposób powinno się zapisywać wyniki i z początku nie jest to dla każdego intuicyjne, więc mimo tego nadal zdarzają się pomyłki.

Muszę wspomnieć, że kartka, na której zapisujemy wyniki jest bardzo szczegółowo zaprojektowana i zawiera ciekawe informacje. Chociażby widać ile kostek z danego koloru jest (sumarycznie 14: 2 czarne, 3 fioletowe, 4 niebieskie i 5 żółtych), miejsce na imię, zapisany wynik przed mnożeniem i po. Wszystko jasne i czytelne, bardzo dobrze skonstruowane.

Sama rozgrywka jest też dość nietypowa, rzucam kostkami i zapisuje wynik, więc pewno nazwa “roll and write” pasuje. Przez specyfikę mechaniki skojarzyła mi się mocno ona z bingo, ale raczej jest to dość odległa myśl. Nie mniej jest to na pewno pewna gra kasynowa, która jest dość losowa i ryzykowna. Mimo wszystko nie jest tak, że nie mamy wpływu na graczy. Zawsze możemy wziąć kostkę z gwiazdką, aby zresetować worek i ograniczyć wybór przeciwnikowi, wyliczyć aktualne kostki i zabrać sprzed nosa ważne dla rywala czy zakończyć grę zanim ktoś zdąży uzupełnić rząd żółtych pól.

Zarządzanie “iksami” przy mnożnikach również jest ważne. Umieszczenie ich przy rzędzie z szóstkami wydaje się kuszące, ale możemy nie zdążyć uzupełnić rzędu przez to stracimy sporo punktów. Natomiast rząd 3 i 4 wydaje się optymalny, ale może przynieść niewielki zysk. Zdecydowanie najłatwiej zapełnić dwójki, ale tam może być jedno wielkie 0.

Im mniej osób, to większa kontrola nad tym co się dzieje na stole. Nie ma sytuacji, że nagle ktoś może nam zresetować worek, gdy upatrzyliśmy sobie kostki w rezerwie, z drugiej strony rozgrywka na dwójkę osób jest mało emocjonująca i tylko się ścigamy kto zdobędzie lepsze kostki.

Wariant solo jest ciekawie rozpisany, bowiem gramy przeciwko wirtualnemu graczowi, który dostaje punktów za sumę pozostałą w rezerwie. Grupujemy wynik po “piątkach” (1-5, 6-10, 11-15, itp) i zaznaczamy w siatce jedną kratkę w takiej grupie. Pusta rezerwa? Super, 0 kratek do zaznaczenia. Same gwiazdki? Nie jest źle, tylko jedna kratka (nie ważne jak dużo ich jest). Jeżeli mamy wartości liczbowe i gwiazdki, to sumę podwajamy i grupujemy w piątki. Gra kończy się na normalnych warunkach – wirtualny gracz dostaje 5 punktów za każdą zaznaczoną kratkę, zaś nasze punktowanie jest takie jak zwykle. Mamy wyższy wynik? Wygrywamy! Niższy? No cóż, wirtualny gracz wygrał. Możemy też przegrać, kiedy zostanie zapełnia ostatnie pole w siatce. Naprawdę trudno wygrać, ale dzięki temu nauczyłem zarządzać się rezerwą w normalnej grze i zacząłem wygrywać z innymi graczami. A jak w końcu po kilku partiach wygrałem z wirtualnym graczem, to jaką radość miałem.

Wspomniałem o cenie. Zastanawiałem się czy drążyć ten temat, ale cóż, chyba jednak warto. Aktualnie gra kosztuje 15 USD, a drugie tyle kosztuje przesyłka do Polski. Tak, 100 zł to całkiem spora kwota jak na notesik, woreczek i 14 kości. Gdybym zarabiał w dolarach i wydał 15 dolców na grę kostkową, to byłoby dla mnie tyle, co nic. A tak? Ciężko zdobyć i drogo.

Sięgając po gwiazdy

Dice Stars to bardzo specyficzny tytuł, w którym należy zapisywać wyniki na kartce. Niby nic, niby nie moja działka, niby sam w życiu bym w to nie zagrał, niby za drogie, ale jednak ma coś w sobie, co przyciąga siebie. Prosta w wykonaniu, przez co łatwa do “spiracenia”, zakup kilku 14 kolorowych kostek oraz zaprojektowanie i wydrukowanie podobnej kartki to niewielka cena – dla osób zarabiających w dolarach niewarte zachodu. Raczej nie będę często wracał do tej planszówki, ale jest ciekawa.

Plusy:

  • kompaktowe, eleganckie i minimalistyczne wydanie
  • ciekawa i dość nietypowa mechanika
  • wymaga pewnej dozy kombinowania
  • niska, ale w pewnym stopniu interesująca interakcja bezpośrednia
  • mega fajny, ale mocno wymagający wariant solo
  • dobrze zaprojektowana skalowalność i regrywalność

Minusy:

  • cena w stosunku do zawartości jest dość wysoka
  • dość nieintuicyjna przy pierwszym spotkaniu

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.