Skip to main content

Cztery śledztwa Sherlocka Holmesa – To proste, mój drogi Watsonie

Został mi ostatni komiks, więc nie miałem wyboru. Ze względu na fakt, że jestem słaby w dedukcję zostawiłem go na koniec. Sherlock Holmes jest postacią, która zapisała się w popkulturę oraz w ludzką świadomość, więc zrobienie komiksu, w którym możemy wcielić się w kogoś rozpoznawalnego jest dość ciekawym pomysłem. Schemat zabawy jest identyczny jak w poprzednich komiksach: po podjęciu decyzji przenosimy się do odpowiedniego kadru tworząc spójną historię naszego bohatera.

Poczwórne problemy

Bardzo podoba mi się fakt, że postać najsłynniejszego detektywa na świecie jest mocno inspirowana postacią książkową (z racji, że ze znanych kreacji filmowych, najwierniej oddaje ją gra Benedicta Cumberbatcha, to może się kojarzyć ona z serialem Sherlock) – cichy, zamyślony, niezbyt rozmowny, skupiony na pracy, arogancki. W historii pojawia się też Watson, który też dobrze jest odwzorowany jeżeli chodzi o  pierwowzór.

Przyjemna, przyciągająca i ładna kreska sugeruje tytuł raczej dla młodszych lub młodych, ale wierzcie mi sam miałem ogromne problemy w rozwiązywaniu zagadek, więc raczej dzieci mogą mieć problemy. Sprawy dotyczą kradzieży, zniknięcia, tortur i morderstwa, więc stopień brutalności (szczególnie w tej, gdzie nasz poszkodowany z powodu tortur dostał tortur) sugeruję, aby komiks rozgrywała młodzież i osoby starsze.

Dedukcja to podstawa

Ten tytuł ma kilka elementów, które są różne od pozostałych komiksów. Na pierwszy rzut oka rzuca się brak karty postaci, w której zapisujemy aktualny postęp, ekwipunek czy mamy statystyki wybranej osoby. Jedynie karta, na której zapisujemy odpowiedź danej sprawy. Wynika to z bardzo prostej sprawy, nic nie zbieramy, nic nie wpływa na nasze statystyki, a nawet nie ma jakiegoś limitu czasowego. Musimy się wykazać sprytem, dedukcją i zdolnością łączenia faktów, zatem jedynie nasze spostrzeżenia i uwagi możemy zapisać na kartce w postaci notatek.

Inna sprawa, że poprzednie tytuły raczej nie pozwalały na wertowanie stron. W Rycerzach oraz Łzach Bogini Nuwy zbyt długie przeglądanie kart komiksu powodowało utratę cennego czasu, zaś w Wilkołaku zbyt długie szperanie powodowało szukanie tarapatów i niepotrzebne walki, co ostatecznie odbierało potrzebne punkty życia. Tutaj odwiedzanie kolejnych kadrów ma podwójne znaczenie: po pierwsze, przede wszystkim dzięki temu poznajemy więcej faktów i zbieramy więcej informacji, a tym samym jest pewniejsze, że zakończymy sprawę pomyślnie. Drugim faktem jest, że możemy natrafić dzięki temu na zagadki Moriarty’ego oraz zbierzemy więcej przycisków maszyny do pisania (dodatkowe punkty na koniec gry oraz przyda nam się sporo na końcu przygody).

Wspomniałem coś od zagadkach Moriarty’ego, są to swego rodzaju zadania poboczne: nie wpływają na wynik śledztwa, ale końcowe punktowanie już tak. W pierwszym podejściu w ogóle je olałem, przyjrzałem się im, ale nie rozumiałem o co chodzi i skupiałem uwagę na dochodzeniu. Tak naprawdę rozwiązałem jedną, która dała mi całkiem niezłą liczbę przycisków (podejrzewam, że inne robią to samo), jestem po prostu na nie za głupi chyba ;).

W czasie rozgrywki możemy zmieniać postacie: przed każdą sprawą wybieramy czy chcemy ją prowadzić jako Sherlock Holmes czy jako Doktor Watson. Kontrolowanie tych postaci trochę się różni: w czasie przesłuchania Sherlock może zadać tylko 3 pytania, a Watson 4. Watson z racji bycia lekarzem w niektórych sprawach może dokonać ekspertyzy badając ciało, zaś Sherlock ufa swojej intuicji i dokonuje dedukcji. Również w zagadkowych i niespotykanych sytuacjach Sherlock posługuje się rozumem, zaś Watson dostaje wskazówkę od swojego przyjaciela. Zatem prościej mówiąc mamy pewne poziomy trudności: niższy grając Watsonem lub wyższy wybierając Sherlocka.

Jeżeli chodzi o śledztwa to na końcu przygody poznajemy rozwiązanie każdej z nich, więc wybierając odpowiedz nie jesteśmy jej pewni, aż nie skończymy przeglądać komiks. I to jest największa wada tej gry, każda sprawa jest jednorazowa, więc jedynie znalezienie większej liczby przycisków oraz rozwiązanie zagadek Moriarty’ego motywuje nas do kolejnego podejścia…

Sherlock i Watson na tropie

Cztery śledztwa Sherlocka Holmesa to wciągająca zabawa na długie godziny, w której możemy się wykazać sprytem oraz dedukcją. Kontrola poziomu trudności i swego rodzaju misje poboczne są ciekawym urozmaiceniem, które pozwala cieszyć się tytułem na rożny sposób. Jednak we wszystkim jest szkopuł: po pierwszej zabawie poznamy już rozwiązanie każdej sprawy, więc nie będzie ona zaskoczeniem.

Dziękuję wydawnictwu FoxGames za przekazanie egzemplarza do recenzji

Wydawnictwo FoxGames

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.