Skip to main content

Skubane kurczaki – Kurczę blade…

Jeżeli wierzyć, co mówi opis gry, to koguty lubią biegać po dworze i kraść sobie piórka z kupra. Nie wiem czy to prawda, mam rodzinę na wsi, ale nigdy takiej zabawy nie widziałem, ale kto tam wie co się wyprawia na podwórzu wiejskiego gospodarstwa… Może to po prostu Skubane Kurczaki.

No kurka wodna

Trójka kurcząt biegających po podwórku, z czego jeden bez swoich piór z tyłu. Styl graficzny jest, no cóż, dość charakterystyczny. Niektórzy mówili otwarcie, że im się nie podoba, dzieci wymyślały różne eufemizmy: dziwny, nieciekawy czy zabawny, ale nikt nie powiedział, że jest ładna. W środku mamy dużo powietrza, a poza tym 4 spore pionki kurczaków, patyczki symbolizujące piórka, jajokształtne żetony oraz ośmiokątne. Dość niewiele, ale wszystko jest porządne wykonanie – pionek to kawał drewna (ktoś nawet stwierdził, że to może być jako narzędzie zbrodni), a żetony są grube, mogące wytrzymać jakiś czas nieokiełznaną siłę dziecka.

Zaczynając od najmłodszego gracza każdy po kolei będzie wykonywać swoją turę, w której będzie odkrywał jeden z środkowych kafli. Jeżeli obrazek zgadza się z sąsiednim żetonem, na którym stoi kurczak aktywnego gracza, ten przemieszcza się na te pole, a proces odkrywania płytek do przemieszczania powtarza tak długo, aż trafi na niepasujący. Jeżeli znajdujemy się obok przeciwnika, to musimy znaleźć kafelek z polem przed nim i zabieramy mu pióro. Osoba, która podebrała wszystkim przeciwnikom pióra, wygrywa.

Kurza stopa

Oryginalnie ten tytuł wyszedł jakieś 20 lat temu, więc mechanika za bardzo nie dziwi. Aczkolwiek zastanawiałem się dlaczego został wydany ogrzewany kotlet właśnie teraz (poprzednia edycja została wydana przez Egmont kiedy rynek planszówek w Polsce raczkował, więc na ówczesny czas ta pozycja to dobra opcja). Dodatkowo to niezbyt lubiane przeze mnie memory, które wciska się do gier dla dzieci prawie na każdym kroku. Okej, 20 lat temu było takich wymagań odnośnie planszówek i memory nie było złe, a obecnie może być ciekawie rozwiązane lub zrobione w oryginalny (patrz: Magiczny Labirynt).

Ale odstawmy moje dywagacje na ten temat na bok i skupmy się na samej opinii o grze. Wiadomo, że taka, a nie inna mechanika jest dobra dla dzieci. Rozwija koncentrację, skupia uwagę malucha, pozwala na rozwój pamięć. Proste zasady są przystępne dla najmłodszych szkrabów, 5-6 lat to będzie odpowiednia rozgrywka dla nich. Choć początek może być mało angażujący, dopiero poznajemy gdzie leżą odpowiednie symbole i z początku jak ruszymy się o jedno pole to już dobry start.

Taki sposób zaprojektowania gry powoduje, że malec będzie miał przewagę nad dorosłymi. Dzieci mają lepszą pamięć krótkotrwałą, kiedy to dorośli mogą się miotać i odsłaniać przez 3 tury tę samą płytkę. Pozwoli im to dostatecznie się zbliżyć do innego kurczaka, a w ostatecznie najpewniej dać satysfakcję, że ograło się grupę dorosłych lub co najmniej zdobyło się przewagę. W gronie dzieci te uczą się wspólnej zabawy, rywalizacji i gry fair, postępowania według zasad.

Wiedzcie, że rozgrywka na jednej partii się nie zakończy, o nie. Uzmysłowić trzeba jedno: to jest gra dla dzieci, nie familijna. Przede wszystkim jest skierowana do najmniejszych, dorosły niekoniecznie musi się dobrze przy niej bawić, więc spokojnie można zostawić grono rówieśników, aby zajęli się sobą i rozegrało te 3-4 partię. I godzinka spokoju ;). Chyba nie muszę pisać, że przez takie rozwiązanie uważam, że regrywalność jest na dobrym poziomie, a dodając do tego fakt losowego ułożenia płytek na torze wyścigu i wskazujących pole.

Gra dwuosobowa według mnie mało emocjonująca, po prostu każdy się ściga i dąży się kto pierwszy kogo złapie, co powoduje koniec zabawy. Niestety, ani to fajne, ani nie sprawia frajdy, ale od biedy można zagrać na tę liczbę osób. Rozgrywka na inne warianty osobowe jest lepsza i dostarcza dużo lepszych wrażeń.

Jak kura pazurem

Osobiście nie przepadam za mechaniką memo, uważam że jest trochę wtórna. Sama gra wydaje się trochę przestarzała, ale jak widać dla dzieci nie ma to znaczenia. A jak wiadomo najmniejsi to jednak bezkrytyczni recenzenci: skoro im się podobało i chcieli jeszcze, to kim jestem, aby mówić, że osobiście nie polubiłem Skubanych Kurczaków?

Plusy:

  • porządne wykonanie
  • mimo starej mechaniki przyciąga uwagę dzieci
  • uczy, rozwija i bawi najmniejszych
  • może służyć do zabawy wyłącznie w gronie rówieśników
  • rozsądnie zaprojektowana losowość
  • całkiem miła regrywalność

Minusy:

  • partie dwuosobowe są mało atrakcyjne
  • szata graficzna nie jest specjalnie szałowa

Dziękuję wydawnictwu Zoch Verlag za przekazanie egzemplarza do recenzji

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.