Skip to main content

Ewolucja – Ewoluuj albo giń

Fakt, iż proces ewolucyjny miał miejsce, nie ulega wątpliwości. Kwestionowany jest tylko mechanizm tego procesu.
Gordon Rattray Taylor, The Great Evolution Mystery

Ewolucja. To ona doprowadziła nas, gdzie jesteśmy. To ona wykształciła pewne gatunki, to ona pozwoliła drapieżnikom być kim są. Ewolucja miała spory wkład w nasze życie. Myślę, że Karol Darwin z chęcią zapoznałby się z tą grą wydawnictwa Egmont.

Dostosować się do warunków

Gdyby szympansy zostały stworzone niezależnie od ludzi, to dlaczego mają one wspólną biochemię aż do takich subtelnych szczegółów jak sekwencja aminokwasów w konkretnych białkach?
Allen Hammond i Lynn Margulis, Farewell to Newton, Einstein, Darwin…

Dziwne pstrokate, rogate stworzenie przypominające jakiegoś gada, jakąś agamę czy kameleona jawi się na pierwszym planie okładki, nad nim widzimy kotowate stworzenie, a u wodopoju dziwne małpy. Otoczenie wskazuje nam na jakąś prehistorię, czy nawet alternatywną linię czasu, w której wykształciły się nietypowe gatunki. Graficznie jestem pod wrażeniem, kolorystyka posiada stonowane barwy przy dużej palecie, tworząc bardzo kolorową oprawę. Plansza wodopoju, sporo kart cech, duża liczba planszetek gatunków, mnóstwo żetonów pożywienia oraz znacznik pierwszego gracza w postaci diplodoka (czy tam brontozaura, nie wiem czym to się różni) to zawartość tej gry. Świetnie ilustrowane, porządnie wykonane. a pionek dinozaura robi ogromnie wrażenie, choć może to lekki przerost formy nad treścią. Za takowe można również uznać planszę wodopoju, ale dzięki temu nie mieszają nam się odłożone pożywienia oraz bank.

Rozrywka składa się z kilku faz, pierwsza polega na dobraniu tylu kart ile ma się gatunków + 3. Następnie każdy wybiera jedną kartę i kładzie ją zakrytą na wodopoju – te mają w dolnym rogu cyfrę, w późniejszym etapie gry będziemy dokładać tyle jedzenia, ile wynosi ta wartość. Po kolei każdy gracz będzie zagrywał karty, za pomocą których może dodać gatunkowi nową cechę, zwiększyć populację lub rozmiar albo stworzyć nowy gatunek bez cech (w dwóch ostatnich przypadkach odrzucamy kartę, w pierwszym kładziemy zakrytą przy gatunku). Odsłaniamy dodane cechy, aktywują się te, które dzieją się przed odkryciem karty na wodopoju. A te jak odwracamy, to sumujemy cyfry i dokładamy tyle żetonów pożywienia (uwaga, wartość może być ujemna!). No i najważniejsza faza, czyli karmienie. Zaczynając od gracza rozpoczynającego każdy będzie karmił każdy swój głodny gatunek. Jeżeli jesteś roślinożerny, to dobierasz ze środka. Mięsożerca żywi się inaczej, musi zaatakować gatunek gracza mniejszy od niego i dostaje tyle żetonów jedzenia z banku ile wynosi rozmiar tego gatunku, a temu spada populacja o 1. Takie zdolności jak współpraca, tkanka tłuszczowa lub zbieractwo modyfikują troszkę zasady otrzymywania żywności. Ta faza trwa tak długo aż wszystkie gatunki zostaną wykarmione (czyli mają tyle jedzenia, ile wynosi ich populacja – nie można mieć żetonów powyżej tej wartości) lub skończą się żetony na wodopoju. W tym drugim przypadku obniżamy wartość populacji do poziomu wykarmienia – tak, gatunek bez żadnego pożywienia może umrzeć (też może wymrzeć przez atak drapieżnika). Zdobyte żetony jedzenia dajemy za zasłonkę. Jeżeli w pierwszej fazie skończy się stos kart, należy go przetasować i jest to runda ostatnia. Po tym zliczamy punkty za: zdobyte pożywienie za zasłonką, sumę populacji oraz cech wszystkich naszych gatunków. Jak zawsze, wygrywa osoba mająca najwięcej punktów.

Drapieżnik doskonały

Nic w biologii nie ma sensu jeśli jest rozpatrywane w oderwaniu od ewolucji.
Theodosius Dobzhansky

Bardzo przypadł mi do gustu ten kombinacyjny charakter rozgrywki. Z pośród dostępnych kart muszę mam niewiele możliwości jak je zagospodarować, więc muszę zrobić to najlepiej jak to możliwe. Również ograniczenia dawane przez grę (do 3 niepowtarzających się cech na jeden gatunek). dają jakieś pole do popisu. Możemy tak operować kartami, że stworzymy idealnego drapieżnika albo mieć jaroszy, co dobrze bronią się przed mięsożercami.

Prędzej czy później pojawi się jakieś zagrożenie ze strony innego gracza – czytaj: stworzył lub wyewoluował jakiś gatunek w mięsożercę. Nie zawsze ktoś będzie gotowy na to się przygotować, bo albo nie miał dobrych kart albo nie było przesłanek albo miał inny pomysł na ewolucję swoich gatunków. Jest pewien problem, kiedy ktoś nie zdąży się wykształcić odpowiednio swoich stworzeń, bo jest potencjalnym celem drapieżnika i nie mamy możliwości rozwoju. Jest to przytłaczające, ale zauważyłem, że spauzowanie i ominięcie tury pomoże. Wtedy mamy więcej kart na ręce i choć pozornie nie zyskaliśmy dużo, to możemy się wybronić przed byciem jedynym osobnikiem, który będzie ciągle atakowany.

Cóż, losowość jest całkiem spora. Rzadko kiedy trafią się cechy, które nas interesują, a jakieś mało przydatne będą trafiać się często. Przykładowo, widziałem jak wyewoluowały gatunki przeciwników, więc bycie mięsożercą nie miało sensu. Co turę przez jakieś 3 albo 4 kolejki pojawiał się co najmniej jeden drapieżnik na ręce. Tak, co najmniej, bo zdarzało się, że dwa sztuką jest wymanerwować tak, aby z kiepskiej sytuacji wybić się na pozycję lidera, ale jest to możliwe.

Skalowalność dla mnie trochę siada. Rozgrywka dwuosobowa jest nudna i nie opłaca się tworzyć mięsożercy, bo często będzie się zjadać swój gatunek. Na maksymalną liczbę osób tworzy się mniej nowych gatunków (o ile na 2-3 osoby to jakieś pięć czy sześć na gracza, to dla pełnego wariantu osobowego rzadko kiedy jeden gracz ma więcej niż trzy). Oczywiście, sumarycznie wychodzi tyle samo, ale jest różnica jeżeli tworzę kombo pomiędzy swoimi pięcioma stworzeniami a trzema. No i dla maksymalnej liczby uczestników zabawy poleca się wariant szybki, który polega na tym, że każdy zarządza swoimi kartami niezależnie od innych graczy. Polecam ogółem tę opcję również dla innej liczby osób, ale pod warunkiem, że wszyscy już znają tę grę. Ach, no i stos kart nie zmienia się w zależności od tego czy gra nas 2 czy 6, więc w niektórych przypadkach partia skończy się za szybko, a w innych zbytnio się dłuży. Polecam rozgrywkę na 4, chyba było mi najlepiej. Przez sporą losowość, różne warunki rozgrywki zależnie od liczby graczy czy dobranie kart możemy mieć inne odczucia, a nade wszystko będziemy próbować nowych kombinacji, więc co do regrywalności nie mam jakiś większych zastrzeżeń. Jest całkiem OK.

W tym tytule czuć, że ma się naprawdę do czynienia z procesem ewolucji. Powstają nowe gatunki, część wymiera przez działania drapieżników lub z braku pożywienia. Stworzenia adaptują się do warunków: gdy brakuje pożywienia roślinnego stają się mięsożercami, gdy drapieżnik jest zagrożeniem, wytworzyli twardą skorupę lub rogi. Jeżeli trudno polować na jaroszy, to należy uczyć się ich zagrywek poprzez inteligencję albo łatwiej tropić zwierzynę w stadzie. Oczywiście może trochę na wyrost, bo mechanicznie jest to wykładanie lub podmienianie kart, ale jak się temu bliżej przyjrzeć, to zobaczymy, że tytuł Ewolucja jest jak najbardziej na miejscu.

Poza odpowiednimi cechami należy też żonglować pomiędzy rozmiarem i populacją. To pierwsze przydaje się, aby uniknąć ataku drapieżnika (ale poza tym gromadzić jedzenie w tkance tłuszczowej), a drugi parametr informuje ile możemy zjeść. Jeżeli nie będziemy inwestować w rozmiar staniemy się łatwym celem ataku, zaś z drugiej strony nie ma co przesadzać. Jeżeli wymaksowaliśmy tę statystykę u jakiegoś gatunku, dobrze byłoby dobrać symbiozę, aby mieć pewność, że ta dwójka stworzeń nie będzie mogła być zaatakowana. Im większa populacja, tym więcej musi jeść, ale też więcej punktów dostarcza na koniec gry. Jeżeli brakować będzie żywności u wodopoju, logiczne, że będzie ona spadać i gatunek będzie bliski wymarcia lub również stanie się łatwym celem ataku. Dlatego trzeba będzie poszukiwać alternatywnych źródeł pożywienia jak polowanie (czyli stać się mięsożernym), długa szyja, współpraca czy zbieractwo.

Tytuł ten bazuje na małej karciance Ewolucja: Pochodzenie gatunków. To dość znana budżetówka od G3, której SCD wynosi coś koło 40 zł. Teoretycznie powinienem zrobić małe porównanie pomiędzy wersjami, ale tę pierwszą grałem może z dwa razy, więc niewiele pamiętam. Na pewno jest różnica w cenie, która wynosi ponad 100zł, no i mamy tekturowe elementy oraz dinozaura pierwszego gracza. Moim skromnym zdaniem również liczebność kart jest zdecydowanie inna, większa w tym drugim przypadku.

Wszędzie te nowe gatunki

Ewolucja jest przyjemną planszówką, w której mamy jakieś pole do popisu w kombinowaniu. Podoba mi się zależność między kartami i ciekawe połączenia, które dają niezwykle ciekawe efekty. Zabawa gwarantowana.

Plusy:

  • ciekawa szata graficzna i porządne wykonanie
  • całkiem proste zasady gry
  • ciekawy mechanizm oddający ewoluowanie gatunków
  • lekka doza kombinowania
  • dobra regrywalność

Minusy:

  • kiepska skalowalność
  • losowość może drażnić

Dziękuję wydawnictwu Egmont za przekazanie egzemplarza do recenzji

Grę możesz nabyć tutajKraina Planszówek

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.