Skip to main content

Roll Player – Jak epicka może być gra o tworzeniu postaci?

Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę
Narrator (w tej roli Piotr Fronczewski) w grze Baldur’s Gate

Cóż, proces tworzenia postaci czy to w cRPG czy w papierowej grze fabularnej jest najczęściej bardzo żmudny. Rzuty kością, jakieś modyfikatory, obliczenia, kalkulacje, a w komputerowej wersji też nie jest lepiej. Kiedyś się zdziwiłem, że znajomy (który był mistrzem gry) chciał poświęcić jedno spotkanie, jedynie po to, aby stworzyć kartę postaci. Roll Player potwierdza, że to nie jest taka prosta czynność, bowiem w tej grze tylko tworzymy bohatera – żadne epickie walki, żadne przygody, żadne misje do spełnienia.

No to kostki w dłoń

To, co teraz robimy, przekracza wszelkie granice przyzwoitości.
Ajantis w grze Baldur’s Gate

Z bramy miasta wychodzi człowieczy paladyn, typowy hobbit oraz smoczy złodziej czy inny łotrzyk. Brzmi jak początek jakieś dowcipu? No właśnie jest to opis okładki tej gry. Szata graficzna stara się nawiązywać do high fantasy, z grubsza wpisuje się dobrze w konwencję RPG-ów, ale twarze niektórych postaci sprawiają kiepskie wrażenie (choć jak grałem niektóre cRPG, to uważam, że tamte portrety też, więc nie wiem czy to nie celowy zabieg). Karty rynku są zdobione już świetną ilustracją, do nich nie mam co się przyczepić. Pełen worek kolorowych kości na pewno potrafi zintegrować, choć te są zwykłe, normalne K6 z kropkami (oczywiście trochę są nieco większe niż tradycyjne). Planszetka jest dwustronna, aby wybrać płeć – choć w przypadku Drakona nie jestem pewien jaką wybieram :P.

Będziemy losować naszą rasę, klasę, charakter oraz historię postaci, te rzeczy będą odpowiednio nam punktować na koniec gry. Mamy też już na początku statystyki startowe. Jak wygląda tura? Gracz rozpoczynający wyciąga kostki oraz karty rynku równe liczbie graczy +1, rzuca nimi i układa rosnąco na kartach inicjatywy. Każdy po kolei wybiera jedną kostkę i wkłada w wybraną statystykę (zaczynając od lewej), aktywując przy tym specjalną zdolność atrybutu (opcjonalnie). Następnie jest faza rynku, w kolejności inicjatywy kupujemy dostępne karty za zdobyte monety. Jeżeli nie chcemy lub nie możemy dokonać zakupu, to odrzucamy kartę i otrzymujemy 2 monety. Karty dzielą się na kilka typów: broni (mamy mieć dwie bronie jednoręczne lub jedną dwuręczną, pomagają przy punktowaniu lub zdobyć złoto), zbroi (mamy kilka zestawów, im więcej mamy części danego zestawu, tym więcej punktów, a dodatkowo możemy dostać punkt za noszenie zestawu zgodnie z klasą), umiejętności (po aktywacji zdolności przesuwamy kostkę charakteru i wykonujemy akcję opisaną – nie możemy przesunąć, nie można użyć zdolności) i cechy (dają punkty na koniec gry, zwykle przez spełnienie warunku). Gra kończy się w turze, w której uzupełniliśmy naszą kartę postaci. Po kolei dostajemy punkty za atrybuty (jeżeli zgadzają się z wartością naszej karty klasy), kostki koloru naszej klasy, charakter, historię postaci (kolory muszą pasować do tych z karty), zbroi i cech. Osoba mająca najwięcej punktów wygrywa.

To dam tutaj, a to przestawię i już jest lepiej

Na pewno nie zajmujesz się ogrodnictwem? Bo masz cyce jak donice.
Oghren w grze Dragon Age: Początek

Z początku myślałem, że Roll Player będzie swojego rodzaju turlanką, w której dużo zależy od rzutów kością. I pierwsze zdziwienie: rzeczywiście rzuca się kością, ale wybieramy wynik z pośród dostępnych kilku. Drugie zdziwienie polegało na tym, że manipulujemy tymi kośćmi np. zdolność siły pozwala obrócić kość na drugą stronę (przy czym pamiętajcie, suma przeciwległych ścianek na kości sześciościennej to 7, więc z jedynki przestawiamy na 6, z dwójki na 5, itp) czy budowa ciała podwyższa lub obniża wynik na kości.

Te operacje na kościach prowadzą do następnej dość ciekawej rzeczy. Jest sporo zależności, o których musimy pamiętać. Zdolności atrybutów, cechy rasowe, umiejętność z klasy, kupione cechy, kontrola charakteru, kolory kostek w historii naszej postaci. Duuuużo tego. W pierwszej rozgrywce nawet ja się gubiłem co i jak. Mimo, że zasady są dość proste, to przez to, że musimy mieć na uwadze sporo na raz, raczej bym nie polecił nowicjuszom planszówkowym. Trzeba uważać na różne elementy z naszej karty postaci, co więcej, sporo będziemy z początku się głowić nad tym jak uzyskać jakieś punkty.

Przez kalkulowanie i uważną kontrolę statystyk bliżej temu tytułowi do jakiegoś przedstawiciela euro niż gry przygodowej, czy imprezówki. Zauważyłem jedno, być może to mylne wrażenie, ale wydaje mi się, że tak została skonstruowana ta gra. Za dużo na raz trzeba kontrolować i jest to niemalże niemożliwe, aby mieć wszystko na maksa. Dlatego będziemy musieli opuścić jakąś część zbroi (nawet nie wszystkie muszą się pojawić w czasie gry), nie mieć 3 punktów z cech, nie ustawimy wszystkich kostek w historii postaci czy nawet nie spełnimy wymagań ze wszystkich atrybutów. Musimy z czegoś zrezygnować.

I w tym momencie też będziemy szukali jakiegoś substytutu. Zauważyłem, że dość często warto czasem zrezygnować z jednej czy z dwóch statystyk i w jej miejsce dać odpowiednią kartę cechy, która da porównywalnie, a może i więcej punktów niż ten atrybut. Szczególnie te podejście jest dobre dla gry solowej. Możemy też odpowiednio manipulować wyniki oraz kupować przydatne zdolności przedmioty by jakoś maksymalizować wynik.

Pewno wyczytaliście z opisu rozgrywki, że ta pozycja nie ma zbyt dużo integracji. To prawda, za dużo jest elementów, na których musimy się skupiać, aby przeszkodzić przeciwnikowi, więc lepiej dobrze zarządzać naszą kartą postaci. Czy weźmiemy kostkę, którą sobie ktoś upatrzył, kupimy lub odrzucimy z rynku kartę albo skorzystamy zdolności w przeszkadzający sposób, to najczęściej czysty przypadek. Istnieje kilka kart, które zwiększają interakcję – np. Dyplomacja, która pozwala na korzystanie ze zdolności przeciwników – czy pozwalają na manipulowanie pulą kości do wyboru, ale nie zmienia tego diametralnie.

Gra oferuje kilka opcji, które lekko modyfikują podstawową rozgrywkę. Wydawałoby się mogło, że wariant dla jednego gracza będzie miał najbardziej zaawansowane zmiany – i rzeczywiście tak jest, ale nadal diametralnie nie zmienia się w stosunku do rozgrywki na normalnych zasadach. Startowanie z kostkami każdego koloru, brak podziału na ekwipunek z jedną lub dwoma kropkami czy nieodrzucanie karty z rynku w przypadku braku chęci zakupu to są możliwości jakie dostarcza nam instrukcja.

Jako, że klasę, rasę, charakter oraz historię postaci losujemy mogą wyjść dość ciekawe połączenia. Szalony drakon czarownik, który jest wybrańcem, poszukujący prawdy ork bard będący urwisem ulicznym, buntowniczy krasnolud złodziej wywodzący się z arystokracji, narcystyczny niziołek barbarzyńca, który był rzemieślnikiem, udręczony elf paladyn mający kryminalną przeszłość. Rozumiem, że gry fabularne dają pewną dowolność i najlepiej wyrywać się poza schemat, ale momentami takiej wyobraźni to nawet ja nie miałem.

Skoro możemy zdecydować jaką kostkę bierzemy, to teoretycznie mniej losowa jest ta gra, nie? Owszem, wiadomo, że często jesteśmy zdani na to, co zostawią dla nas przeciwnicy (zarówno w przypadku kostki, jak i rynku). Jednak na początku jesteśmy troszkę obciążeni różnymi parametrami: a to naszą klasą, a to rasą, a to rzutem kości standardowych. Możemy grać niziołkiem wojownikiem i wiedzieć, że z wielkim trudem albo niemalże w ogóle nie uzyskamy interesującego nas wyniku na kostkach dla siły (niziołek na start ma -2, a wojownik wymaga 18 siły). Słaby rzut wartości startowych też może być mocno przeszkadzający w zabawie. Jednak wiele razy udało mi się całkiem nieźle wybrnąć z szamba i mieć niezły wynik na koniec.

Poprzez zmienny rynek, różną klasę, rasę, charakter i historię oraz losowe ułożenie kostek dają nieco zabawy na kilka partii. Móżdżenie nad układanie kostek i optymalizowaniem akcji oraz kupowanych kart jest męczące. Już teraz wiem – choć Roll Player to dobra gra – że na tydzień czy dwa musiałbym od niej odpocząć (po prostu zbyt intensywnie ją zagrywałem). Skalowalność jest całkiem dobra, w każdym wariancie osobowym bawiłem się dobrze – no, może we dwóch najmniej – po prostu wszystko jest na zasadzie proporcji, więc powinno się świetnie bawić niezależnie od liczby graczy.

Co byśmy nie mówili o tym tytule, to wydaje mi się, że tematyka jest intrygująca. Tworzenie postaci dla gry fabularnej – najczęściej gry bazujące do RPG dawno są na tym etapie, a tutaj cała rozgrywka jest poświęcona karcie postaci. Jest to swego rodzaju parodia żmudnego procesu tworzenia postaci.

Dynamizm rozgrywki jest również niesamowity. Po wyborze kostki możemy już działać z naszą planszetką i aktywować efekty, nie interesują nas inni gracze, my nie obchodzimy iść. Oczywiście daje nam to pewne pole do manewru w oszukiwaniu, ale jestem pewien, że bez wzajemnego zaufania nie siadamy ze sobą do rozgrywki.

No i postać gotowa, teraz idziemy na misję

Spróbuj jeszcze raz, a tak dostaniesz gazem po oczach, że się cofniesz do ery kamienia łupanego
Ochroniarz w grze South Park: Kijek Prawdy

Roll Player to całkiem udana gra z manipulacją kostek. Wydawać by się mogło, że to prosta gra z kostkami, ale okazuje się, że to dość mozgożerna pozycja. Nie polecałbym ją nowym graczom (za dużo informacji na raz do ogarnięcia i dużo zmiennych, które trzeba kontrolować), ale jak ktoś zagrał we wszystkie możliwe gatewaye, na pewno może wypróbować ten tytuł.

Plusy:

  • ciekawa szata graficzna i jakość wykonania
  • interesująca mechanika manipulacji kostkami
  • szalone połączenia klasy, rasy, charakteru i historii postaci
  • dodatkowe opcje rozgrywki
  • dużo zależności pomiędzy atrybutami, wynikiem na kostkach i kartami
  • dobra skalowalność i regrywalność
  • nietypowa tematyka
  • świetny dynamizm

Minusy:

  • rzadko, ale losowość może dać w kość
  • dość mało interakcji między graczami

Dziękuję wydawnictwu Ogry Games za przekazanie egzemplarza do recenzjiPolska edycja gry możliwa do wsparcia na portalu Wspieram.to!

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.