Skip to main content

Ocaleni – Ciężkie czasy w świecie bez wody

Różne są wizje końca świata. Niektóre są bliższe wizji z Pisma Świętego, inne zwiastują wojnę nuklearną, ostatnio popularna jest zombie-apokalipsa. Nie ważne jak wygląda ona w wyobrażeniach, najczęściej ludzkość walczy o zapasy, również często dochodzi do tak brutalnych czynów jak atak na inną kolonię. W Ocalonych zdecydowano się na powrót do tradycyjnego podejścia wyniszczonej planety, z tą różnicą, że zapasy wody są ograniczone. Każdy gracz wciela się w przywódcę obozu, który być może zostanie zabrany przez Konwój – organizację zbierającą ludzi z najlepszymi zdolnościami, aby móc zacząć zbudować naszą cywilizację od nowa.

Do schronu!

Okładka przedstawia czwórkę dość młodych osób, którzy próbują odnaleźć się w tym wyniszczonym świecie. Szata graficzna bardzo mi się spodobała, tym bardziej zaskoczyło mnie, że ilustratorem tej pozycji jest Miguel Coimbra – jego prace najczęściej przypadają mi do gustu, ale były mocno odmienne od jego stylu, więc w życiu bym go nie podejrzewał. Instrukcja jest wyczerpująca, na tyle, że osoby niezbyt obeznane z grami sobie poradzą (o ile jej długość ich nie zniechęci). Zawartość gry jest całkiem zacna, naprawdę sporo elementów: różnych planszetek, kafli, żetonów, kart, znaczników czy pionków. Właśnie te najbardziej przypadły mi do gustu, przedstawiają pewnego wędrowca w masce przeciwgazowej. Jakościowo chyba nie mogę się do niczego przyczepić, żetony są dość grube i ciężko było mi je wyciągać, płytki również są całkiem wytrzymałe, plansza wydaje się logicznie podzielona, itp. Jedyne cienkie żetony pierwszego gracza, alg i polowania oraz niewielkie żetony są skazą na wykonaniu.

Ocaleni to lżejszy przedstawiciel gier w stylu europejskim. W tym tytule będziemy zdobywać pożywienie, przyjmować ocalałych, budować nowe pomieszczenia, itp., wszystko by mieć jak najwięcej punktów. Runda zaczyna się od fazy świtu – uzupełniamy zasoby na planszy, kładziemy na pozycję stojącą nasze pionki oraz odkrywamy nowe wydarzenie. Te będzie najczęściej nam szkodzić, z czego co pamiętam nie ma pozytywnych efektów, jedyne mniej lub bardziej przeszkadzające. W fazie dnia będziemy przemieszczać każdy nas pionek o maksymalnie dwa pola i wykonywać efekty związane z miejscem, do którego się wybraliśmy. Nie możemy zatrzymać się na miejscu, z którego zaczynaliśmy ruch, ani gdzie znajduje się nasz pionek (nawet ten “zużyty”). Gdy wykonaliśmy wszystkie akcje z danego pola, kładziemy pionek zaznaczając, że jest wyczerpany. Na tych meeple’ach jest wartość – 3, 4 albo 5. Ma to podwójne znaczenie: 1. Jeżeli wejdziemy na pole z aktywnym pionkiem przeciwnika i ten ma niższy numer niż nasz, to możemy go zastraszyć – za każdy punkt różnicy musi oddać surowiec lub poświęcić nabój, aby nas odeprzeć (jeżeli są dwa punkty może użyć amunicji i dać surowiec). 2. Jest to liczba akcji, które możemy poświęcić na polu.

Nie chcę wchodzić szczegóły i pisać dokładnie co można zrobić w danym miejscu, więc tak sprintem: ogółem w konkretnych miejscach zdobywamy amunicję, chipy, drewno, metal i wodę (za żeton chipu), w niektórych możemy polować, aby mieć mięso, w innych możemy szabrować i znaleźć użyteczne rzeczy (ale też absolutnie nic), w jednym zdobywamy żeton alg i obniżamy poziom promieniowania w naszym schronie, a w dokach możemy otrzymać konserwy, nowego ocalałego i żeton pierwszego gracza. Faza nocy to zarządzanie naszym obozem. Podnosimy poziom promieniowania zgodnie z wartością przy odkrytej karcie wydarzenia, następnie karmimy naszych ludzi (za każdy brakujący żeton tracimy ocalałego). Jeżeli uznamy, że warto, to możemy opłacić koszt i pozbyć się jakiegoś wydarzenia. Za 3 surowce możemy zbudować jakiś budynek, a za odpowiednie surowce naprawić narzędzia. Możemy zużyć mięso, aby dodać nowego członka schronu (1:1), lepiej to zrobić, bo i tak wszystkie żetony mięsa przepadają. Na koniec ostatniej fazy nocy zliczamy punkty. Kto ma ich najwięcej wygrywa.

6 dni do przybycia konwoju…

Trzeba przyznać, że Ocaleni posiadają ciekawy motyw poruszania się pionków, niby worker placement, ale tak naprawdę worker movement. Jeżeli źle zaplanujemy ruchy, możemy się nieźle zablokować i nie zdobyć dostateczniej liczby zapasów, aby wykonać akcje w fazie nocy. Takie rozwiązanie mechaniczne wprowadza pewną dynamikę rozgrywki – ot, przestawiam pionek i wykonuję akcje. Wiele osób twierdziło, że gra przypomina trochę Fallout Shelter. Nie grałem, więc nie wiem jak mocno, ale rozumiem skojarzenia, skoro zarządzamy swoim schronem, a wcześniej wysyłamy ludzi na powierzchnię, aby zebrać odpowiednie surowce.

Te zarządzanie naszymi ruchami jest przejawem krótkiej kołderki. Naprawdę chciałoby się zadbać o pożywienie, budowę pomieszczeń, eliminacji wydarzenia, czy nowych członków załogi. Ruch czterema pionkami jest dość mocno ograniczony – określają pewne zasady, które muszą być spełnione, przez co mamy wyznaczone pola, na które możemy wejść, a to niekoniecznie da nam upragnionych surowców.

Z początku byłem zafascynowany tym tytułem, który dla mnie miał sporą dawkę klimatu. Z czasem jednak dochodziłem do wniosku, że to tylko euro, które jest proste w swoich założeniach i genialne w tej prostocie. Z każdą kolejną partią zacierały się akcje, a były cyferki i matematyczne rozpatrzenie pewnej zagadki logicznej. Trzeba przyznać, że klimat jest czysto umowny, jak powiedziałem z początku coś da się wyczuć. Niby jest jakaś radiacja i walka o surowce, itp., ale nie daje to pełne poczucie post-apokaliptycznej atmosfery.

Na początku mamy pewnych liderów, którzy różnią się zasobami, wyposażeniem oraz punktem startowym. Tak naprawdę nie ma większego znaczenia, którego wybierzemy. Owszem pierwsze ruchy będą podyktowane naszym wyborem, ale nie ma lepszego czy gorszego wyboru. Przynajmniej każdym liderem miałem takie same szanse na wygraną i przegraną.

Wydarzenia, nowe przedmioty, efekt szabrowania czy zwierzyna na którą polujemy są elementem losowym tej pozycji, jednak nie są to na tyle uciążliwe aspekty, że od razu skreślają tę pozycję. Właśnie ta “nieprzewidywalność” pomoże nam w podjęciu decyzji, co mamy robić. Wydarzenie określa czego będzie mniej lub trudniej dostępne, wiemy czy wyposażenie ma pasujące symbole i czy ich zdolność jest przydatna, jedyne czego nie można przewidzieć, to co dobierzemy w mieście.

Do zastraszania dochodzi bardzo rzadko, a na dwie osoby praktycznie w ogóle. Nie bardzo rozumiem potrzeby takiego mechanizmu – nie dość, że musimy się trudzić z surowcami i zarządzaniem schronu, to jeszcze przeciwnik może nam uprzykrzyć życie. Tym bardziej nie rozumiem, że wprowadzono negatywną interakcję, która zachodzi bardzo rzadko.

W czasie partii miałem nieodparte wrażenie, że gdzieś już to widziałem, że to wszystko się powtarza. Mechaniki w danej pozycji całkiem nieźle się zaziębiają, ale daleko im do innowacyjności czy nowego sposobu zużycia starych mechanizmów. Ocaleni praktycznie nie posiadają nic nowego, co nie było użyte w innych tytułach. Jest to bardzo bezpieczne podejście, ale trafiające jedynie w laików. Jeżeli jakich nowicjusz szuka już cięższej gry niż popularne pozycje od których zaczyna się przygoda z planszówkami, to Ocaleni mogą być dobrą opcją. Już przy drugiej partii miałem z tym problem: idę po surowce, zapobiegam wydarzeniom, buduje potrzebne budynki. W dalszych partiach nie było lepiej, powtarzalność aż do bólu.

Przybyli na ratunek

Ocaleni są całkiem udaną pozycją z zaznaczeniem, że jeszcze do końca nie wciągnąłeś się w gry planszowe. Dla zapaleńca jest zbyt powtarzalna, a w dodatku nie ma żadnych przyciągających mechanizmów. Choć dla mnie te przestawianie pionków całkiem mi się podobało.

Plusy:

  • dobre wykonanie i szata graficzna
  • sprytny mechanizm przestawiania pionków
  • całkiem udane losowe wydarzenia
  • dynamika rozgrywki
  • różnorodne zdolności liderów

Minusy:

  • kiepska skalowalność i regrywalność
  • małe komponenty gry
  • mało nowych rozwiązań

Dziękuję wydawnictwu REBEL za przekazanie egzemplarza do recenzji

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.