Skip to main content

Patchwork – Szycie elektronicznego koca (E-planszówka)

Patchwork w mojej opinii jest jedną z lepszych dwuosobowych gier planszowych w jakie grałem. Niestety, ma specyficzną tematykę, powodującą, że moi znajomi nawet nie chcieli ją wypróbować. W takich sytuacjach przychodzi na ratunek elektroniczna wersja, która jest bardzo fajną implementacją.

Szata graficzna aplikacji jest kolorowa i stylizowana jakby świat tej gry był haftowany, szyty i zrobiony z różnego rodzaju szmatek i tym podobnych materiałów. Taka cukierowa oprawa może sugerować, że to gra dla dzieci albo w najlepszym razie familijna. Nic bardziej mylnego, według mnie jest to tytuł przeznaczony dla nieco bardziej doświadczonych graczy. No, ale też może się okazać, że to ja jestem cienki jak leszcz i po prostu to ja nie umiem grać. Oprawa muzyczna również buduje ten słodki klimacik, dlatego jej wyłączyłem, bo widząc, że dostaję baty od sztucznej inteligencji na poziomie łatwym nie mogłem znieść tego przesłodzonego stylu.

Menu pozwala nam na całkiem spory wybór, ale nas będzie interesować rozgrywka rankingowa przez internet, bez punktów czy lokalna. Na wstępie powiem, że Patchwork to jedyny tytuł, w którym nie próbowałem grać przez Internet. Z prostego względu – skoro praktycznie ciągle grałem na poziomie podstawowym tę pozycję i wirtualny przeciwnik mógł mnie złoić bez problemu, to nie chciałem wiedzieć co się stanie jak natknę się na doświadczonego gracza.

W tej grze będziemy szyli koc układając kafelki w różnych kształtach. Każdy taki kawałek materiału kosztuje pewną liczbę guzików (które są punktami zwycięstwa) oraz czasu, czyli przesunięć na torze (który zmierza do końca gry). Po opłaceniu odpowiedniego kosztu możemy wziąć jedną płytkę z trzech pierwszych i ułożyć na przestrzeni naszego koca. Ruch wykonuje gracz, który jest drugi, to znaczy, że jego znacznik nie jest pierwszy na torze czasu (w przypadku, gdy oba są na jednym miejscu akcję ma gracz, który jest na górze). Gdy nie mamy opcji zakupu możemy spasować, przesuwamy się tak, aby być przed pierwszym graczem na torze czasu i zbieramy tyle guzików, o ile się przemieściliśmy. Niektóre pola na torze oznaczone są guzikiem, czyli po przekroczeniu tego punktu otrzymujemy tyle guzikiem, ile łącznie dają wszystkie kafelki (najczęściej im wymyślniejsze kształty, tym więcej dają), jeszcze są pola z łatką – pierwsza osoba, która tam dotrze dostaje łatkę na jeden kwadracik do natychmiastowego wykorzystania. Gra się kończy, w momencie gdy wszyscy gracze dojdą do końca toru. Zliczamy punkty: zgromadzone guziki dają jeden punkt, każda luka w kocu przynosi -2 punkty, a osoba, która jako pierwsza wykonała koc 7×7 dostaje dodatkowy bonus. Gracz, który ma najwięcej punktów wygrywa.

Zarządzanie jakimiś zasobami w tym tytule jest niesamowicie ciekawe. Mamy trzy rzeczy, które musimy kontrolować – guziki, które ostatecznie są punktami zwycięstwa, naszą pozycję na torze czasu oraz zagospodarowanie miejsca przeznaczonego na kafelki. Musimy znaleźć odpowiedni kompromis pomiędzy tymi parametrami, aby optymalnie zarządzać naszym zwycięstwem. Jeżeli będziemy rozrzutni, to nie uzyskamy dobrego wyniku, gdy zbyt mocno ruszymy do przodu damy przewagę przeciwnikowi, zaś jeżeli byle jak będziemy kłaść kafelki, to nie będziemy mieli jak zapełnić dziur.

Właściwie cała magia opiera się na tym. Niesamowicie spodobało mi się, że mamy płytki o niestandardowych kształtach. Każdy określił je mianem tetrisowych lub wziętych z Tetrisa. Co prawda tylko część z nich jest 1:1 jak w tej grze, ale rozumiem skąd skojarzenia. Przez użycie takich, a nie innych form, rozgrywka jest po prostu trudniejsza. Trzeba lepiej rozplanować ułożenie na naszej planszetce, mieć większą wyobraźnie przestrzenną, większe poczucie co można zrobić. Im gorzej się zacznie, tym ciężej nadrobić straty. Zostaną na koniec ochłapy, które mogą nam nie pasować.

Sztuczna inteligencja jest niesamowicie wyśrubowana. Pierwsza rozgrywka, to było -8 do jakieś 2 czy 4 punktów. Kiedy już zaczynałem w miarę regularnie wygrać z wirtualnym rywalem na łatwym poziomie trudności, wypróbowałem partię na wyższym stopniu i… znów pokazało mi jak bardzo jestem słaby :). Podglądanie ruchów, wyczucie strategii czy zobaczenie jak się gra dało mi całkiem dużo. A mówimy o zwykłym AI, który zazwyczaj w elektronicznych planszówkach nie jest potężny i służy do rozgrzewki przed partią online.

Partia przebiega bardzo szybko, jest ona dynamiczna i tura trwa parę sekund, szczególnie gracza sterowanego przez aplikację. Na pewno nie wyłączymy gry po jednej rozgrywce, bowiem te parę minut jest czasem zachęcającym do rewanżu. A każda gra jest innym doświadczeniem. Jako tako losowości nie ma – ułożenie początkowe kaflów jedynie, ale co weźmiemy, jak ułożymy to na planszetce, czy też jak daleko się posuniemy na torze to nasza decyzja i zależy tylko od nas. A inne ułożenie, inna decyzja, inne położenie to już nowa sytuacja. Regrywalność niesamowicie ciekawie rozwiązana.

Interfejs jest wisienką na tym torcie. Podświetla nam kafle, które możemy kupić – i to nie tylko mowa, że na nie nas stać, ale czy możemy w je wszyć. Kupioną płytkę możemy dowolnie manipulować, obracać, przekładać, dopasowywać, itp. Dodatkowo możemy z niej rezygnować i wybrać inną. Przebieg gry jest dobrze pokazany na dwóch płaszczyznach, z jednej strony widzimy tor czasu, z drugiej koc aktualnego gracza. W dowolnym momencie możemy przyjrzeć się bliska torowi i planszetce dowolnego gracza. O dobrodziejstwach płynących z interfejsu użytkownika opowiada tutorial. I dobrze, bo bez przezkolenia mógłby być nieco nieintuicyjny.

Plusy:

  • miła oprawa wizualna
  • świetny interfejs
  • regrywalność na ciekawym poziomie
  • dużo mikrodecyzji mających wpływ na wygraną
  • interesująca zależność pomiędzy guzikami, czasem gry oraz przestrzenią na planszetce
  • nietuzinkowa mechanika i dobrze rozwiązany system rund
  • intrygujące użycie kafli o nietypowym kształcie
  • wysoki poziom trudności wirtualnego rywala

Minusy:

  • cukierkowa oprawa może sugerować, że to gra familijna lub dla dzieci

 

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.