Skip to main content

Magazyn 51 – A może Młot Thora? Jedynie kilka milionów

Niezbyt odległa przyszłość. Stany Zjednoczone Ameryki. Nawet ten kraj osiągnęło bankructwo. Rząd chcąc ratować się przed upadkiem otworzyli magazyn w Strefie 51, aby sprzedać wpływowym ludziom artefakty. Taka absurdalna tematyka towarzyszyć nam będzie grze Magazyn 51, gdzie właśnie to my będziemy się licytować o te mityczne przedmioty. Wszystko wydaje się pięknie, co nie? Ale okazuje się, że część z nich jest podrobiona lub przeklęta. I tu właśnie jest haczyk…

Jaka fałszywka? Najprawdziwszy róg jednorożca!

Format pudełka jest praktycznie mało znany na polskim rynku, ot kilka gier (Anioł śmierci, Jolly Roger czy Schotten Totten) ma takie wymiary. Okładka zaś przedstawia pilne strzeżone wrota posiadające skomplikowany system zabezpieczeń, z szpar tych drzwi wyłania się dziwny blask. Futurystyczny wygląd wejścia do magazynu nadaje nieco powagi i pokazuje o co będziemy się bić. Szata graficzna jest bardzo miła dla oka, taka komiksowa, co zachęca również do rozgrywek w rodzinnym gronie. Główna zawartość gry to karty, ale też mamy nieco żetonów: monet, zastawu i certyfikatu autentyczności. Wykonanie jest dobre, aż zachęca do rozgrywki.

Między graczami leży jedna lub dwie (zależności od wariantu osobowego) kart podróbek informująca, który przedmiot nie daje punktów na koniec gry. Oczywiście te karty są zakryte, ale każdy gracz zna jedną po prawej i po lewej stronie. Osoba rozpoczynająca (a później ten, kto wygrał poprzednią aukcję) wybiera talię artefaktów – są one posegregowane w zależności od wierzeń – odsłania wierzchnią kartę i zaczyna się licytacja. Po prostu, najzwyczajniej kto da więcej, ten wygrywa, a jak nie chcemy lub nie możemy brać udziału, to pasujemy. Niektóre przedmioty, jak Excalibur, to bronie i należy przeprowadzić aukcję w ciemno (Tak, wiem, że to taka nazwa programu, wiele osób nawet porównywało tę grę do niego :D), kto da więcej, ten dostaje artefakt, a przypadku remisu zgarnia osoba siedząca bliżej zaczynającego. Niektóre karty mają swoje efekty (klątwy negatywne, a błogosławieństwa zaś pozytywne), które zaczynają działać w momencie wzięcia do kolekcji. Cały myk polega na tym, że osoba, która dała najwyższą cenę, całą kwotę przekazuje osobie po lewej. Skończyły się przedmioty? Kończy się gra. Wykonujemy efekty kart na zakończenie rozgrywki, odkrywamy podróbki, otrzymujemy punkty za przewagi, zostawione pieniądze i komplet kart z każdej kategorii – osoba mająca najwięcej punktów wygrywa.

Szybko, promocja na Włócznię Przeznaczenia!

Wiecie jaki jest mój rekord punktowy w tej grze? 8. Kiedy w pierwszej partii przeciwnicy zdobywali koło 12 punktów ja miałem ich 4. Teraz oni się wyćwiczyli i zdobywali koło 15-17. A ja 8. Nie mogę wyczuć tego tytułu, ale to nic, bowiem nie przeszkadzało mi się to świetnie bawić. Może drażnił mnie fakt, że nie mogłem wygrać licytacji, na której mi zależało albo ostatecznie miałem takie podróbki i klątwy, że zdobywałem mało punktów.

Głównie humor gry polega na podpuszczaniu innych. Skoro wiemy, że coś jest podróbką, a ma ciekawy efekt, to możemy chcieć kupić za niską kwotę. Możemy później jednym z trzech przedmiotów przyznać certyfikat autentyczności. Jednak jeżeli innemu graczowi na nim też zależy na tym artefakcie, to możemy zmuszać go do podbicia ceny, aby sporo kasy na to zmarnował.

Z drugiej strony wiemy, że wzbogaci się przez to osoba po lewej. Zatem jeżeli nie bierzemy udziału w aukcji, a zależy nam na posiadaniu większej liczby monet, to warto kusić osobę po naszej prawej, aby dał więcej. Oczywiście każdy szybko się zorientuje jaki jest nasz cel, ale i tak zawołania w stylu: “No, nie dasz więcej?”, “Pozwolisz by taka okazja przeszła ci koło nosa?” czy “Ej, ty nie dasz rady?” potrafią odpowiednio zmotywować. Jednak skoro reszta graczy wie dlaczego tak podjudzamy, to odpowiednio demotywują biorącego udział w aukcji, by nie dawał tyle kasy. No i może się okazać, że nie tylko my chcemy się wzbogacić.

Warto też obserwować zachowania graczy. Jeżeli ktoś był nieco podejrzliwy, to najpewniej bierze udział w licytacji falsyfikatu. Dodatkowo jeżeli podczas aukcji w ciemno ktoś nie dał monet, mimo, że mógł wygrać (a w szczególności jeżeli zrobiły to dwie osoby), to niemal pewne mamy podróbkę. Warto wtedy zaopatrzyć się w jeden z trzech przedmiotów, który potwierdza autentyczność artefaktu. Również jeżeli ktoś się waha czy podbijać dalej, to znak, że jednak musimy się wycofać, bo więcej nie wyciągniemy od naszego rywala.

Nie wspomniałem, że możemy zastawiać swoje przedmioty. Jeżeli mamy 4 lub mniej monet, możemy oddać jeden artefakt do lombardu za 5 monet, a na koniec gry wykupić go za 10. Niewykupiony relikt nie przynosi nam punktów. Zatem możemy kupić coś drogo, aby dać pod zastaw i znów będziemy musieli marnować pieniądze, aby zdobyć ponownie. Czasem jednak lombard jest jedynym ratunkiem jeżeli chodzi o przebicie w licytacji.

Właściwie czego nie lubię w tym tytule, to nie wiadomo w co inwestować. Możemy wydać sporo kasy na jakąś podróbkę. A nawet jak to było dobrym przedmiotem, to może się zmienić przez Puszkę Pandory i nawet o tym nie wiemy. Niby można za pomocą pewnych przedmiotów odmienić te artefakty, ale mając 6-7 reliktów skąd mam wiedzieć, co jest falsyfikatem?

Okiem graczy

Nie zawsze warto ufać jednej opinii, więc zamieszczam parę słów od osób, z którymi testowałem grę:

Trudno się wypowiedzieć jak grałam tylko raz :D. Ale całkiem pozytywne wrażenie, mogłam mieć własny latający dywan.
Karolina
Bardzo ciekawa gra licytacyjna, w której trzeba sie liczyć z ryzykiem, strategią i umiejetnym dozowaniem pieniędzy sąsiadowi po lewej.
Rafał

No fajna, fajna xd. Jakoś w szczególny sposob mnie nie urzekła, ale tak do pogrania z nudów jest OK.
Zuzanna
Licytacja to mechanika, której w sumie prawie nie sposób zepsuć. Dlatego też Magazyn 51 jest grą całkiem ciekawą. Rozgrywka jest dość szybka i dynamiczna. Istnieje szansa na pojawienie się odrobiny gry nad stołem. Odkrywanie kart podróbek na koniec gry budzi sporo emocji. Do tego cena jest niewygórowana. Moim zdaniem jak długo lubicie licytowanie, tak możecie śmiało dać szanse Magazynowi. Ciekawy temat to tylko dodatkowy bonus!
Kamil z Kostki zostały rzucone (pełna recenzja tutaj)

Gospodarka Ameryki uratowana

Jeżeli tego jeszcze nie odczytaliście, to tytuł wręcz zachęca o gry nad stołem. Dyskusje, szantaże, zachęcanie do podbicia aukcji, wkopywanie. To generalnie chleb powszedni rozgrywki. Najzabawniej jest jak okazuje się, że nasze plany spełzły na niczym, bo mamy jakieś podróbki. Dlatego jest to też gra ryzyka.

Plusy:

  • humor towarzyszący przy rozgrywce
  • ciekawe elementy gry nad stołem
  • niezależnie od wyniku dostarcza świetną zabawę
  • udany, dynamiczny mechanizm licytacji
  • podróbki, które potrafią namieszać

Minusy:

  • momentami za dużo chaosu, nie wiadomo w co inwestować

Dziękuję wydawnictwu Games Factory za przekazanie egzemplarza do recenzji

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.