Skip to main content

Ice Cool – Psoty głodnych pingwinów

Upał, gorąco, duszno, leje się żar. A jak nie, to leje i tak ciągle. Brak jednostajnej pogody powoduje wiele narzekania, w takich wypadkach rozumiem osoby preferujące zimę zamiast lata. Jeżeli chcecie się nieco ochłodzić, albo spędzić czas przy arktycznych klimatach proponuję Ice Cool :).

Rybka! Złapię ją, a nie… jednak nie

Fabularnie gra toczy się w wielkim igloo, który jest szkołą, pewna grupa pingwinów psoci w niej podkradając jedzenie, lecz czujny woźny chce ich przyłapać. Tę historię właściwie nam przedstawia krótki komiks, szybko jednak odkryjemy, że sprawa wygląda zupełnie inaczej :). Okładka prezentuje szybko mnąkcego pingwina. Ten tytuł posiada nietypowe opakowanie, bowiem trójwymiarowa arena, na której toczy się gra to kilka pudełek włożonych jedno w drugie, które się spina specjalnymi “klamrami” w kształcie ryby. Dzięki temu rozwiązaniu szybko można planszę rozłożyć i złożyć, a przygotowanie trwa 2 minuty. Bujające się pingwinki i ich wykonanie przywodzi na myśl grę Pszczółki, a mechanika ich poruszania Flick ’em up, więc właśnie tak pierwszy raz mi przedstawiono tę grę: Flick ’em up ze Pszczółkami. Poza białymi rybami trzymających igloo są kolorowe, które gracze będą zdobywać oraz karty: gracza (pokazuje kolor danej osoby), legitymacji oraz punktów. Ogółem wszystko wygląda ładnie, porządnie wykonane, miłe dla oka rysunki, ale lekko drażni, że poszczególne pokoje nie są bardziej przyległe do siebie.

Jeden gracz wciela się we wspomnianego woźnego, reszta łakome pingwiny. Zadaniem tych drugich jest przejść przez drzwi nad którymi są ryby i unikanie prefekta, a ten chce złapać niepokornych uczniów. Każdy po kolei ma ruch, który wykonuje się pstrykając swój pionek. Jeżeli zaczynamy swój ruch w pokoju poza polem oznaczonym czerwoną linia, możemy się na nim ustawić. Jesteś uczniem i przeszedłeś przez drzwi z rybą? Zdejmij ją i weź kartę punktów. Jesteś łapaczem i zderzyłeś się z uczniem (nie ważne czy z twojej woli czy jego winy)? Zabierz mu legitymację. Runda kończy się jeżeli jeden gracz zebrał wszystkie swoje ryby lub woźny zabrał wszystkim uczniom legitymacje. Uczniowie dostają kartę punktów za zachowaną legitymację, a łapiący dodatkowo za zachowaną legitymację. Zmienia się gracz, który będzie łapać – gra się kończy, gdy wszyscy uczestnicy zabawy będą nim.

Tak łatwo mnie nie złapiesz

Nie raz wspominałem, że są dni, w których siada się do tytułów niewymagających, niezmuszających do myślenia, prostych, wręcz banalnych. Ice Cool może spełnić takie wymagania. Potrzebowałem totalnego resetu i kilka minut spędzone z tą pozycją były jak zbawienie. Teoretycznie jest to gra dla dzieci, ale wierzcie mi, nigdy nie grałem z żadnym dzieciakem. Całkowicie rozumiem skąd ta fascynacja u maluchów, proste zasady, nietypowy sposób poruszania i dużo frajdy. Nic dziwnego, że ta gra zdobyła kilka nagród, w tym najważniejsze wyróżnienie – Kinderspiel des Jahres.

Rozgrywka jest dynamiczna, na tyle mocno, że cały czas podczas partii stałem (bowiem najlepiej gra się na stojąco i chodzić wokół stołu lub obracać planszę), nie było sensu siadać na chwilę, skoro zaraz znów będę wykonywać ruch. Pstryk i już, tura gracza trwa naprawdę parę sekund. Biorąc pod uwagę, że to gra familijna, to dzieciaki szybko się nudzą, a tutaj nawet nie zdążą wynudzić, bo 10-15 minut i już po grze.

Może i partia mija szybko, ale jest wypełniona masą zabawy i śmiechu. Te obijanie i uciekanie przed woźnym jest radosne. Raz miałem taką sytuację, że po pstryknięciu poruszyłem się dosłownie o kilka milimetrów. Stwierdziłem, że tak nie może być i użyłem łyżew (odsłania się dwie karty punktów o wartości 1) i… znów tak fatalne pstryknięcie. Trochę się zdziwiłem, ale naprawdę mnie to bawiło, a resztę graczy zdecydowanie bardziej. Wymknięcie się, spektakularne ruchy, fatalne ustawienie, to właściwie zawsze będzie powodem do śmiechu.

Nie spodziewałem się, że instrukcja do tak prostego tytułu będzie na tyle szczegółowa. Uwzględniono praktycznie wszystkie niecodzienne przypadki, np. Utknięcie w drzwiach czy skok nad ścianą, a dodatkowo okraszono je zabawnym komentarzem pingwinów. Niby za długo się czyta, niby większość to oczywistości, ale właśnie dobrze, że spis zasad zawiera te sytuacje, bo przynajmniej nie ma niejasności.

Nie ma co się oszukiwać, że wiele zależy od zdolności manualnych poszczególnych graczy, ktoś może wyćwiczyć skok nad ścianą czy przejście przez dwa pokoje. Nie mniej, w czasie rozegranych partii nie odczułem, że ktoś się zniechęcił przez słabszą umiejętność pstrykania. Akurat zazwyczaj u mnie rozgrywka wyglądała jak wyścig paralityków, zazwyczaj komuś udało się wyjść za trzecim lub czwartym razem, więc nawet nam przez myśl nie przyszło, że można zrobić w tej grze jakieś triki.

Niestety, po kilku partiach gra jest powtarzalna. Ten sam sposób grania z tymi samymi ludźmi pozwala nam wiedzieć, czego możemy się spodziewać. Jako, że akcje też wykonuje się tak samo, to ten “berek” nie będzie taki intrygujący. W instrukcji wspomniano, że nie warto szybko chować grę, bo będziesz chciał zagrać jeszcze jedną partię. No, właśnie nie chciałem, bałem się o regrywalność i wolałem powoli dawkować sobie przyjemność obcowania z tym tytułem. Inną wadą tej pozycji, to słaba skalowalność. Im mniej graczy, tym łatwiej zakończyć rundę przez złapanie woźnego, a tym samym ciężej zdobyć punkty za ryby. Oczywiście na dwóch graczy każdy 2x wciela się łapacza i musi złapać dwa razy, by zakończyć turę, ale to nie zmienia faktu, że gra się mniej ciekawie niż w w pełnym składzie osobowym.

Ucieczka ze ślizgiem

Ice Cool to dość miła pstrykanka, która będzie nas bawić przez parę chwil. Trochę się dziwię, że zdobyło wyróżnienie Kinderspiel des Jahres, zła gra to nie jest, ale to świadczy o poziomie konkurencji. Choć miło się ucieka, gra dostarcza śmiechu i dużo frajdy, to dosyć szybko się nudzi i staje się powtarzalna.

Plusy:

  • ciekawe rozwiązanie “pudełko w pudełku”, które pozwala na szybkie przygotowanie i złożenie gry
  • bardzo banalne zasady z nietypową mechaniką ruchu
  • miła dla oka “mroźna” szata graficzna
  • dynamiczna rozgrywka wypełniona sporą radością

Minusy:

  • słaba regrywalność i skalowalność

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.