Skip to main content

HUNGER: The show – Ryzykanci na Wyspie Robinsona

W latach mojej młodości był pewien okres, w którym prym wiodły programy typu reality show. Pomysły na realizację takiego programu były dość różne. Na fali popularności, niektóre stacje emitowały zagraniczne edycje niektórych show. No i szybko ktoś pochwycił pomysł, aby na bazie takiego programu zrobić własny. Część z nich nawiązywała do przetrwania na bezludnej wyspie. Właśnie do nich odnosi się tematyka gry HUNGER: The show.

Cel: przetrwać

Słoneczna pogoda, dzika plaża, bujna flora, osoby w skąpych ubraniach. Tak właśnie prezentuje się okładka tej gry. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że już ten styl rysowania gdzieś widziałem, szybko okazało się, że ilustratorem jest Robert Adler, twórca strony Boli Blog oraz paru komiksów dla dorosłych. Cała szata graficzna jest wzbogacona o tę słoneczną i egzotyczną stylistykę, więc od początku ma się poczucie bycia na bezludnej wyspie. W środku znajdziemy karty i żetony, które posiadają nietypowe kształty. Dół pudełka imituje wyspę i pełni funkcję planszy. Według mnie jest to trochę nietrafiony pomysł, ponieważ przypadkowe trącenie spowoduje wymieszane żetonów, a ścianki utrudniają spojrzenie na planszę. Spokojnie można było zrobić osobną i większą planszę albo dodatkowe karty imitujące odpowiednie części wyspy. Osobiście mnie mocno drażniła instrukcja, choć zrobiona z “jajem” przywodzi na myśl scenariusz programu, to praktycznie na każdej, ale to na każdej stronie są jakieś odnośniki, a z natury tak mam, że widzę odnośnik, to go czytam. I co? A tam tylko humorystyczna wstawka lub nic nie wprowadzająca notka.

W swojej rundzie każdy wybiera parę kart: miejsce i akcja. Miejsce (może to być obozowisko, dżungla, plaża i góry) określa, gdzie wykonujemy wybraną czynność (polowanie na kury, zbieranie owoców, szukanie części na tratwę, kradzież i strażnik). Kiedy w jednym miejscu trzy osoby wykonują tę samą akcję, to nic się nie dzieje. W przypadku działania dwóch osób, każdy zbiera po jednym żetonie. Gdy zaś jesteśmy sami, zbieramy po dwa żetony. Taki jest ogólny koncept gry. Szczegóły co się dzieje są dobrze wyjaśnione w instrukcji, więc nie będę was zamęczał. Po tym jak każdy wykona swoją akcję odkrywa się kartę wydarzenia – dosyć często nic się nie dzieje, też są takie jak utrata jakiś zasobów. Po wydarzeniu każdy musi odrzucić jedzenie o wartości 4 – jeżeli nie może tego uczynić, odpada z gry. Jednym z wydarzeń może być “Koniec show”, gra się kończy i osoba, która z części tratwy ma najwięcej par drewna i lin, ten wygrywa. Rozgrywka też może się skończyć, gdy wszyscy “umrą” z głodu lub zostanie tylko jedna osoba.

Kto nie ryzykuje, ten nie je

HUNGER: The show jest tytułem dość lekkim, nieco imprezowym. Głównym jej zadaniem jest balansowanie pomiędzy zbieraniem jedzenia, a części na tratwy oraz unikanie tych samych akcji. Sam koncept gry jest zrealizowany, że zainteresowałem się nią, ale w praktyce niestety bywa różnie. Nie chcę za bardzo was zrazić do tego tytułu, więc zacznę od rzeczy, które według mnie są na plus.

Przede wszystkim podoba mi się ten system wyboru akcji. Dwie osobne karty, które symbolizują miejsce i czynność, to pomysł, który się sprawdził. Z tej metody podejmowania decyzji wynika całe założenie gry, zatem nie mogę zaprzeczyć, że sposób rozdzielania zasobów nie jest dobry. Im więcej osób podejmuje te same działania, tym gorzej dla wszystkich. Ważne jest odpowiednie kombinowanie i wyczucie co mógłby zrobić przeciwnik, a równocześnie pamiętanie co chcemy.

Z systemu wyboru akcji wynika inna rzecz, która rzadko, bo rzadko, ale może się zdarzyć. Mianowicie jest małe pole do popisu gry nad stołem. W tej pozycji nie bardzo gry nad stołem, ale możemy stworzyć jakąkolwiek próbując wywrzeć wpływ na rywalach. “Słuchaj, wiem, że potrzebujesz części tratwy, ale ja też, i ta osoba również, po co mamy iść w trójkę do dżungli po nie, przecież zanegujemy sobie tę akcję. No przecież nie chcesz, aby ‘ktoś’ ci to ukradł, nie?”, “Widzę, że potrzebujesz moich kur, ale nie chcesz dostać ode mnie łupnia, jak będę chronił obozowisko?”. To tylko pewne przykłady, ale tak to właśnie działa. Jak widzimy, że ktoś jest ustawiony, to i tak pewno zrobimy inną akcję, która da na więcej korzyści.

W skład gry nad stołem wchodzi blefowanie. Na 3-4 oraz 2 graczy jedna lub dwie części wyspy są nieaktywne. Pójście tam i wybranie akcji nie przynosi żadnych efektów, tak samo jak inne czynności w obozie niż kradzież i strażnik. Potencjalnie jest to sposób na uniknięcie pułapki zastawionej na złodzieja. Jeżeli wykonamy bezsensownego wyboru: np. pójdziemy w góry, aby zbierać części tratwy, to unikniemy negatywnego efektu kradzieży z jednego dwóch miejsc. Rzadko to jest opłacalna decyzja, bowiem chcemy jednak coś w turze zbierać, a tam to nastawiamy się, że akcja nam przepada.

No i ostatnia rzecz, która wynika z konceptu gry, to właśnie dynamika partii. Nie ma żadnych zastojów, czy większych przerywników – każdy wybiera swoje działanie w tym samym czasie, a jedynie rozpatruje się je od gracza rozpoczynającego (czasem na to znaczenie).

Nie ważne jak dobrze zaplanujemy swoje działanie, to zawsze zależne jest to od naszych przeciwników. Zatem jeżeli wykalkulowaliśmy, że im warto wykonać pewne akcje, więc spokojnie możemy wykonać inną, to często możemy się zawieść. Najczęściej jako strażnik wtedy się nudzimy lub czynności się niwelują przez wybór trzech tych samych akcji w tym samym miejscu. Trzeba mieć świadomość, że jest to prosta, losowa gra imprezowa do pogrania przy piwku, więc nie wymagajmy ciężkich strategii. Rzadko kiedy wygrana zależy od naszych intencji, rozkmiń i działań, więc jak przyjmiemy do wiadomości naturę gry, to możemy się przy niej całkiem bawić. Innym ciekawym przypadkiem losowości jest kiedy nie mamy odpowiednich części tratwy – wyobraźcie sobie, że miałem prawie same liny i jedno drewno o wartości 1 (które i tak mi ukradziono), z góry przegrałem, mimo że przetrwałem do końca show.

Pisałem o tym na swoim profilu na Facebooku, ale powtórzę i w recenzji. Skutecznie zniechęciła mnie do dalszej rozgrywki pewna sytuacja. To było moje pierwsze zetknięcie się z grą, więc to ma znaczenie. Otóż, kiedy pierwszy raz gracie w jakiś tytuł, a nie jest to wymagane, raczej nie zaczynacie od negatywnej interakcji, prawda? No i pomyślałem tak samo, więc poszedłem po owoce do dżungli, traf chciał, że każdy wtedy poszedł do tego miejsca (graliśmy na 4 osoby), ale każdy miał 4 inne akcje i wśród nich był złodziej. Nie miałem żadnych przesłanek, że ktoś będzie kradł, bo po czym? A koleżanka, która zaczęła z grubej rury była ustawiona, bo miała 6 żetonów – jedzenie jej się łatwo nie skończy, jakąś tratwę ma, zawsze może poszukać innych części, wie, że każdy będzie chciał jej coś ukraść, to wystawi strażnika, itp. Czarę goryczy przelały wydarzenia, które spowodowały, że szybko z planszy zniknęły kury jak i owoce. Konserwy już się skończyły, nie ma na planszy jedzenia, to rzuciłem karty, nie było bowiem sensu dalej grać. Tak, wiem, że miałem szansę ukraść komuś jedzenie warte 4 czy liczyć na koniec show, ale to była 5. runda, a nie miałem części na tratwę. Ostatecznie w tej rundzie i tak wszyscy głodowaliśmy, a złodziejka wygrała, bo jako jedyna pozostała nadal w show.

Akurat wydarzenia nie są jakimś specjalnym problemem, sama instrukcja sugeruje modyfikowanie tej talii i na przykład możemy przy pierwszej rozgrywce usunąć z niej wszystkie efekty -2 (choć znajomi narzekają na brak urozmaicenia wydarzeń, sam on mi nie przeszkadza). Jednak największym wrogiem tej gry jest skalowalność. Już niejedną grę zagrałem, więc z doświadczenia nabyłem przekonania, że jak gra jest 2-6 graczy, to mam dziwne wrażenie, że powinna być od 3. Rozgrywka na dwie osoby nie ma żadnego sensu… Po pierwsze, dostępna jest tylko plaża i obozowisko. Po drugie: nigdy nie zajdzie efekt, że niweluje się akcja z powodu zagrania trzech tych samych akcji w tym samym miejscu. Myślałem, że będzie rozgrywka dwuosobowa będzie miała specjalny wariant czy inne zasady, ale w instrukcji nic nie jest o tym wspomniane albo ja przeoczyłem. Najciekawiej jednak grało mi się na 5-6 osób, kiedy wszystkie lokacje są dostępne, wtedy jest większa szansa na wykonanie zaplanowanej akcji, a i kraść też jest od kogo.

Miły akcent ze strony autora, to tryb ze zdolnościami postaci. Niewiele to wprowadza do samej rozgrywki, ale dobrze, że ktoś o tym pomyślał. Te zdolności polegają na zbieraniu więcej tratw, owoców, ukrywaniem zasobów przed strażnikiem, itp. Szansa, że ją wykorzystamy jest różna – no, bo zbieranie dodatkowego kokosa albo wybieranie darów od graczy rzadko się zdarza, gdy wzięcie dodatkowej kury jest bardziej prawdopodobne – ale ważne, że mamy jakieś dodatkowe opcje, które może będą determinować nasze ruchy.

Okiem Graczy

Wiadomo, że przetrwanie zależy od siły grupy, więc przedstawiam opinie innych osób.

Gra, w którą można zagrać kilka razy. Swoje ruchy opieramy głównie na spekulacjach co zrobią pozostali gracze. Jeśli ktoś lubi gry, w których nie ma kości a mimo to trzeba liczyć na szczęście – ta gra może się spodobać.
Gabriela
Szybka, fajna imprezówka z negatywną interakcją, blefem i odrobiną strategii. Z każdą rundą zwiększają się emocje. Dużą zaletą jest także to, że jak ktoś odpadnie, to długo nie musi czekać na koniec, a i chętnie popatrzy jak się przygoda skończy.
Marcin (Kostki zostały rzucone)
Hunger: The Show to dość specyficzna gra. Póki co miałem okazję grać tylko w 3-4 osoby więc nie znam pełnych możliwości tytułu, aczkolwiek odnoszę wrażenie że im więcej jest graczy tym jest ciekawiej. Gra ma banalnie proste zasady, dużo negatywnej interakcji oraz przecudne grafiki wykonane przez autora Boli Bloga. Minus taki że nie wciągnęło mnie na tyle aby gra koniecznie znalazła się na mojej półce. Generalnie jest fajnie chociaż mogło być lepiej. Jednak mimo że zdecydowanie miałem już okazje grać w ciekawsze fillery, to muszę przyznać że jest w tym coś intrygującego i chętnie jeszcze kiedyś do niego siądę (pewnie z Marcinem, który niedługo też będzie recenzował swój egzemplarz na naszym blogu).
Kamil (Kostki zostały rzucone)
Hunger to przyjemna, nieskomplikowana gra. Jest tu wakacyjna nuta, trochę negatywnej interakcji i sporo emocji. Polecam :>
Karolina

Koniec show, wszyscy do domu!

HUNGER: The show podoba mi się w swoim zamyśle: nieco blefowania, zarządzania ryzykiem i przewidywania ruchów przeciwnika stworzyło mojej głowie obraz interesującej gry. Jednak z rozgrywką bywa różnie, bowiem czy wygramy czy nie, zależy od tego, co zrobili inni gracze i czy uda nam się zdobyć te części tratwy. Nasze planowanie rzadko na wpływ na grę, więc niewinna, szybka partia przy piweczku w jakimś pubie to głównie przeznaczenie tego tytułu.

Plusy:

  • miłe dla oka rysunki autora Boli Bloga
  • ciekawy koncept gry i system wyboru akcji oraz miejsca
  • wymaga nieco rozgryzienia przeciwnika
  • daje pole do popisu przy grze nad stołem oraz blefowania (niewielkie, bo niewielkie, ale zawsze)
  • dynamizm rozgrywki
  • modyfikalność kart wydarzeń
  • zdolności w dodatkowym wariancie

Minusy:

  • pomysł na “planszę” w pudełku oraz odnośniki w instrukcji
  • dość kiepska skalowalność (rozgrywka na 2 jest słaba, na 3 niewiele lepsza, ale można wyczuć już grę)
  • efekt kuli śnieżnej

Dziękuje wydawnictwu Phalanx za przekazanie egzemplarza do recenzji

Wydawnictwo Phalanx

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.