Skip to main content

Chupacabra: Przetrwaj noc – Kozy, oj smaczne kozy

Meksykańskie wierzenia o stworzeniu zwanym Chupacabra związane są z rzekomymi zaginięciami kóz, właśnie to oznacza ta nazwa – wyssysacz kóz. W grze od Black Monk Games będziemy właśnie się wcielać właśnie te stworzenie i pożerać stada przeciwników.

Dawaj kurczaka!

Chupacabra to jedna z tych małych kościanek w tubie. Mały, czerwony walec wypełniony 24 kostkami. Te są customizowane, ładnie rzeźbione, a oczy świecą w ciemności. Fajny bajer, ale serio, ktoś będzie to grał po ciemku? Jako, że nie ma za bardzo jak oceniać szaty graficznej i wykonania, to przejdę od razu do zasad.

Każdy otrzymuje 6 kości (wszystkie są takie same), w swojej turze rzucamy całą pulą kości jaką mamy i grupujemy w zależności od wyniku: kury, kozy, krowy i Chupacabra. Zaczynając od gracza rozpoczynającego, każdy będzie pożerać inne stada: dzięki jednemu symbolowi Chupacabry możemy zjeść do dwóch kur lub kozę, zaś dwa symbole Chupacabry są potrzebne by pożreć krowę. Przy czym musimy zjeść całe stado przeciwnika (jeżeli mamy odpowiednią liczbę ścianek z Chupacabrą, możemy zjeść więcej niż jedną grupę i możemy wybrać dwóch przeciwników). Straciłeś wszystkie kości? Odpadasz. Jesteś jedynym graczem, który ma kości? Wygrywasz. ¡Chupacabra loco! to całkiem fajna zasada – jeżeli na wszystkich twoich ściankach jest Chupacabra, to zjadasz dowolne stado, niezależnie od wielkości (tak, jak masz jedną kostkę to też to działa).

Kozy, mnóstwo kóz

Chupacabra jest prostą kościanką, która zajmuje 15-20 minut, a zasady wyjaśnia się w minutę. Nie będę oszukiwać, że jest czymś więcej niż fillerem, małą gierką na zbicie czasu. Kolega się spóźnia na spotkanie? No to już, walniemy partyjkę. Chcemy, aby mózg odpoczął przed większą grą. Nie ma sprawy, rozegramy jedną grę. Już jest późna pora, nadal mamy ochotę grać, ale nic dużego? To rozegrajmy partię w Chupacabrę. To przykładowe sytuację, w których ta pozycja trafi na stół.

Być może spodoba się na tyle albo partia będzie trwała na tyle szybko, że rozegramy ją dwa lub trzy razy z rzędu. Ogólnie ma w sobie ten czynnik, że chce się grać od razu kolejną po zakończeniu rozgrywki, ale raczej nie będzie to częstą sytuacją, przynajmniej mam takie wrażenie obserwując moich znajomych. Wolą zagrać jedną partię dla resetu mózgu czy oczekiwaniu na spóźnionego gościa.

W tym tytule jest niewiele decyzyjności, a dodatkowo dużo losowości. To czy uda mi się coś zjeść zależy tylko od tego jakie ja miałem szczęście w rzucie oraz co ma na kostkach przeciwnik. Teoretycznie dużo symbolów Chupacabry osłabia nasze stado, jesteśmy bardziej podatni na ataki. Z drugiej strony i tak zyskamy, bo zjemy dużo zwierząt. Ktoś może mieć takie szczęście, że nawet jak ma mało Chupacabr, to przynajmniej zablokuje sobie zjadanie stada. A ¡Chupacabra loco! na jednej czy dwóch kostkach zawsze bawi.

Ta gra powinna być od trzech osób, a najlepiej działa w pełnym składzie. No bo co? Wyrzuciłem coś, oj nie mogę zjeść, a druga osoba zje mi kilka kości. Przez to tytuł jest praktycznie niegrywalny w wariancie dwuosobowym, jedyna decyzja jaką mogę podjąć zostaje mi odebrana.

Przeżyłeś tę noc?

Chupacabra to całkiem miła turlanka, ale nie dostarcza zbyt wielu emocji. Tak naprawdę ten tytuł sprawdza się na luźne granie, wprowadzenie w świat planszówek czy odmóżdżenie. Mam świadomość, że tytuł może wybitny nie jest, ale lubię go, bowiem jest przydatny w określonych sytuacjach.

Plusy:

  • dobre wykonanie kości, ciekawy pomysł z tubą
  • proste zasady, niski próg wejścia, nieskomplikowana mechanika
  • przydatna zasada ¡Chupacabra loco! gdy jest się przyparty do muru
  • dybamiczna i krótka rozgrywka
  • fajne świecące oczy…

Minusy:

  • które są całkowicie nieprzydatne, bo kto będzie grał po ciemku
  • duża losowość, niska decyzyjność
  • kiepska skalowalność

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.