Skip to main content

A Game of Thrones: Hand of the King (Gra o Tron: Królewski Namiestnik) – Zbieranie setów w klimacie Gry o Tron

Saga Pieśni Lodu i Ognia jest jedną z moich ulubionych serii książek. Pamiętam jak wieczorami pochłaniałem kolejne strony zagłębiając się ten bogato opisany świat, George R. R. Martin nie szczędził opisów przyrody, tortur, wierzeń i religijnych obrzędów. Każda intryga, każdy spisek, każdy zwrot akcji jest dla mnie majstersztykiem. I mimo tego, że pod koniec ta formuła narracji, że właściwie każdy ginie z powodu swojej głupoty lub z braku oglądu na całą sytuację (a taka liczba śmierci i ciągła zmiana narratora wcale nie pomaga w wybraniu ulubionej postaci), to nadal lubię tę sagę. Niestety, serial telewizyjny obecnie jest bardziej popularny niż książki. Choć ten zachęcił mnie to sięgnięcia po powieści obecnie to dla mnie abominacja, która nie ma racji bytu. Na szczęście omawiana pozycja nawiązuje raczej do Sagi niż serialu.

Zapraszamy do Westeros

No, i tym optymistycznym akcentem przejdźmy do recenzji gry (a fanów serialu przepraszam, jeżeli ich uraziłem, ale serio wolę książki :D). W tej grze teoretycznie zbieramy poparcie rodów, aby zostać Namiestnikiem Króla. Teoretycznie, ponieważ tematyka spokojnie mogła być zupełnie inna, w żaden sposób nie czuć, że to musi być Gra o Tron, a obecność niektórych postaci w Królewskiej Przystani może dziwić.

W każdym razie na okładce przedstawiono kilka znanych postaci: Eddarda Starka, Daenerys Targaryen i Tywina Lannistera. Cała szata graficzna jest utrzymana w komiksowej formie. Kamil Lazarowicz wychwycił ten styl rysowania i okazuje się, że to Mihajlo Dmitrijewski, który w naszym kraju jest najbardziej znany z stworzenia ilustracji do gry Najeźdźcy z Północy. Podoba mi się ten zabieg wykorzystania owej stylistyki, bowiem pokazuje, że nie jest to tytuł typowo dla geeków, a prosta każualowa, można rzecz napisać, że rodzinna gierka. Elementy tej gry to głównie karty, ale też mamy żetony trójokiej wrony oraz chorągwi poszczególnych rodów. Karty są nietypowego formatu, bowiem rzadko można spotkać się o kształcie kwadratu. Jakościowo jest dobrze, elementy głównie leżą na stole i nie zauważyłem, żeby ich grubość była ważna, a przesuwana po powierzchni karta Varysa nie miała większych śladów użytkowania.

Koncept gry jest bardzo prosty. Deklarujemy kierunek i nazwę rodu, wtedy przesuwamy Varysa do ostatniego członka rodziny w wybranym kierunku i zabieramy każdą postać z tej familii. Sprawdzamy mamy więcej kart z tego rodu, niż inni gracze – jeżeli tak zabieramy odpowiednią chorągiew. Gdy zabraliśmy ostatniego przedstawiciela tej rodziny z planszy, to dobieramy jednego z sześciu towarzyszy (losuje się ich na początku i tylko ci będą używani w czasie tej [artoo). Jeżeli Varys nie będzie miał możliwych ruchów, gra się kończy. Wygrywa ten gracz, który zebrał najwięcej chorągwi. W przypadku remisu wygrywa osoba, która ma więcej postaci z rodziny o wyższym numerze.

W Królewskiej Przystani

Zasady gry nie są jakoś specjalnie trudne, ale ni jak się mają do Gry o Tron czy ogółem Sagi Pieśni Lodu i Ognia. Zacznijmy od tego, że skąd się wzięły postacie, które nigdy razem na oczy się nie widziały, a dodatkowo są w Królewskiej Przystani? Albo w jakim okresie się dzieje akcja gry, skoro jeszcze Ned żyje, a już zabiegamy o głosy Daenerys? Czy  też po co zyskać nam głos Aryi Stark? Przecież to dziecko, bez żadnego wpływu na politykę. Tematyka jest dosyć doklejona, choć mechanicznie wszystko działa, to dobór członków rodów w moim odczuciu jest jest niefortunny.

Jednak poziom negatywnej interakcji, dokuczania przeciwnikowi oraz dogryzania innym powoduje, że osadzenie tego tytułu w tym uniwersum ma sens. Mamy 7 rodów, ale liczba członków jest różna, przez co będziemy się przepychać chcąc zdobyć ich głosy. Najczęściej będziemy kombinować taki ruch, który nie będzie na rękę przeciwnikowi. Sporo razy zaczynałem turę z jednym możliwym ruchem lub z wyborem, który żaden nie był dobry. Skoro każdy chce wykonać jak najlepszy ruch, nie zostawiając rywalowi zbyt wielu opcji, to prędzej czy później z tej siatki będziemy zbierać ochłapy

Towarzysze są ciekawym rozwiązaniem. W momencie zabrania lub zabicia ostatniego z rodu dobieramy jednego z nich. Ich liczba jest ograniczona, więc musimy uważać i przemyśleć kogo chcemy. Dodatkowo każdy z nich świetnie nawiązuje do książek, np. Khal Drogo zabiera Daenerys, a Ilyn Payne zabija Eddarda Starka. Pasujące działania do roli, a dodatkowo daje możliwość kombinowania czyniąc towarzyszy ważnym i intrygującym elementem. Również możliwość swego rodzaju kombosów jest wredna, gdyż po zabiciu czy zabraniu ostatniego przedstawiciela familii również zabieramy towarzysza ograniczając wybór następnym osobom. W tych towarzyszach jest jednak mały szkopuł. Część z nich działa w zależnie od odpowiednich warunków, np. efekt Shae wchodzi w życie dopiero jak mamy Tyriona, zatem w ogóle może nie być okazji do użycia tej karty.

Gra ma dwa dość ciekawe warianty. Grając na 4 osoby możemy wypróbować wariant drużynowy, gdzie para siedząca po skosie tworzy drużynę. W dowolnym momencie możemy przenosić chorągwie między graczami, o ile on ma członka tego rodu. Drugi wariant wykorzystuje żetony trójokiej wrony i jest przeznaczony na 3 lub 4 osoby. Dyskusja z przeciwnikiem czy współgraczem jest zabroniona, chyba, że przed wykonaniem ruchu ktoś zużyje żeton wrony (każdy ma jeden), wtedy może odbyć jednominutową dyskusję z wybranym graczem.

Przez te bardzo małe powiązanie ze światem Westeros mamy niski próg wejścia dla osób niewtajemniczonych w tę tematykę. Dla nich będą to jakieś postacie i jakieś rody, które nic nie mówią. A przez mechanikę zbierania setów nie muszą się przejmować, że czegoś nie rozumieją.

Okiem Graczy

Jak zawsze w tej części prezentuję opinie innych graczy, którzy ze mną testowali ten tytuł (pisownia oryginalna).

Ogólnie nie jest to najciekawsza gra w jaką grałam, ale też nie jest najgorsza. Występuje w niej negatywna interakcja, więc jeśli można się skupić na złośliwościach wobec innych graczy albo dążyć do wygranej (czasem jedno nie wyklucza drugiego).
Gabriela
Dla kogoś kto nie jest fanem Gry o Tron, jak dla mnie, nazwiska postaci nie robią wrażenia. Natomiast sama gra jest bardzo sympatyczna z prostymi, klarownymi zasadami. Nierzadko należy dobrze zastanowić się nad ruchem i przeanalizować ruchy następnych graczy. Gra fajna, szybka, ale bez szału.
Marcin (Kostki zostały rzucone)
no taka średniawka xP. w sensie lubie gre o tron, ale oprócz nazw bohaterów i klanów to wgl… nie nawiązywało w żaden sposób do fabuły.
Zuzanna
Prosta, acz nie prostacka karcianka. Przyjemna gra do pubu na 5-10 min. Podoba mi się implementacja fabularna Gry o Tron, pomimo ze trudno tu szukać klimatu to zdolności kart są wierne wydarzeniom z książek.
Aleris

Na pewno chcesz zostać Królewskim Namiestnikiem?

A Game of Thrones: Hand of the King jest to przyjemna karcianka, która ma ciekawe tryby gier. Jest to prosta, każualowa gra, którą mogą polubić nie tylko fani Gry o Tron.

Plusy:

  • ciekawa, kreskówkowa szata graficzna
  • proste zasady, z niskim progiem wejścia również dla osób nieznających Gry o tron
  • całkiem sprawnie wpisana negatywna interakcja
  • nieco intryg i kombinowania znane z tej serii
  • intrygujące tryby drużynowe i wroną
  • pasujące zdolności towarzyszy

Minusy:

  • niewielki związek z uniwersum
  • niektórzy towarzysze działają tylko pod pewnymi warunkami

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.