Skip to main content

Sushi Dice – Danie rybne prosto z kostki

Całkiem niedawno recenzowałem grę Sushi Go!, w której przygotowało się tę znaną japońską potrawę. Wspominałem, że nie próbowałem nigdy w życiu tego przysmaku. Teraz mam okazję pisać tekst o innej grze, w której występuje te danie – Sushi Dice – i… nadal nie jadłem tego tworu (chociaż było blisko!) :).

Kostki i ryby

I tym optymistycznym akcentem przechodzimy od razu do opisu wyglądu i mechaniki tej pozycji. Okładka przedstawia typowego młodego mieszkańca Kraju Kwitnącej Wyspy ciachającego… kostkę. Rysunek jest zrobiony w ciekawym, nieco parodiującym stylu, który nawet intryguje i zachęca do poznania. A w tym niewielkim pudełku pierwsze co zobaczymy to bardzo elegancką, plastikową wypraskę na elementy, a są to: dwa zestawy kostek, karty i dzwonek. Jeden zestaw kostek jest nieco ciemniejszy, taki beżowy, aby można było odróżnić go od białego. Niestety, ale w prawie każdym świetle nie widać różnicy, na szczęście nie ma to większego znaczenia, ważne, aby na początku każdy gracz miał inny zestaw. Wśród kart dostępne jest promo Chef’s special oraz przygotowana tylko na polską edycję Ryba w galarecie, same grafiki mają raczej element informacyjny, przedstawiają odpowiednie symbole (poza kolorem można odróżnić je też po kształcie). Dzwonek, jak dzwonek, nie był od mocno męczony, więc nie wiem jaka jest jego wytrzymałość, ale podejrzewam, że dość dobra.

Dwójka graczy bierze po zestawie kostek (o ile pamiętam to najstarszy i najmłodszy), wystawiamy po trzy karty wokół dzwonka (ten ustawiamy tak, aby każdy uczestnik zabawy miał równie blisko) i zaczyna się zabawa. Osoby posiadające kostki rzucają nimi chcąc uzyskać jeden z trzech układów. Możemy zachować ich dowolną liczbę i dowolnie przerzucać. Gwiazdka to joker, zastępuje wybrany symbol, zaś jeżeli u przeciwnika wypadnie czarna czaszka i to zobaczymy, krzyczymy “Fuj!”, musi on przerzucić wszystkie (w tym zachowane) kości. Jeżeli myślicie, że reszta graczy się nudzi, to jesteście w błędzie, bowiem jeżeli obaj aktywni uczestnicy zabawy mają na swoich kostkach czaszkę, to ktoś może krzyknąć “Ciach!” i zabiera komuś kostki, a jego przeciwnikiem staje się osoba mająca najmniej zamówień. A właśnie, bo co się dzieje jak ktoś ma symbole pasujące do karty zamówienia? Dzwoni on dzwonkiem, zabiera kartę, a każdy przekazuje kostki na lewo. Wygrywa osoba, która spełni 6, 5 lub 4 zamówienia (zależnie od wariantu osobowego).

Dawaj kalmara

Rozgrywka jest niezwykle dynamiczna, chcemy jak najszybciej rzucać kostkami, aby mieć prędzej mieć wyniki przed przeciwnikiem. Taki dualizm jest ciekawym rozwiązaniem. Teoretycznie walka odbywa się pomiędzy parą graczy, ale tak naprawdę każdy można się do niej wtrącić. Choć drażniące jest, kiedy jesteśmy blisko swojego celu, a niestety wypadła nam czaszka i poszedł “Fuj!” czy “Ciach!”, to jednak takie sytuacje będą wzbudzać śmiech. Miałem nawet taką sytuację, że już chciałem dzwonić, ale przeciwnik wykonał szybciej zamówienie.

Jednak jest w tym wszystkim pewien haczyk. Każdy jest skupiony tak na swoich kościach, że niezbyt często pada “Fuj!”, a nawet jak mi wypadnie, to jak najszybciej zakrywam, by przeciwnik nie zauważył. Z “Ciachem” jest jeszcze gorzej, bowiem rzadko kiedy przeciwnicy tak się synchronizują, że ich kostki padają w tym samym czasie.

Inna sprawa to liczba graczy. Nie ma większych emocji grając tylko na dwie osoby, nie ma tego elementu zmiany graczy, nie ma różnej rywalizacji. Jest to gra imprezowa, a te zwykle lepiej działają jak gramy w pełnym składzie osobowym, i tutaj nic się nie zmienia. Zmienny rywal to niezwykle ciekawa opcja. Jeżeli ktoś jest niesamowicie szybki i rzuca kostkami jak opętany, nie dając nawet cienia szansy na wygraną, to gdy zmieni się przeciwnik możemy mieć lepsze szansę.

Wydawać by się mogło, że niezbyt optymistycznie podchodzę do tej gry. Mechanicznie rzeczywiście szału nie robi, a taki suchy opis nie pokazuje wszystkiego. Bo jak mam opisać te emocje? Kiedy brakuje tylko jednego symbolu, a ty przerzucasz licząc, że będziesz szybszy od przeciwnika? Albo właśnie jak w tej samej sytuacji przeciwnik zauważył czaszkę na jednej z kostek? Albo jak życzliwi obserwatorzy odpowiednio komentują wasze starania? Jest to dobra pozycja imprezowa. Podejrzewam, że nawet lepiej może się sprawdzać przy alkoholu, a skoro to taka mała gra, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby zabrać ją do baru, pubu czy podobnego miejsca.

Sushi gotowe

Może nie można tego wyczytać z recenzji, ale ja osobiście dobrze się bawiłem przy tej pozycji. Zabawne sytuacje na długo zapadną mi w pamięci, szczególnie ta z dzwonkiem, którą opisałem. Teoretycznie nie ma w sobie nic odkrywczego, ale ten dreszczyk związany z pojedynkami jest ciekawy.

Plusy:

  • kompaktowe wykonanie
  • ciekawy system pojedynków
  • dynamiczna i zabawna rozgrywka
  • dobry tytuł do piwa czy pogrania w pubie
  • adrenalina i emocje płynące z gry
  • gracze, którzy się nie pojedynkują nie są wykluczeni z gry
  • warto obserwować wyniki przeciwnika

Minusy:

  • mniej ciekawa na dwie osoby niż w innych wariantach osobowych
  • często każdy jest skupiony na sobie, więc rzadko pada “Fuj!”, a przez asynchroniczne rzuty “Ciach!” jeszcze mniej

Dziękuję wydawnictwu Bard Centrum Gier za przekazanie egzemplarza do recenzji

Bard Centrum Gier

Informacje o grze

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.