Skip to main content

Munchkin Pathfinder – To gdzie ta ścieżka?

Pierwszy raz zetknąłem się z Pathfinderem rozgrywając parę partii planszówki. Mimo, że gra przygodowa, to dla mnie mało ciekawa i momentami nudna, a powtarzanie ciągle tych samych czynności nie napawały mnie optymizmem. Choć orientuje się, że to była gra oparta na systemie RPG, to i tak nie zbyt wprowadziła mnie w meandry tego świata. I pewnego dnia widzę na sklepowych półkach Munchkina Pathfinder. Myślę sobie: „Co to za abominacja?”. No bo jak inaczej nie skomentować tak niszowej planszówki: skierowana do fanów RPG, miłośników Munchkina i znawców Pathfindera. Ej, serio, jest takie kombo? Kupiłem i…

Taki z ciebie Piekielny Rycerz jak ze mnie Rycerz Orła

Okładka jest doskonałym nawiązaniem o frontowej ilustracji bazowego podręcznika do Pathfindera. Kiedyś widziałem na blogu Johna Kovalica jak zmieniała się koncepcja i w jaki sposób przenosił elementy charakterystyczne z okładki podręcznika na grę planszową. A zatem mamy wielkiego czerwonego smoka groźnie się wijącego wokół graczy przy stole, a w oryginale ten smok atakował grupę poszukiwaczy przygód. Powiem, że te oddanie dynamiki i wyglądu smoka mocno mnie zachęciło, ale gdyby nie ten artykuł od Johna, to w życiu bym nie wiedział, że to ma jakieś odwołanie do Pathfindera. Podobna plastikowa wypraska, która była w Legendach pojawia się i w tej wersji. Jako, że trochę niechronologicznie piszę, to słowa wyjaśnienia skąd się wziął kartonowy krzyż w późniejszych wersjach: po prostu dodatki i karty w koszulkach nie mieszczą się do plastiku. Mając na uwadze tę informację być może jednak ta zmiana z plastikowej wypraski nie jest taka zła.

Mechanika właściwie się nie zmieniła, a nowości jest niewiele. Ale dla mnie to wciąż lepiej niż w Legendach. Otóż, mamy nowe klasy: Alchemik, Nekromanta, Przywoływacz oraz Wiedźma. Każda z nich jest według mnie na swój sposób „przekoksona”, ale przecież to Munchkin, wiadome jest, że będziemy chcieli mieć najpotężniejszą postać. Całkowitą nowością są frakcje, które możemy porównać do ras z wersji Fantasy czy akcentów z Munchkina z Karaibów. Możemy przynależeć do jednej, a mamy do wyboru: Zabójca Czerwonej Modliszki, Rycerz Orła, tytułowy Pathfinder (nie, nie Tropiciel) i Piekielny Rycerz.

A może by tak drugi etat?

Ciekawą opcją jest Piekielny Rycerz, bowiem za bycie przedstawicielem danej klasy otrzymujemy już bonus +5. Dzieje się tak dlatego, że mamy od razu wbudowaną zbroję i hełm, więc bez kanciarza nie założymy „drugiej”. Rycerz Orła może podczas walki odrzucić do 3 kart, za każdą otrzymuje +2 do walki, ale -1 do Ucieczki. Pathfinder podgląda dwie wierzchnie karty z talii Drzwi, jedną zagrywa, a drugą kładzie z powrotem. Zabójca Czerwonej Modliszki ma podobnie jak Rycerz Orła, ale tylko podczas „Szukania guza”, lecz też ma zawsze +1 do Ucieczki. Podoba mi się sposób w jaki przedstawiono tego skrytobójcę, wielka czerwona mrówka przypominająca Deadpoola.

Zaskakujące jest to, że kompletnie nic nie wiedząc o Pathfinderze bardziej światem przedstawionym w grze fabularnej zaciekawiła mnie wersja Munchkina niż planszówka. Po pierwszej partii mamy wiedzę o nazwach potworów, które mogą wystąpić w tym systemie (np. Akata czy Charau-Ka), już poznałem frakcję i to wystarczy, aby zacząć szukać czegoś więcej w wyszukiwarce.

Poza frakcjami Munchkin Pathfinder posiada sporo goblinów. Na szczęście na odwrocie opakowania było ostrzeżenie ;). Gobleń z całej maści dostępnych zielonoskórych stworów stał się moim ulubieńcem. Goblinów jest mnóstwo, są wszędzie, przewijają się nie tylko jako potwory do pokonania, ale również jako element humorystyczny na innych kartach. Inną ciekawą rzeczą jaką można zaobserwować to nastawienie na klątwę – są umiejętności zamieniające, niwelujące, czy odbijające klątwę. Trzeba na nie uważać, bo mają tutaj większe znaczenie niż zwykle.

Frakcje nie zastępują ras, więc po połączeniu z jakąś wersją je posiadającą nie ma nic przeciwko, aby je używać. Alchemik niziołek będący na usługach Czerwonej Modliszki jako zabójca? Piekielny rycerz nekromanta krasnolud? Proszę bardzo. Im więcej kombinacji, tym zabawniej, nie? Według mnie bardzo ciekawe połączenie to ta wersja z Legendami, ale Conan, czy Fantasy ma ten sam rewers, więc kto bogatemu zabroni? :).

Ale co to jest to całe Ovinrbaane?

Mimo zawężenia tematu – no bo Munchkin sam z siebie drwi z RPG, a tu z konkretnego – ta wersja zachęciła mnie nieco do świata Pathfindera. Uważam, że jest to udana edycja i jako laik bawiłem się świetnie. Pewno rozumiejąc nawiązania ten humor by do mnie trafiał, ale i tak jest nieźle. Osobiście polecam!

powermilk

PowerMilk. Największy fan Bruna Cathali w Polsce. Lubię planszówki. Lubię programować. I lubię seriale.