Skip to main content

Munchkin Panic – Kooperacyjny Munchkin? Prawie, ale nie

Castle Panic to dość już wiekowa i zapomniana gra, w której bronimy zamku przed najazdem. Mimo ścisłej współpracy, to i tak wygrywa tylko jedna osoba. Brzmi intrygująco? No to czemu nie przerobić tematycznie na Munchkina?

Królestwo za ochronę!

Okładka jest przedstawiona bardzo ciekawy sposób – z jednej strony wieży mamy potwory, które nacierają na pewnych siebie bohaterów, zaś po środku w oknie wspomnianej wieży jest znana postać z ilustracji frontowych, która jest w pozie godnej lwa z logo Metro Goldwyn Mayer. Szata graficzna jest swoistą mieszanką Castle Panica i Munchkina – co szczerze nie jest zbyt dobrym połączeniem. Prosta plansza bez wodotrysków na myśl przywodzi lata ’90 i toporną grafikę z gier RPG, całkiem ładnie wyglądający zamek jest elementem, który nieco się wyróżnia na tle innych, proste tarcze potworów są zdobione znanymi motywami graficznymi z karcianki munchkinowej, a na kartach widnieje ten niezapomniany styl Johna Kovalica. Może rzeczywiście oprawa „nie powala”, ale trzeba przyznać, że jest konsekwentna, spójna i dość zgrabna. Wolałbym jakiegoś odświeżenia w porównaniu do pierwszej edycji Castle Panica, i implementacja nowej wersji powinna wyglądać nieco inaczej.

W pierwszej kolejności możemy odrzucić jedna kartę i uzupełniamy rękę do 6 lub 5 Kart Zamku (w zależności od liczby graczy). Jeżeli po uzupełnieniu (faza Okaż Miłosierdzie) mamy za dużo Skarbów, musimy przekazać osobie z mniejszą liczbą trofeów. W następnej fazie zagrywamy karty skarbów i zamku oraz prosimy kogoś o pomoc, aby pokonać potwory – wojownik, który mamy na ręce może działać na konkretny kolor oraz sekcję. Zaś pomoc, to zagranie przez jednego z graczy karty poza swoją turą – jeżeli ubija stwora musi się zdecydować czy chcę trofeum czy skarb. Po rundzie każdego gracza potwory się ruszają i pojawia się nowa chmara, która chce napierać na zamek. Zamek padł? Przegraliśmy. Nie ma już potworów, a chociaż jedne element zamku jest na planszy? Wygrywa osoba z największą liczbą trofeów. Poza tym możemy grać na postacie, które dają dodatkowe akcje, ale maja wroga, którego nie mogą atakować. Innym wariantem jest olewanie zamku, niezależnie czy on upadnie czy nie wygrywa gracz z największą liczbą trofeów.

Pomóc, ale i też złupić

Niestety, ale ta koncepcja gdzie trzeba współpracować nie bardzo do mnie trafiła. Karty są bardzo wredne, możemy komuś zabrać kartę, pozwalają zmuszać gracza do pomocy czy mocno pokarać potwora. Skoro jest taki styl czystej kooperacji, to nie rozumiem sensu bycia upierdliwym i chytrym. No, bo skoro mam szansę pokonać potwora z czyjąś pomoc, to i tak muszę mu ofiarować trofeum albo skarb. I teraz negocjujemy… Po co, ja się pytam? Skoro i tak jak mi nie pomoże ta osoba, to zbliżamy się do przegranej. A i tak wiadomo, że będzie ten gracz będzie chciał trofeum, bo tylko to się liczy do wygranej.

I inna sprawa. W skarbach są umocnienia potworów. I znów pytanie: po co? Gra jest wystarczająco trudna, więc nie ma sensu sztucznie podkręcać poziom trudności. Taki skarb jest nie przydatny… Chcemy wygrać, więc wiadomo, że nie będziemy wzmacniać i tak już silne potwory. I tylko żałujemy, że nie mamy czegoś przydatnego na ręce. Jedyny sens użycia takiej karty, to przyspieszenie rozgrywki, kiedy widzimy, że nie wygramy. I mam na myśli upadek zamku, przecież możemy też mieć nadal podejście munchkinowe – skoro ja nie wygram, to nikt nie wygra.

Naprawdę długo nie mogłem zrozumieć tej gry, za dużo grałem w Munchkina, aby myśleć o kooperacji w tym świecie, za bardzo skupiłem się nad tym, że bez odpowiednich kart nie zdobędę trofeum, przez co nie wygram. Nie rozumiałem tego podejścia i już chciałem tę grę odesłać w otchłań zapomnienia. No, ale nie na szczęście jest wariant „Jeszcze więcej Munchkina„, który powinien się nazywać „Wreszcie gramy w Munchkina„. Absolutnie nas nie obchodzi los zamku, wtedy możemy grać z myśleniem typowym dla serii tej gry. Będziemy kradli graczom przedmioty i skarby, wbijali nóż w plecy, odmawiali pomocy, przyśpieszali upadek zamku jeżeli mamy dobrą liczbę trofeów albo opóźniali koniec gry, aby mieć czas na ich zdobycie. Wtedy dopiero zabawa jest przednia, wtedy czuję tę zabawę, którą miałem zawsze podczas rozgrywek Munchkina.

Jeszcze, aby było ciekawiej polecam połączyć poprzednią opcję z możliwością grania na postacie. Ich zdolności mogą czasem namieszać w planach przeciwnika oraz dają nam jakąś przewagę, która pozwoli wysunąć się na prowadzenie. Ceną za taką moc jest jedna – nie możemy zabić konkretnego potwora. A przeciwnik będzie to wykorzystywał: nie zadałeś śmiertelnego obrażenia? No cóż, nie dostaniesz skarbu ani trofeum. Zatem z jednej strony mamy jakiś bonus, z drugiej okazja do szantażowania. Brzmi jak Munchkin?

Nie można odmówić temu tytułowi, że jest dynamiczny. Oczekiwanie na swoją turę nie jest specjalnie długie. Nie bardzo możemy planować, bo sytuacja na planszy zmienia się co gracza, ale i tak mamy skupioną uwagę. Oczekujemy prośby o pomoc, a gdy wyskakują potwory i klątwy interesuje nas, co będzie chciało zniszczyć nasz zamek.

Jako, że spora losowość kieruje tym tytułem, to możemy być pewni, że regrywalność będzie całkiem niezła. Inne podejście do rozgrywki, warianty, inne negocjacje, losowe karty i wyskakujące potwory na pewno ma nieco wpływ na podejście do partii. Natomiast uzależnienie niektórych elementów od liczby graczy daje poczucie kontroli nad skalowalnością.

A mury runą, runą…

Munchkin Panic jest dość specyficzną grą. Nie do końca rozumiem idei tej planszówki, ale na szczęście możemy ją modyfikować, aby bawić się w munchkinowy sposób, co daje dużo więcej frajdy niż podstawowa wersja gry.

Plusy:

  • ciekawe warianty rozgrywki
  • znane elementy szaty graficznej
  • możliwość negocjacji z przeciwnikiem
  • wbijanie noża w plecy pod płaszczykiem kooperacji
  • dobra skalowalność i regrywalność

Minusy:

  • niektóre elementy oprawy graficznej są nieco archaiczne
  • niezbyt rozumiem koncepcji kooperacyjnej rozgrywki, w której wygrywa jeden gracz

powermilk

PowerMilk. Największy fan Bruna Cathali w Polsce. Lubię planszówki. Lubię programować. I lubię seriale.