Skip to main content

Munchkin Marvel – Dom pomysłów zrobił crossover

Marvel Comics to wydawnictwo komiksowe, które zaprezentowało światu całą gamę różnych postaci. Obecnie znane są raczej te z ekranu niźli kart nowel, przez co te barwne osobistości stają się coraz bardziej popularne. Naprawdę zdziwiłem się widząc ofertę Black Monka, w której widnieje Munchkin Marvel. Fanem tego wydawnictwa nie jestem (DC Comics górą!), ale część postaci lubię i szanuję, dlatego postanowiłem grę wypróbować.

Avengers, zbiórka!

Już okładka zdradza, że ta wersja różni się od innych. Widać, że nie ma charakterystycznej kreski Kovalica czy innego autora podkreślając parodię. Nie. Mamy kadry z komiksu – właśnie na tym opiera się ta wersja, na bardzo klimatycznej szacie graficznej wyjętej z nowel graficznych. Charakterystycznym elementem tej wersji są kartoniki z postacią, którą odgrywamy: ta planszetka posiada tor poziomów, wizerunek naszego bohatera (jest to zwykły agent, nie wiem czy są wzięci z kadrów komiksów, na pewno jeden z nich to Coulson, a inny to Maria Hill), a także płeć (planszetki są dwustronne, w zależności od aktualnie posiadanej płci używamy odpowiedniej strony).

Powiem, że z początku mimo niezwykle ładnego wydania, to i tak się długo zabrałem do pierwszej rozgrywki. Po prostu munchkinowy sposób gry kłócił mi się z takim wydaniem i tematyką, no nie pasował i już. Jednak się przekonałem i… No, o tym trochę później. W grze jako agenci organizacji S. H. I. E. L. D. chcemy zdobyć 10. poziom dostępu. Sposób rozgrywki niewiele się różni, ale co nowego? Właściwie to Marvel ma elementy, które już powinniście znać z recenzji poprzednich części, ale je przypomnę. Każdy agent jest specem od danej dziedziny: technologii, zwiadu, działań w terenie, itp. co już na starcie daje jakiś bonus: gdy walczymy sami, gdy szukamy guza, gdy mamy sojusznika. Sojusznik występował w podobnej formie w Super Munchkinie, to pomocnik dający nam bonusy: są to znane postacie z noweli graficznej jak Daredevil, Spider-Man czy Kapitan Ameryka. Każdy agent może mieć jakąś moc, podobnie jak w opisanym Super Munchkinie: możemy mieć ich dowolną liczbę, ale suma rang nie może przekroczyć naszego poziomu. Również możemy przynależeć do jakiejś drużyny: Inhumans, Avengers, czy Strażnicy Galaktyki, co daje nam również konkretny bonus, ale jeżeli zostaniemy zaatakowani przez złoczyńcę, który nie lubi danej drużyny (np. Doktor Octopus, a my jesteśmy w Pajęczej Rodzinie), to musimy liczyć się z konsekwencjami.

Jako, że opisuje również dwa dodatki – mysticzny (Mystic Mayhem) i kosmiczny (Cosmic Chaos), to opiszę też karty lochów. Oba rozszerzenia je wprowadzają, zawsze mamy widoczną jakąś kartę lochów, która wywołuje jakieś efekty: pozwala zagrywać karty w inny sposób, zwiększa siłę potworów, czy blokuje działanie sojuszników.

Ale kto ten Sentry?

W tej części strasznie podobał mi się motyw z działaniem kart. Czwarta ściana znów jest łamana i niektóre karty mają inne efekty w zależności od warunków w świecie rzeczywistym. Klaw ma większą siłę jeżeli gra muzyka. Jonah J. Johnson dostaje dodatkowy bonus jeżeli w pokoju jest gazeta. Absorbing Man ma inną wartość ataku w zależności od materiału na jakim została położna ta karta. Ale nie tylko potwory mają taką zależność – niektórzy sojusznicy też, chociażby Moon Knight, który ma +1 jeżeli jest noc (według gry od 19:00 do 7:00), a jeżeli dodatkowo widać księżyc do ma jeszcze +1. Przykłady mógłbym mnożyć, bowiem właśnie przez takie działania karty zapadają w pamięć i następnym razem postaramy się o muzykę czy jakiś pierścień na palcu :).

Cieszę się, że twórcy gry uwzględnili nie tylko te postacie znane MCU, ale również bohaterów komiksów. Oczywiście ktoś taki jak Luke Cage, Doktor Strange czy Groot stał się popularny dzięki serialom czy filmom Marvela. Ale Nova? Kompletnie nie kojarzę postaci. Gdyby mój znajomy nie opowiadał mi pewnej historii, to Sentry też nie byłby mi znany. A nagle ktoś taki może stać się moim sojusznikiem. Oczywiście, to jest Munchkin, więc jeżeli daje nam odpowiednie bonusy, to nie będziemy się zastanawiali kto to jest, tylko bierzemy go do pomocy. Jednak może dzięki temu uruchomimy wyszukiwarkę i coś więcej się dowiemy o bohaterach Domu Pomysłów.

Wakanda, Knowhere, Dark Dimension… To przykładowe dostępne lochy, są to miejsca, krainy i światy dostępne w komiksach. Część to dość znane miejsca, inne (jak Savage World) to planety, czy lokacje, które nie kojarzę. I znów – okazja do przejrzenia, co to jest, co tam się działo, itp.

Podoba mi się te odwrócenie podejścia w stosunku do Super Munchkina. Nie jesteśmy bohaterami, nie jesteśmy kimś znanym, jesteśmy jedynie szarymi agentami. Co prawda możemy korzystać z potężnych artefaktów jak Tarcza Kapitana Ameryki, Hełm Thora czy Zbroja Iron Mana, z czasem będziemy mieć moce, możemy mieć sojusznika i przynależeć do jakiejś drużyny, a już od początku mamy jakieś bonusy. Jednak i tak przedstawienie punktu widzenia agenta jest ciekawe, bo w kogo mamy się wcielać? Spider-Mana? Iron Mana? Thora? Lepiej jakiś random, który powoli się pnie na szczyt zyskując jakieś przedmioty moce.

Właściwie w poprzednim punkcie poruszyłem pewną kwestię. Jako Agent T. A. R. C. Z. Y. możemy mieć na sobie strój Spider-Mana, walczyć laską Daredevila, mieć na nogach buty Namora, a na głowie nosić hełm Lokiego, naszym sojusznikiem jest Groot, a przynależymy do Inhumansów. Niezbyt kanonicznie, ale ten jeden wielki misz-masz nie przeszkadza. Ej, to jest Munchkin, więc wszystkie chwyty i kombinacje, aby stworzyć najpotężniejszą postać są dozwolone.

No, OK, a czy podejście do rozgrywki w cwaniacki sposób w świecie Marvela jest gorsze? Otóż okazuje się, że gra jest na swój sposób poważna. Tak, nadal mamy możliwość przeszkadzania w walce. Owszem, nadal kombinujemy jaki mieć tu zestaw przedmiotów, dający jak największy bonus. To prawda, nadal chodzi o to, aby wbić 10. poziom. Jednak tematyka i sposób zagrywania kart, a przede wszystkim kadry z komiksów dają wrażenie, że jest bardziej „na poważnie”. W żaden sposób mi to nie przeszkadzało, a co więcej, miałem wrażenie, że właśnie tak powinno być. Nie jakiś absurdalny humor, ale ten poważniejszy ton.

W mackach Octopusa

Munchkin Marvel ze względu na formę wydania, tematykę i swego rodzaju wysublimowanie jest nieco inną częścią, ale to, co powinno zostać w Munchkinie, nadal jest. Jeżeli jednak wolicie ten pokręcony nerdowski humor, to raczej ta część nie będzie waszą ulubioną. Właściwie jedyne, co mnie smuci, to fakt, że ta część nie jest po polsku. Rozumiem, że koszty licencji i tłumaczenia byłyby dużo wyższe niż dystrybuowanie gry, ale i tak szkoda.

powermilk

PowerMilk. Największy fan Bruna Cathali w Polsce. Lubię planszówki. Lubię programować. I lubię seriale.